Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Kraj

Garnitury opozycji. Kto robi politykę bez kobiet, jest sojusznikiem PiS

Zdjęcie z konferencji poświęconej bezpieczeństwu wschodniej flanki NATO w Warszawie Zdjęcie z konferencji poświęconej bezpieczeństwu wschodniej flanki NATO w Warszawie Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl
Pominięcie kobiet na spotkaniu liderów opozycji wygląda niezręcznie. Jakby komuś naprawdę zależało na podtrzymaniu patriarchalnego status quo. Tylko że w patriarchalne status quo PiS zawsze będzie grać lepiej.

Kiedy ze spotkania liderów opozycji wypłynęły zdjęcia garnituru garniturów, w moich kręgach zawrzało. Owszem, idea, żeby pójść do wyborów możliwie jednym blokiem i w ten sposób wykorzystać asymetryczność wynikającą z metodologii liczenia głosów tzw. systemem d’Hondta, nie jest nam obca.

Ale od dłuższego czasu widać, że taki pojedynczy blok, który przekonałby wyborczynie i wyborców, będzie trudniej sformować niż kilka komitetów równolegle. Bo przy kilku ustawowo narzucone kwoty i przyjęty od biedy dla fasonu suwak mogłyby zagwarantować obecność na listach wystarczającej liczby sprawczych kobiet, by osoby z chromosomami XX przestały odgrywać rolę milczącej większości. Jeden blok – i garnitur garniturów w pierwszym rzędzie dosadnie o tym przypomniał – będzie wymagał pogodzenia na możliwie wysokich miejscach wszystkich kierownictw regionów, najważniejszych krewnych i znajomych. O suwakach zapomnijmy od razu. Kobiety? Upieką ciasteczka.

Liderzy opozycji zapraszają Gowina

Poza tym kwestia aborcji. Szymon Hołownia, daleko w tyle za własnymi wyborcami (według sondażu IPSOS dla OKO.press z 6–8 września „aż 94 proc. wyborców Polski 2050 chce, by Sejm po wyborach zmienił ustawę”), wciąż jakoś nie chce przełknąć, że kobieta sama mogłaby o sobie decydować. Podobny sceptycyzm wykazuje lider PSL. To fundamentalna kwestia wartości, którą można by rozegrać, tworząc blok techniczny, ale ten jest z kolei problemem organizacyjnym, finansowym (jak dzielić potem dotację?) i programowym. Jeśli bowiem ktoś się jeszcze nie zorientował, że czas opozycji totalnej minął i Polkom i Polakom politycznie chodzi już nie tylko o odsunięcie złego rządu od władzy, ale o realne zastąpienie go lepszym, to dawno nie wystawił nogi poza kute ogrodzenie i drzwi luksusowej limuzyny.

I w tym momencie panowie politycy, cali na szaro, zapraszają do wspólnych rozmów Jarosława Gowina. Ten konserwatywny filozof nieco ponad rok temu był jeszcze wicepremierem u boku Mateusza Morawieckiego. Lawirując między chadecją a konserwatystami, między liberalizmem gospodarczym a turbokonserwatyzmem obyczajowym, zwykle odgrywał rolę wielkiego hamulcowego w polskiej polityce. W zeszłym roku odszedł z rządu, protestując przeciw ustawie medialnej.

Dla przywódców zebranych pod patronatem prezydenta Bronisława Komorowskiego to bohaterstwo wydatnie przeważyło nad współtworzeniem rządu z Jarosławem Kaczyńskim w przeszłości. Jak to określiła Inga Iwasiów na Facebooku, retorycznie kierowanym do polityków: „Buksujecie w bagnie od kilku dekad, ponieważ ciągnie was ciągle stary ogon. Nie chce mi się wymieniać kręgów tego ogona, no ale wierzycie ciągle w bóstwo sondaży oraz w koleżeństwo. Och, jak wierzycie w koleżeństwo, wypaść z polityki w Polsce nie sposób”.

Niezręczne pominięcie kobiet

Wspominane przez kobiety argumenty antyaborcyjne i przeciw in vitro – słynny krzyk mrożonych zarodków, który miał jakoby dręczyć Gowina i nie pozwalać mu zasnąć – poszły jakby w niepamięć. Jakby – ponieważ ktokolwiek zaprosił Gowina do rozmów w imieniu opozycji, z pewnością umiał włożyć kij w szprychy pewnego projektu modernizacyjnego firmowanego przez Donalda Tuska, w szczególności zaś jego deklarowanego w imieniu całej Platformy poparcia dla aborcji.

Ale aborcja znów – jak po 1989 r. – stała się przedmiotem politycznych targów, kobiety nie mają tu nic do rzeczy. Katarzyna Kądziela, feministka, dziś doradczyni ds. społecznych europosła Leszka Millera, pomstowała: „A potem przez kilkadziesiąt lat będziesz pytała – gdzie były wtedy kobiety? Kobiety, kobiece liderki, parlamentarzystki były na widowni. (…) Panowie »zrobią« nam nową, demokratyczną, sprawiedliwą i bezpieczną Polskę. Już zrobili! Wstyd!”.

Z kolei Grażyna Plebanek, jedna z autorek „Polityki”, skonstatowała: „Kobiety dominują wśród urodzonych w Polsce – 52 proc. Wśród obywateli i obywatelek Polski urodzonych za granicą – 54 proc. Co się zatem stało na zdjęciu numer 2? I czy na pewno zrobiono je w 2022, a nie w 1922?”. Na załączonym zdjęciu numer 2 – oczywiście oprawa fotograficzna spotkania opozycji, choć już bez Gowina, który wolał zniknąć przed przejściem do tematu aborcji.

Status quo, czyli PiS

Ktoś powie, że na szczycie po prostu nie ma polityczek, z którymi inni przywódcy mieliby prowadzić takie rozmowy. To nie całkiem prawda: w Sejmie zasiadają dwie przywódczynie politycznych formacji, Barbara Nowacka z Inicjatywy Polska i Urszula Sara Zielińska, współprzewodnicząca Zielonych. Nie są to może największe ugrupowania, ale co najmniej porównywalne z Porozumieniem Jarosława Gowina. W dodatku polscy Zieloni blisko współpracują z niemieckimi, którzy tam tworzą koalicję rządzącą. Więc ich pominięcie wygląda tym bardziej niezręcznie. Jakby komuś naprawdę zależało na podtrzymaniu patriarchalnego status quo.

Tylko że w patriarchalne status quo Prawo i Sprawiedliwość zawsze będzie grać lepiej. Wyborcy, którym zależy na zatrzymaniu przemian i powstrzymaniu pochodu równości, mają już na kogo głosować. Porozumienie mężczyzn opozycji z Gowinem nie stanowi realnej alternatywy dla tego projektu. Dlatego właśnie powiem Wam, co wiem na pewno: ktokolwiek chce dziś robić politykę bez kobiet i bez prawdziwej zmiany, jest de facto sojusznikiem PiS.

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną