Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Kompromis PiS z Europą w sprawie sądów? Diabelska alternatywa

Premier Mateusz Morawiecki i szefowa KE Ursula von der Leyen Premier Mateusz Morawiecki i szefowa KE Ursula von der Leyen Christophe Licoppe / Unia Europejska
Pieniądze są potrzebne. Praworządność też. Pewnie nawet bardziej, bo bez praworządności nie mamy gwarancji, czy miliardy euro z KPO np. nie powyciekają lub nie zostaną podzielone sprawiedliwie.

We wtorek późnym wieczorem na stronie Sejmu pojawił się – podobno zaakceptowany przez Komisję Europejską – projekt zmiany przepisów dotyczących odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów. Podpisany przez posłów PiS. Podobno uchwalenie go w tym kształcie i podpisanie przez prezydenta Andrzeja Dudę ma odblokować pieniądze z KPO.

Nowe prawo, podobnie jak poprzedni projekt prezydencki zwany w Brukseli „ustawą Dudy”, bynajmniej nie przywraca moim zdaniem praworządności. W dodatku wygląda na to, że jest sprzeczny z konstytucją. Więc powstaje dylemat: uznać, że przynajmniej na razie wystarczy tyle, i brać pieniądze, czy pryncypialnie odrzucić projekt jako kolejny po „ustawie Dudy” pretekst dla Unii do zakończenia tego etapu sporu z polskim rządem? Ale wtedy to nie będzie autentyczna próba przywrócenia praworządności.

Pieniądze są potrzebne. Praworządność też. Pewnie nawet bardziej, bo bez praworządności nie mamy gwarancji, czy miliardy euro z KPO np. nie powyciekają lub nie zostaną podzielone sprawiedliwie.

Jerzy Baczyński: Między kompromisem a kompromitacją

Co jest w pisowskiej ustawie? Czy jest zgodna z konstytucją?

Cała zmiana w stosunku do poprzedniego projektu prezydenckiego, który obowiązuje niespełna pół roku, polega na tym, że sprawami dyscyplinarnymi, w których jest zarzut popełnienia przez sędziego umyślnego przestępstwa ściganego z oskarżenia publicznego, zajmować się ma Naczelny Sąd Administracyjny, a nie Izba Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego (następczyni Izby Dyscyplinarnej).

I tu może być problem. Bo art. 184 konstytucji mówi: „Naczelny Sąd Administracyjny oraz inne sądy administracyjne sprawują (…) kontrolę działalności administracji publicznej” – w tym samorządowej. Nie ma dopisku, że może się zajmować także innymi sprawami, jeśli zostanie to przewidziane ustawą. Twórcy nowego prawa w uzasadnieniu nie wyjaśnili, z jakiego przepisu wynika ich prawo do rozszerzenia ustawą kompetencji NSA. Wygląda na to, że nie byli świadomi sprzeczności tego pomysłu z konstytucją. A może świadomie ukryli to przed Komisją Europejską? Bo taką ustawę z łatwością uchyliłby Trybunał Konstytucyjny.

Skąd pomysł, że bardziej praworządne będą orzeczenia NSA niż Izby Odpowiedzialności Zawodowej SN – trudno zgadnąć. Uzasadnienie projektu też tego nie wyjaśnia. Według prześladowanego dyscyplinarnie krakowskiego sędziego Dariusza Mazura taka zamiana jest po to, żeby nie można było kwestionować orzeczeń dyscyplinarnych na podstawie orzeczeń TSUE czy Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, bo one dotyczą Sądu Najwyższego, a nie NSA.

Być może ministrowi Szynkowskiemu vel Sękowi udało się przekonać Brukselę, że w NSA nie ma problemu neosędziów. Tymczasem jest – 30 proc. wszystkich z nich to właśnie neosędziowie. A projekt nie wyłącza ich od orzekania w sprawach odpowiedzialności innych sędziów.

Kolejne rozwiązanie z projektu to jasne rozstrzygnięcie, że nie jest deliktem dyscyplinarnym zakwestionowanie w orzeczeniu prawa neosędziego do orzekania ani złożenie wniosku o zbadanie kwestii bezstronności sędziego, z którym przyszło orzekać w składzie. Jednak nie zniesiono przepisu uznającego za delikt „odmowę wykonywania wymiaru sprawiedliwości”. A więc nadal można by wytoczyć sędziemu sprawę dyscyplinarną za to, że odmawia orzekania z neosędzią.

Wreszcie NSA ma wykonywać także tzw. testy bezstronności i niezależności sędziego. Sam test ma wyglądać tak, jak orzekły kilka lat temu trzy połączone Izby Sądu Najwyższego: nie wystarczy sam tryb powołania z udziałem neo-KRS, trzeba wykazać, że ten tryb powołania w konkretnej sprawie może spowodować u sędziego brak niezależności.

Wydane już przez Izbę Odpowiedzialności Zawodowej rozstrzygnięcia pozostają w mocy, ale sędziowie mogą się odwołać do NSA.

Czytaj też: Szybka neokariera protegowanej Ziobry

Ziobro mówi „nie”. PiS musi liczyć na opozycję

Zarząd Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Sędziów Sądów Administracyjnych wydał oświadczenie, w którym projekt ocenił „negatywnie”. Oprócz wymienionych wyżej ułomności pozostawia prezydentowi uprawnienie do powoływania nadzwyczajnego rzecznika dyscyplinarnego z szerokimi uprawnieniami, z którego niedawno skorzystał, a efektem jest postępowanie dyscyplinarne wobec byłej I Prezes SN Małgorzaty Gersdorf. „Projekt ten (…) nie przewiduje żadnych zmian dotyczących powołania Krajowej Rady Sądownictwa, a tym samym nie powoduje usunięcia z porządku prawnego zasadniczej przyczyny naruszania praworządności poprzez niezapewnienie prawa do niezawisłego i niezależnego sądu” – kończy oświadczenie Zarząd Główny Stowarzyszenia Sędziów Administracyjnych.

Wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta już zapowiedział, że Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry będzie przeciwna projektowi. To znaczy, że PiS musi ją przyjąć głosami opozycji. Ta stoi więc przed wyborem: poprzeć absolutnie niewystarczający projekt, by pomóc rządowi uzyskać fundusze z KPO, czy może poparcia odmówić w imię zachęcenia pisowskiej władzy do dalszych ustępstw. Tyle że wtedy może się na nich obrazić część wyborców, w tym tacy, którzy już nie chcą głosować na PiS, a na których głosy Platforma, Nowa Lewica i PSL mają nadzieję.

Co zrobi opozycja? Chyba sama jeszcze nie wie. Na razie stawia warunek, że ustawa nie może być procedowana w ekstratempie. PiS planuje uchwalić ją jeszcze na tym posiedzeniu Sejmu – już zaplanowano na nim jej dwa czytania.

Czytaj także: Milion euro kary dzień w dzień. PiS chciałby to zatrzymać

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną