Adwokatom kandydującym do SN grożą dyscyplinarki. Co oni na to?
To nie pierwszy przypadek, kiedy lewicujące środowiska próbują robić dyscyplinarki adwokatom za konserwatywne poglądy – mówi Andrzej Nogal, kandydat do Sądu Najwyższego.
Sąd Najwyższy
Jerzy Dudek/Forum

Sąd Najwyższy

„Z prawdziwą przykrością dowiedziałem się, że korzystając ze sprzecznych z konstytucją ustaw dotyczących Krajowej Rady Sądownictwa i Sądu Najwyższego, zgłosił Pan swoją kandydaturę do Sądu Najwyższego” – napisał w liście do ośmiu warszawskich adwokatów mecenas Marcin Smoczyński.

W liście informuje adwokatów, że złożył wniosek do Okręgowej Rady Adwokackiej o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec nich. Mecenas Smoczyński powołuje się na artykuł 5 Zasad Etyki Adwokackiej i Godności Zawodu, uznając, że każdy z adwokatów, zgłaszając kandydaturę do SN, wziął udział w destrukcji systemu wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Według Smoczyńskiego naruszyli oni godność zawodu adwokata i złamali przyrzeczenie, w którym każdy adwokat zobowiązuje się do umacniania porządku prawnego RP.

Zapytaliśmy adwokata Andrzeja Nogala, jednego z adresatów listu, który chce zostać sędzią Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN, czy nie obawia się postępowania dyscyplinarnego.

ANDRZEJ NOGAL: – To nie pierwszy przypadek, kiedy lewicujące środowiska w naszej Izbie włącznie z władzami próbują robić dyscyplinarki adwokatom za konserwatywne poglądy. To nie pierwszy przypadek nękania mnie za moje konserwatywne poglądy. Mam już kilka takich dyscyplinarek, ale nie wiem, na jakim są etapie.

Dlaczego zdecydował się pan kandydować?
Przede wszystkim to pierwsza szansa dla adwokatów praktyków – pierwsza od stu lat – aby dostać się do Sądu Najwyższego. Po drugie, w Sądzie Najwyższym obserwuję bardzo silny przechył lewicowy. Więc jako adwokat z wieloletnią praktyką i z poglądami konserwatywnymi zapewnię równowagę.

A kto według pana jest I Prezesem Sądu Najwyższego?
Moim zdaniem I Prezesa w tej chwili nie ma. Uważam, że jeśli nie chcemy anarchii, to musimy przyjąć domniemanie konstytucyjności uchwalanych ustaw, w tym oczywiście tych sądowych. Dopóki nie zostały uchylone przez Trybunał Konstytucyjny, to są obowiązującym prawem.

Ale kto ma uznać ich niekonstytucyjność? Nieobiektywny TK podległy PiS?
Obiektywny to będzie Sąd Ostateczny, a nasze ziemskie sądy zawsze były, są i będą podejrzewane o jakieś sympatie i antypatie. Można powiedzieć, że tak jak poprzednie TK były podejrzewane o sympatie lewicowe, tak obecny jest podejrzewany o konserwatywne. W systemie prawnym, który u nas funkcjonuje, to TK podejmuje decyzje o tym, że ustawa jest w obiegu prawnym, a nie SN. W przeciwnym razie doprowadzimy do anarchii.

Mecenas Smoczyński twierdzi, że adwokaci, którzy wystartowali w konkursie o miejsca w SN, korzystają z niekonstytucyjnych rozwiązań dla osobistych celów. Zobowiązał się pan jako adwokat chronić porządek prawny, a ustawy sądowe drastycznie ten porządek demolują.
Pan Smoczyński nie jest dla mnie autorytetem, który może określać kierunek zmian w ustawodawstwie. Według mnie to jest tylko akcja medialna pana Smoczyńskiego. Dostrzegam w tym chęć środowisk lewicowych naszej Rady, by wykorzystać instrumenty dyscyplinarne do nękania adwokatów o konserwatywnych poglądach.

Uznane autorytety prawnicze, profesorowie Strzembosz, Zoll czy Łętowska, mówią o demolowaniu porządku prawnego w Polsce. To do pana nie przemawia?
Do mnie przemawia fakt, że pani Łętowska została profesorem w okresie PRL i przez władze PRL została wyznaczona pierwszym Rzecznikiem Praw Obywatelskich. Nie jest właściwą osobą, aby stawiać się w roli autorytetu. Profesorowie uznają, że Sąd Najwyższy to jest tylko ich miejsce, a dla innych, szczególnie dla praktyków, miejsca tam nie ma. Dobrze, że to się już niedługo zmieni.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj