Tusk po przesłuchaniu przed komisją: Tylko jedna rzecz mnie zaskoczyła
Sejmowa komisja śledcza ds. Amber Gold przez siedem godzin przesłuchiwała szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska. Były premier był jej ostatnim świadkiem.
Donald Tusk
Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Donald Tusk

Donald Tusk
Agencja Gazeta

Donald Tusk

Małgorzata Wassermann w czasie posiedzenia komisji ds. Amber Gold
Sejm RP/Facebook

Małgorzata Wassermann w czasie posiedzenia komisji ds. Amber Gold

Przesłuchanie Donalda Tuska miało się odbyć 2 października. Ale 3 września przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) poinformowała, że zostało przesunięte na pierwszy dzień po drugiej turze wyborów samorządowych (czyli na 5 listopada).

Kto nadzorował służby

Przesłuchanie rozpoczęła Wassermann – od złośliwości. Przewodnicząca komisji zasugerowała, że Tusk będzie chciał atakować rząd PiS. Oświadczyła: – Wierzę, że pan potrafi jeszcze wczuć się w los ludzi pokrzywdzonych, których ta afera pozbawiła oszczędności do końca życia.

Pytany o to, czy bezpośrednio nadzorował służby specjalne, były premier odesłał Małgorzatę Wassermann do przepisów. Podobnie odsyłał ją do ustaw, gdy pytała o kuratelę nad Komisją Nadzoru Finansowego. Za niestosowne i nieuzasadnione uznał Tusk pytanie o to, czy będąc premierem, wiedział, nad jakimi instytucjami sprawował nadzór.

Wassermann próbowała ustalić, od kiedy Tusk wie, że ABW miała wiedzę o „szykującym się przestępczym biznesie Marcina P.”. – Do sierpnia 2012 r., czyli do czasu, kiedy informacja była publiczna w pełnym wymiarze, wydaje mi się, jestem prawie pewien, jedyną informacją, dokumentem, który do mnie wpłynął, była notatka ABW, z którą zapoznałem się w czerwcu 2012 r. – wyjaśnił Tusk. Dodał, że ABW nie miała obowiązku i nie powinna informować go o sprawach operacyjnych. Nie jest rolą premiera, przekonywał, zadaniowanie ABW tak, jak starają się to przedstawić członkowie komisji. – Premier nie może i nie powinien ingerować w działalność operacyjną ABW.

Wassermann twierdzi tymczasem, że służby wiedziały o aferze już w lipcu 2011 r. Pytała, jak Tusk się z tym czuje, że minister Jacek Cichocki – ówczesny koordynator służb specjalnych – mówił w Sejmie o działaniach podejmowanych w 2012 r. – Skoro zarzuca pani kłamstwo urzędnikowi, to rozumiem, że państwo podejmiecie kroki. Zarzucanie kłamstwa bez uzasadnienia jest czymś tak nieprzyzwoitym, że nie podejrzewałbym pani o takie intencje – odparł Tusk. Byłemu premierowi zależy, by „zdrowy rozsądek towarzyszył interpretacji pewnych zdarzeń”.

Jarosław Krajewski (PiS) pytał z kolei, dlaczego Tusk jako jeden z adresatów notatki szefa ABW Krzysztofa Bondaryka nie zapoznał się z nią osobiście. Szef Rady Europejskiej wyjaśnił, że zaznajomił się z jej treścią, ale nie będzie rekonstruował sekunda po sekundzie tej operacji, bo nie jest to możliwe po sześciu latach: – W sposób czytelny i jednoznaczny od ministra Cichockiego otrzymałem pełną informację.

Tuska pytano też o to, jak ocenia swój nadzór nad służbami, które mając wiedzę na temat Amber Gold, nic z nią nie zrobiły. – Pani przewodnicząca mija się z prawdą. To bardzo delikatna recenzja tego, co teraz robicie – odpowiedział. – Wasza praca jako komisji udokumentowała jednoznacznie, że działania zostały podjęte. Nie wypada twierdzić, że instytucje nic nie robiły. Dodał: – Rozumiem, że trzeba powtarzać tę tezę wielokrotnie, ale kampania już się skończyła.

A jak PiS ostrzegał inwestorów przed ryzykiem?

Tusk przywołał też analogiczną sprawę oszukanych klientów GetBacku: – Gdyby przyjąć waszą logikę, to panowie Morawieccy powinni zostać skazani i spaleni na stosie. Tusk nie słyszał, żeby rząd ostrzegał inwestorów przed czymkolwiek. – Jeśli dobrze pamiętam, to banki pozostające pod waszym nadzorem były zaangażowane w ten proceder. Chcę uświadomić, jak niebezpieczną ścieżką kroczycie. Na końcu tej ścieżki jest potężny problem dla waszego rządu.

Wyjaśnił zarazem komisji, że ryzyko inwestowania w Amber Gold było powszechnie znane. – Współczując wszystkim, którzy zainwestowali w Amber Gold, chcę powiedzieć, że ostrzeżenie było publicznie dostępne. Zdarza się, że ludzie są skłonni podjąć ryzyko wtedy, kiedy są większe procenty. (...) Ostrzeżenie, jakie powinno być wystosowane, zostało wystosowane – zapewniał.

Wassermann sugerowała, że Tusk jest zdenerwowany, na co ten odparł: – Pani szósty raz sugeruje, że jestem zdenerwowany, ja znam tę technikę, ale naprawdę jestem spokojny. Rozumiem pani zły nastrój, ale nie powinien wpływać na przebieg przesłuchania – stwierdził, nawiązując do wyników wyborów prezydenckich w Krakowie. Małgorzata Wassermann przegrała w niedzielę w drugiej turze.

Dla Tuska to nie było standardowe działanie

Tusk w trzeciej godzinie przesłuchania był pytany przez Bartosza Kownackiego (PiS) o liczbę spotkań z Markiem Belką. Belka martwił się inwestycjami w OLT – relacjonował były premier – bo mimo działań służb nie zaprzestano reklam tego przewoźnika w prasie. – Mówił, że ma zamiar zadzwonić do kilku gazet, do naczelnych, których zna, żeby zaniechali masowych reklam OLT. Tusk dodał, że jako premier nie wywierałby nacisków na media. – Uważałbym to za ryzykowne i niestandardowe działanie – mówił.

Wassermann pytała Tuska też o to, czy Ministerstwo Finansów kontrolowało banki „pod względem prania pieniędzy przez Marcina P.”. – Wydaje się, że dotyka pani spraw, co do których wyjaśnienia należałoby się spodziewać ze strony organów ścigania. Sugestia, że minister Rostowski lub minister Parafianowicz są odpowiedzialni za tolerancję dla prania pieniędzy, jest niewłaściwa. Skoro macie przypuszczenia lub wątpliwości co do działania ministerstwa i sugerujecie, że zrobiłem niewiele lub nic, nie mówicie prawdy na ten temat. Mieliście ponad tysiąc dni, żeby sprawę wyjaśnić. Wassermann zapewniła, że w sprawie toczy się postępowanie karne.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj