Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Dworczyk w sprawie wyborów kopertowych udawał dziś Greka. Ma powody

Michał Dworczyk, szef kancelarii premiera Morawieckiego w czasie pandemii, kiedy ekipa PiS postanowiła przeprowadzić tzw. wybory kopertowe. Michał Dworczyk, szef kancelarii premiera Morawieckiego w czasie pandemii, kiedy ekipa PiS postanowiła przeprowadzić tzw. wybory kopertowe. Adam Guz / Kancelaria Prezesa RM
Michał Dworczyk, szef kancelarii premiera Morawieckiego przesłuchiwany przez komisję śledczą ds. wyborów kopertowych, dał pokaz arogancji. Obrał strategię ataku, oceniał pytających, usiłował narzucać tematy, prowokował, okazywał lekceważenie kpiną i uśmieszkami, korespondował przez telefon, udawał Greka.

Miał powody do szarży: jako szef kancelarii premiera odpowiadał za projekt decyzji o rozpoczęciu przygotowań do tzw. wyborów kopertowych. Jest więc drugą po Morawieckim osobą, która może odpowiadać karnie za to zarządzenie. Grozi mu też zwrot poniesionych przez państwo strat – ok. 70 mln zł.

Czytaj też: Czy Morawieckiego da się osądzić za wybory kopertowe?

Teatr Dworczyka

To, gdzie w tej sprawie są słabe punkty, dobrze było widać po tym, na które pytania Michał Dworczyk usiłował nie odpowiadać. Najbardziej newralgiczne: dlaczego wybory miała przeprowadzać Poczta Polska, a nie Państwowa Komisja Wyborcza, która za to ustawowo odpowiada, i dlaczego premier Morawiecki wydał zarządzenie o rozpoczęciu przygotowań do wyborów, mimo że ekspertyzy Prokuratorii Generalnej i departamentu prawnego Kancelarii Prezesa Rady Ministrów wyraźnie stwierdzały, że ustawa antycovidowa nie może być podstawą prawną organizacji wyborów wyłącznie drogą korespondencyjną.

Na pytanie, dlaczego wybory kopertowe miała organizować Poczta, Dworczyk odpowiedział, że nie wie, ale „wydaje mu się”, że tylko ona posiada zasoby, by móc wybory zorganizować. Choć bardziej wiarygodna wydaje się wersja, że PKW, dysponując opinią Artura Sobonia, ówczesnego ministra infrastruktury (był przesłuchiwany na jednym z poprzednich posiedzeń komisji), uznała, że nie da rady przeprowadzić wyborów w tych warunkach. Poczta Polska też chyba nie chciała, bo w tym czasie podał się do dymisji jej prezes Przemysław Sypniewski, którego zastąpił polityk PiS Tomasz Zdzikot.

W sprawie braku podstawy prawnej działań premiera Dworczyk powoływał się na trzecią opinię, wydaną już po zarządzeniu przygotowania wyborów, która uznawała, że można je przeprowadzić na podstawie ustawy antycovidowej. I tak przeinaczał pytania w tej sprawie, żeby koniec końców nie było wiadomo, czy ta trzecia opinia była znana premierowi przed skierowaniem zarządzenia do Poczty Polskiej, czy nie.

Przy tym wyglądało, jakby kompletnie nie przejmował się tym, czy wypada wiarygodnie. Na przykład na pytanie posłanki Magdaleny Filiks (KO), czy weryfikował prawdziwość ukazujących się na komunikatorze Telegram maili z jego skrzynki, odpowiedział, że nie, bo skrzynkę skasował. Gdy dopytywała, dlaczego nie sprawdzał, czy przecieki na Telegramie są autentyczne, odpowiedział, że posłanka nie ma prawa o to pytać, bo nie taki jest temat tej komisji śledczej. Ta scena dobrze pokazuje atmosferę występu Dworczyka.

Gowin: Kaczyński powiedział, że nie puści mi tego płazem

Trybunał Przyłębskiej już się szykuje

Odpowiedzialność za wybory kopertowe to najmocniejszy punkt przyszłej odpowiedzialności premiera Mateusza Morawieckiego. O czym on sam od dłuższego czasu musiał myśleć, skoro PiS kilkakrotnie i pod różnymi przykrywkami usiłował wprowadzać immunitet dla władzy za bezprawne działania w związku z walką z pandemią. Dlatego tak ważne dla PiS są obrady tej właśnie komisji śledczej.

I dlatego 14 lutego Trybunał nie-Konstytucyjny Julii Przyłębskiej rozpatrzy wniosek grupy posłów partii Jarosława Kaczyńskiego zmierzający do orzeczenia, że ustawa antycovidowa dawała podstawę do tego, by premier zlecił organizację wyborów kopertowych. PiS bardzo poważnie podchodzi do tego wyroku, bo w pięcioosobowym składzie nie ma ani jednego „dublera”. I trudno się dziwić: ochrona swoich ludzi przed odpowiedzialnością jest jednym z mechanizmów władzy PiS. A jej gwarancją jest omerta – jak w klasycznej mafii.

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną