Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Kraj

Dyskretna jazda na skrzydlatym koniu

Narracja dobrozmieńców jest taka: wszystkie kraje podsłuchują, a więc my także. Narracja dobrozmieńców jest taka: wszystkie kraje podsłuchują, a więc my także. camilo jimenez / Unsplash
Ponieważ w III RP powstał groźny terroryzm w postaci totalnej opozycji, rząd postanowił zakupić Pegasusa, aby odciąć głowę hydrze zagrażającej prawowicie i demokratycznie wybranej władzy.

W Wikipedii czytamy: Pegaz (gr. Pḗgasos, łac. Pegasus) – w mitologii greckiej skrzydlaty koń zrodzony z krwi Meduzy, która trysnęła, gdy Perseusz odciął jej głowę. Pegaz zamieszkiwał okolice źródła Pirene na Akrokoryncie. Odnalazł go tam Bellerofont, który przy użyciu złotego wędzidła, otrzymanego od Ateny, zdołał okiełznać rumaka. Przy jego pomocy heros pokonał Chimerę, planując następnie wznieść się na jego grzbiecie na szczyt Olimpu. W drodze na szczyt Bellerofont został jednak zrzucony z grzbietu skrzydlatego rumaka przez Zeusa. Na szczyt dotarł jedynie Pegaz. Od tego momentu służył on Zeusowi, który po śmierci przeniósł go na nieboskłon, tworząc gwiazdozbiór Pegaza.

Uderzenie kopyta konia miało otworzyć na górze Helikon, jedną z siedzib muz, źródło Hippokrene. Stanowi on symbol natchnienia poetyckiego i plastycznego. Obecnie wizerunek Pegaza używany jest jako logo wielu firm. Poeta Hezjod łączy imię Pegaz z takimi słowami jak „źródło” oraz „studnia”, pēgē. Jednakże korzenie imienia mogą podchodzić od słów z języka luwijskiego: pihassas, co oznacza „piorun”, „błyskawica”, lub Pihassasas – imię jednego ze starożytnych bogów pogody. Dosłownie znaczy „bóg piorunów”, „bóg błyskawic”.

Hezjod przedstawiał jedną historię, w której Pegaz w spokoju pił wodę ze studni, kiedy to mityczny bohater o imieniu Bellerofont go złapał. Wszędzie, gdzie skrzydlaty koń postawił swoje kopyto na ziemi, „inspirujące źródło buchało natychmiast”. Jedno z tych źródeł, Hippokrene („końskie źródło”), powstało u podnóża góry Helikon z rozkazu Posejdona, aby zapobiec nabrzmieniu tejże góry. (...) Hezjod wspominał również, że Pegaz nosił błyskawice dla Zeusa.

Czytaj też: Sejmowa komisja śledcza w sprawie Pegasusa?

Pegasus w epoce PiS

Być może za jakieś ćwierćwiecze w Encyklopedii IPN (może wydanej w drugim obiegu) będzie taka informacja: Pegaz – w mitologii greckiej skrzydlaty służący Zeusowi. Na początku bieżącego stulecia Pegasusem nazwano oprogramowanie służące do podsłuchiwania terrorystów. Ponieważ w III RP po wyborach w 2015 r. powstał groźny terroryzm w postaci totalnej opozycji, ówczesny rząd postanowił zakupić Pegasusa, aby odciąć głowę hydrze zagrażającej prawowicie i demokratycznie wybranej władzy. Dla utajnienia całej operacji posłużono się Funduszem Sprawiedliwości, odnalezionym przez osobę o kryptonimie p. Zbyszek.

Przy pomocy okiełznanego Pegasusa herosi tzw. dobrej zmiany planowali pokonać tego od winy Tuska i wznieść się na Olimp władzy, z którego nikt nie mógłby ich strącić. Od tego momentu Pegasus swoim uderzeniem miał otwierać źródło wiedzy o tym, co służy narodowej racji stanu. Metaforycznie skrzydlaty koń miał być symbolem natchnienia, także plastycznego (na pewno chcieli coś zmalować) i poetyckiego (dla opowieści białym wierszem o niecnościach za rządów „naszych poprzedników”, jak często nawija Handlarz Pokościelnym Mieniem Bezspadkowym), niosąc polityczne pioruny (błyskawice) dla Jego Ekscelencji.

Obecnie wizerunek Pegaza używany jest jako logo wielu firm, w których spółkują przedstawiciele tzw. dobrej zmiany. Poeci Feusette i Wolski, bardzo aktywni w czasie, gdy zakupiono Pegasusa, podobnie jak później, łączyli imię skrzydlatego konia ze studnią, w której wszystko daje się ukryć. Z rozkazu marszałkini Sejmu u podnóża gmachu tej instytucji powstało tzw. końskie źródło, mające zapobiec nabrzmieniu kryzysu ówczesnej koalicji rządzącej. Totalna opozycja próbowała zrzucić herosów tzw. dobrej zmiany przy pomocy komisji śledczej, ale...

Czytaj też: Senatorzy ścigają Pegasusa. Niewyobrażalna skala inwigilacji

Komisja nieważna, bo nie ma uprawnień

Anonimowy autor (Cezary „Trotyl” Gmyz? jeden z braci Karnowskich? Rafał Ziemkiewicz?) piszący dla Encyklopedii IPN nie dokończył swej relacji o losach Pegasusa, więc jakoś trzeba uzupełnić wielokropek z poprzedniego akapitu. Uczynię to na podstawie tego, co wiadomo o sprawie w trzecim tygodniu stycznia 2022 r.

Na początek komisja śledcza. Senat powołał swoją komisję do zbadania inwigilacji przy pomocy Pegasusa, ale nie może być śledcza, ponieważ wyższa izba parlamentu nie ma uprawnień do tworzenia takowych. Ale senacki projekt nie zyskał aprobaty dobrozmieńców, chyba z wyjątkiem p. Jackowskiego, który uważa, że sprawa skrzydlatego konia powinna zostać wszechstronnie wyjaśniona.

Senatorowie PiS odmówili udziału w tej komisji. Jest ona legalna, wzywa zapewne rozmaitych ważnych przedstawicieli rządu do złożenia wyjaśnień, a ci najprawdopodobniej odmawiają przyjścia, uzasadniając to brakiem stosownego obowiązku, przy czym rzeczywiście go nie ma w świetle stosownych przepisów regulaminowych. Rezultatem pracy tego zespołu będzie jakaś, zapewne niemała, doza materiału faktograficznego, przy czym dobrozmieńcy będą trąbić, że jest on bezwartościowy, bo jednostronny. Już to zresztą czynią, np. ustami p. Pęka z PiS, który argumentował, że komisja senacka nie jest potrzebna, bo nie ma uprawnień.

Niejaką frustrację w obozie władzy powodują poczynania p. Banasia, który już współpracuje z senackim zespołem. Ponoć zamierza wezwać Nowego Lidera Wolnej Europy na przesłuchanie do NIK. Jeden z dobrozmieńców tak to skomentował: „Chyba chłopa rozum opuścił. Prezes Kaczyński tak zwykł reagować na takie zaczepki”, a inny: „Nie możemy się ciągle bronić i rozkładać rąk, że Marian Banaś prowadzi działalność polityczną, ale trzeba w końcu przejść do kontrofensywy, zwłaszcza że tematów z nim jest sporo. Trzeba to ruszyć, nie powinno to już dłużej leżeć” – chodzi m.in. o uchylenie immunitetu (takowy przysługuje prezesowi Naczelnej Izby Kontroli) na wniosek prokuratury białostockiej. Wprawdzie nie jestem fanem tzw. pancernego Mariana, ale metody walki politycznej pod dowództwem Jego Ekscelencji są „demokratyczne” w całej rozciągłości.

Paweł Kukiz jakby się porozumiał

Inaczej ma się sprawa z komisją sejmową, bo jeśli takowa powstanie, każdy wezwany musi się przed nią stawić. Czy zostanie powołana? Parę dni temu wydawało się, że p. Kukiz realizuje programowy sojusz z PiS i pogrywa wespół zespół z tą partią, forsując coś, co zapewniłoby owcy całość i wilkowi sytość. Miało być tak, że komisja zajmie się także podsłuchami z lat 2007–15, a więc okresu rządów PO-PSL, a przypuszczalny skład już zadbałby, aby „nie starczyło” czasu na Pegasusa.

Nagle sytuacja się zmieniła, p. Kukiz jakby porozumiał się z KO i zgodził się, aby wniosek obejmował także lata 2005–07, tj. gdy rządził tzw. pierwszy PiS. Ten drugi ponoć próbuje przekupić politycznego barda powolnością w sprawie jego projektów uzdrowienia państwa (dwa podobno są gotowe), nowego uregulowania tantiem czy też stanowiskami rządowymi dla dwóch kolegów z trójki pozostałych członków Kukiz ′15. Pan Tusk oświadczył, że komisja powstanie na 90 proc., ale wydaje się, że to oszacowanie jest zbyt optymistyczne.

Ponoć w PiS (w sensie klubu, a nie tylko partii o eufemistycznej nazwie „Prawo i Sprawiedliwość”) jest pełna mobilizacja przed posiedzeniem Sejmu 26–27 stycznia, na którym rzecz może być rozpatrywana, o ile w ogóle znajdzie się w porządku obrad, co w dużej mierze zależy od inwencji p. Witek, która może ewentualny wniosek zablokować np. z powodu znalezienia brakującego przecinka w tekście stosownego wniosku.

Mówi się także o powołaniu się na orzeczenie TK z 2006 r., który uznał, że czasokres przewidziany do zbadania (szczegóły pomijam) działalności banków jest za długi z uwagi na wymagania konstytucyjne. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby p. Kukiz zgodził się na dołączenie lat 2005–07 właśnie po to, by stworzyć pretekst do oddalenia wniosku z tego powodu. Niewykluczone, że postawił na szalę swoje przewodnictwo w komisji sejmowej (nie chce, aby funkcję sprawował ktoś z PiS lub PO, a więc kto, jeśli nie on?).

Pegasus: Szpieg w smartfonie. Jak działa ten program?

PiS obleciał strach

Cała historia świadczy, że dobrozmieńców obleciał strach. Już przestali bagatelizować problem. Pan Terlecki dawniej opowiadał: „To jest teatrzyk, my jesteśmy sceptyczni wobec takich przedsięwzięć, ale zobaczymy”. Podobnie p. Zbyszek (pardon za poufałość) już nie dowcipkuje jak wtedy, gdy zapytany, „dlaczego prokuratura nie zajmuje się sprawą inwigilowania Pegasusem”, odpowiedział: „Myślę, że problem Pegasusa podniósł w swych wypowiedziach pan Roman Giertych. Tak się zastanawiam, jaki jest tego powód. Może chodzi o konia, który ma skrzydła i lata”.

Pan Piecha wymownie milczał, gdy zapytano, dlaczego – skoro p. Terlecki zapewnił, że Pegasusa nie ma co się bać, jeśli ma się czyste sumienie – PiS tak wzbrania się przed powołaniem komisji sejmowej. Zaraz jednak dodał, że takie postępowania były też za czasów Tuska. Pan Kowalski (Janusz), ewidentnie szybciej mówiący niż myślący, okrutnie się zdenerwował, gdy został zapytany, czy podpisze wniosek o powołanie śledczego zespołu poselskiego, i zaraz zmienił temat na coś innego, oczywiście dotyczącego byłego premiera i szefa Rady Europy.

Pan Morawiecki wielce uradował się doniesieniem, że Pegasus był używany wobec osób związanych z PiS (p. Hofmana i agenta Tomka), i dumnie oświadczył, że dowodzi to podsłuchiwania niezależnego od należenia do jakiejś partii. Konfuzja dobrozmieńców jest też widoczna w mediach społecznościowych. Systematycznie przeglądam Salon 24, jedynie sporadycznie odnotowałem wypowiedzi zwolenników Zjednoczonej Prawicy o skrzydlatym koniu. Pan Broda, profesor fizyki jądrowej, niezwykle elokwentny w tłumaczeniu, że wszystko, co robi Jarosław Kaczyński, jest dobre, ba, najlepsze, dla Polski, miał do powiedzenia tyle tylko: „Rozumiem, że Czuchnowski jest dziennikarzem śledczym i może mieć swoje źródła w służbach. Przecież on sam nie jest źródłem”. Ponieważ rzeczony publicysta pracuje w „Gazecie Wyborczej”, oczywiste, że chodzi o sugestię przygotowania materiału o Pegasusie na podstawie informacji nielegalnie pozyskanych od wiadomych służb, być może nawet od osób „związanych z postkomunistyczną agenturą”. Jakże zabawnie w tym kontekście wygląda wyznanie: „Rozumiem”.

Kaczyński przyznaje: władza ma Pegasusa i szpieguje. To kto tu kręcił?

Suski, masowa inwigilacja i fejk niusy

To, że aktywiści tzw. dobrej zmiany mają się czego obawiać, jest oczywiste. Już sam sposób wydania sporych pieniędzy (mówi się o 25 mln) na zakup Pegasusa z Funduszu Sprawiedliwości jest kompromitujący w świetle ustaleń NIK (to jest powód furii dobrozmieńców wobec p. Banasia). Kolejny problem to możliwość wycieku danych uzyskanych przy pomocy Pegasusa do baz wywiadu (o tempora, o mores) izraelskiego. Jakie są rozmiary inwigilacji obecnej? Ustalono, że tylko p. Wąsik wykonał ponad 6 tys. podsłuchów w latach 2005–07, a więc jakieś dziewięć dzienne. Niewykluczone, że jest (ten wąsik, ach ten pląsik, podsłuchać, ach podsłuchać, to marzenie me) wręcz podsłuchiwaczem-kleptomanem. Przy okazji warto by wrócić do okoliczności wykorzystania przez p. Dudę jego prerogatywy abolicyjnej wobec p. Kamińskiego i p. Wąsika. Przypominam, o czym pisałem kilkakrotnie, że jeszcze w dniu wykorzystania prawa do ułaskawienia na oficjalnej stronie prezydent.pl można było przeczytać, że ułaskawia się po prawomocnym wyroku, a obaj funkcjonariusze zostali skazani w pierwszej instancji.

Pan Suski (ktoś zażartował, że skrzydlaty koń zawiezie go do carycy Katarzyny) wyjawił: „Jaki pomysł miałby służyć powołaniu tej komisji? Powołali senatorowie [nie ma wątpliwości, że p. Suski to samo powiedziałby o komisji sejmowej] i widzę, że tam jest dość dużo ciekawych informacji, fejk niusów między innymi, na te zarzuty dotyczące jakiejś masowej inwigilacji. Na posiedzeniu komisji zajmowaliśmy się tym tematem i mogę państwa zapewnić, że mówienie o jakiejś masowej inwigilacji to jest wymysł z księżyca, bo to były niewielkie ilości, nieprzekraczające kilkuset osób w ciągu roku, a nie milionów. Nie mogę oczywiście podać dokładnych danych, bo to jest objęte tajemnicą. (...) Nie mogę podać ilości, ale niektóre służby mówiły, że miały dosłownie poniżej dziesięciu działań operacyjnych w trakcie roku – na wniosek prokuratorów, za zgodą sądu. W wielu wypadkach były to dowody pośrednie przy postawieniu zarzutów przestępstwa. Takie działania są we wszystkich państwach na świecie, które zwalczają przestępczość, bo te systemy, które są do tego przystosowane, mają służyć ochronie naszych obywateli przed przestępczością. Nie widzę w tym nic nadzwyczajnego”.

Czytaj też: W sprawie Pegasusa PiS złamał prawo. Oto cztery powody

PiS afery Watergate by nie wyjaśnił

Narracja dobrozmieńców jest taka: wszystkie kraje podsłuchują, a więc my także. Podsłuch jest w interesie obywateli, co go usprawiedliwia. Nie jest też masowy, co twierdzi opozycja. Podsłuch jest zawsze legalny, tj. odbywa się na podstawie zezwolenia sądu i wniosku prokuratury. Komisja jest niepotrzebna, ponieważ i tak nie otrzyma danych utajnionych, a ponadto będzie to spektakl polityczny. Sprawa może zostać wyjaśniona przez powołane po temu organy państwowe.

Po kolei. Po pierwsze, zapewne tak jest, że wszędzie się podsłuchuje, ale to nie znaczy, że korzysta się z Pegasusa w takich celach, jak sądzi się o służbach polskich. Po drugie, trzeba ustalić rzeczywisty zakres podsłuchów – kilkaset przypadków rocznie to jednak sporo, zważywszy że podsłuchuje się nie tylko przy pomocy skrzydlatego konia.

Po trzecie, i tu mamy do czynienia z jawnym kłamstwem, sąd nie decyduje o technicznych aspektach podsłuchu, a w związku z tym jego zakres ustalają podsłuchujące służby (notabene CBA raczej nie ma kompetencji do zwalczania terroryzmu). Po czwarte, skoro dobrozmieńcy uznają, że i tak utajnią dokumenty, to stawiają siebie ponad prawem.

Po piąte, argument, że komisja sejmowa nie jest organem państwowym, jest tak zabawny, że nie wymaga dalszych komentarzy. W sumie są wszelkie powody, aby sejmowa komisja nadzwyczajna do spraw wyjaśnienia inwigilacji obywateli powstała i wykonała zadanie w sposób wszechstronny. Gdyby władze amerykańskie kierowały się „logiką” tzw. dobrej zmiany, afera Watergate nigdy nie zostałaby wyjaśniona. A może właśnie w tym rzecz, aby jazda tzw. dobrej zmiany na skrzydlatym koniu pozostała dyskretna?

Czytaj też: Pegasus to narzędzie autokratów. PiS znalazł się wśród nich

Żubry polskie czy białoruskie

Kończę czymś z innej beczki, mianowicie (ponoć oryginalnym) tweetem Straży Granicznej: „W odpowiedzi na medialne doniesienia informujemy, że przy granicy nie ma żadnego stada żubrów. Jeżeli żubry pojawią się i będą chciały wejść na terytorium Polski, ogrodzenie zostanie zdjęte, a żubry wpuszczone – bez weryfikacji, czy to polskie żubry, czy białoruskie”.

Trudno uwierzyć, że oficjalna służba RP mogła wyprodukować taką bzdurę, ale wszystko wskazuje, że tak uczyniła. Tedy nie dziwi tweet Narodowego Banku Polskiego: „Prezes NBP prof. Adam Glapiński podjął decyzję o wyemitowaniu w trybie przyspieszonym i nadzwyczajnym monety kolekcjonerskiej i banknotu kolekcjonerskiego poświęconych OBRONIE POLSKIEJ GRANICY WSCHODNIEJ”.

Słusznie, bo zdejmowanie i zakładanie granicznego ogrodzenia z powodu ruchu żubrów i bez sprawdzania ich tożsamości narodowej jest czynem zasługującym na przyspieszone i nadzwyczajne upamiętnienie.

Czytaj też: Zwierzęta już giną na granicy z Białorusią

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną