Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kraj

Przesłuchanie Kaczyńskiego miało wyglądać inaczej. PiS torpeduje, ale czy skutecznie?

Prezes PiS Jarosław Kaczyński Prezes PiS Jarosław Kaczyński Prawo i Sprawiedliwość / Facebook
Czas może działać na korzyść komisji, bo poszczególne historie będą układać się w większy obrazek. W tym tygodniu miały miejsce kolejne posiedzenia, które już nie wypadły dla PiS dobrze.

Przesłuchanie Jarosława Kaczyńskiego przez komisję śledczą ds. Pegasusa z pewnością miało wyglądać inaczej. Najpierw prezes PiS odmówił złożenia przysięgi w całości. Powoływał się na to, że nie może powiedzieć „wszystkiego”, co jest mu wiadome, skoro premier oficjalnie nie zwolnił go z obowiązku zachowania tajemnicy co do wiadomości o klauzuli tajności.

Był to wybieg, bo Kaczyński mógłby bez problemu przekazać niejawne informacje na posiedzeniu niejawnym. Jednak komisja nie dysponowała odpowiednim dokumentem od premiera ani nie postawiła się twardo Kaczyńskiemu. A potem nie było dużo lepiej – ogólne wrażenie było takie, że zadowolony z siebie Kaczyński wyśmiewał komisję, a jej brakowało umiejętności i narzędzi, żeby go na czymś złapać.

Nie był to pierwszy raz, gdy działające w Sejmie trzy komisje śledcze – do spraw Pegasusa, afery wizowej i wyborów kopertowych – borykały się z podobnymi problemami. Wcześniej przewodniczący miewali trudności z regulaminem, a śledczy zadawali pytania tak długo i niekonkretnie, że w ich wypowiedziach mieściło się kilka odrębnych kwestii, do tego dołączali zaś własne impresje i jeszcze oskarżenia polityczne. W konsekwencji świadek mógł sobie z tego wybrać, co chciał, i uniknąć trudnych pytań. Często pytano o fakty powszechnie znane, wielokrotnie powtarzano te same kwestie – widocznie brakowało dobrej taktyki przesłuchania. Był to znakomity sposób, żeby odfajkować posiedzenie i opublikować ognisty wpis w mediach społecznościowych – ale niewiele ustalić.

Czytaj też: Naleśnikarnia, obstrukcja i złośliwi przeszkadzacze z PiS. Kpiny z komisji śledczych się zemszczą

PiS torpeduje komisje śledcze

Do tego dochodzi okoliczność, że osoby związane z poprzednią władzą torpedują prace komisji, co zresztą było do przewidzenia. Jaskrawym przykładem były zeznania Artura Sobonia, byłego wiceministra w rządzie Mateusza Morawieckiego, w sprawie wyborów korespondencyjnych. Najpierw przeczytał przygotowane oświadczenie, a następnie na pytania odpowiadał, że wszystko, co miał do powiedzenia, powiedział już w swobodnej części wypowiedzi.

Również zasiadający w komisjach posłowie PiS niejednokrotnie wykazywali sprawność i koordynację, jeśli chodzi o cele, które chcieli osiągnąć. Dobrym przykładem było przesłuchanie Jarosława Gowina, gdy umiejętnie grillowali byłego wicepremiera w rządzie PiS. Na przykład polityk zeznał, że anonimowy przedstawiciel służb miał ostrzec go w jego mieszkaniu, że zbierane są haki z powodu blokowania przez niego wyborów kopertowych – o czym jednak Gowin właściwie nikomu nie powiedział, nie zapamiętał prawie niczego na temat tej osoby ani nie zweryfikował w żaden sposób jej tożsamości. I tak informacja, która miała przypuszczalnie budować atmosferę grozy, zrobiła się nieco wątpliwa.

Czytaj też: ABW ustrzeliło Daniela. Spółka Orlenu z negatywną opinią służb

Czy komisje mają znaczenie?

Wszystko to budowało w ostatnich tygodniach pewien sceptycyzm co do tego, czy przynajmniej niektóre z powołanych komisji śledczych w ogóle były potrzebne, a jeśli były, to czy uda im się cokolwiek ustalić. Taki rozwój wypadków byłby dla koalicji rządzącej dość niefortunny, skoro rozliczenie nadużyć władzy w czasach PiS było dla niej istotnym paliwem politycznym. Gdyby partii Kaczyńskiego udało się stworzyć wrażenie, że wszystkie te komisje były po nic, natomiast afery są fikcyjne, byłoby to korzystne dla partii Kaczyńskiego.

W kontekście politycznego znaczenia komisji śledczych warto jednak zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Przede wszystkim komisji jest dużo, a posiedzenia trwają wiele godzin i jeśli ktoś nie zajmuje się tematem zawodowo, to po prostu nie będzie w stanie szerzej śledzić ich działalności. Jest więc mało prawdopodobne, żeby wyborcy mieli odnotowywać szczegółowe trudności, które pojawiają się w toku prac; docierają do nich raczej ogólne sygnały. Takie sygnały nie są bez znaczenia, więc lepiej unikać niewymuszonych błędów. Jednak patrząc politycznie, sam fakt istnienia komisji jest może istotniejszy niż ich konkretne ustalenia – skoro komisje działają, to widocznie proces rozliczenia poprzedniej władzy trwa.

Ale pójdźmy krok dalej. Gdyby już przyglądać się komisjom śledczym z bliska, to w podejściu do nich nie warto ulegać logice mediów społecznościowych – że wszystko, co się dzieje, ma być atrakcyjne i dostępne natychmiast. W zwykłym śledztwie prowadzonym przez organy ścigania, które toczy się poza kamerami, nie każde działanie będzie optymalne, a już tym bardziej efektowne – ustalanie faktów zajmuje czas.

Czytaj też: Szpieg w smartfonie. Jak działa ten program?

Czas działa na korzyść komisji

Wreszcie: komisje śledcze dotyczą istotnych problemów politycznych. Wbrew poglądowi, który próbował sprzedać na posiedzeniu Kaczyński, sprawa Pegasusa nie jest trzeciorzędna czy czwartorzędna, lecz ma rzeczywiste znaczenie dla naszych praw obywatelskich. Komisje mają sens właśnie o tyle, o ile będą skutecznie wyjaśniać rzeczywiste problemy w funkcjonowaniu naszych instytucji. Z punktu widzenia teatru politycznego liczą się atrakcyjne obrazki – natomiast z punktu widzenia interesów państwa liczy się raport końcowy.

Czas może więc działać na korzyść komisji, ponieważ w toku prac poszczególne historie będą układać się w większy obrazek. Już w tym tygodniu miały miejsce kolejne posiedzenia, a na komisji dotyczącej afery wizowej okazało się, że były wiceminister rolnictwa z PiS Lech Kołakowski w nietypowy sposób pomagał obcokrajowcom w uzyskaniu wiz do pracy – działając na rzecz agencji zatrudnienia, która była zarejestrowana pod tym samym adresem co jego biuro poselskie, a której prezesem był dyrektor owego biura. Tym razem śledczy zebrali materiały i byli dobrze przygotowani do posiedzenia – jak się chce, to można.

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną