Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kraj

Naleśnikarnia, obstrukcja i złośliwi przeszkadzacze z PiS. Kpiny z komisji śledczych się zemszczą

Przemysław Czarnek podczas posiedzenia sejmowej komisji śledczej ds. wyborów kopertowych Przemysław Czarnek podczas posiedzenia sejmowej komisji śledczej ds. wyborów kopertowych Mateusz Skwarczek / Agencja Wyborcza.pl
Posłom PiS nie pójdzie tak łatwo, a dokazywanie w postaci odmowy zeznań lub składania zeznań pozornych (z gatunku „nie wiem, nie pamiętam, zarobiony jestem” albo „ja tu tylko sprzątam”) ma bardzo mizerne perspektywy.

Na razie niewiele zapisało się w pamięci społecznej z kilkutygodniowych prac sejmowych komisji śledczych. I o to właśnie chodzi ludziom z PiS – żeby wszystko to okazało się komiczne, „memiczne”, niepoważne. I mają szansę swój cel osiągnąć.

Co trzy komisje – to nie jedna. Muszą podzielić się uwagą opinii publicznej i wspólnie walczyć z inflacją autorytetu wszelkich gremiów formalnych, których działanie prezentowane jest opinii publicznej w formie swego rodzaju serialu, czyli produkcji medialnej. Jest ich w naszych czasach tyle i tak często są tylko autopromocją występujących w nich osób, że mało kto traktuje je całkiem poważnie. Demokracji to bynajmniej nie pomaga. Za to politykom o formacie populistycznym – owszem. Jeśli tylko utracą skrupuły i bez reszty oddadzą się hucpiarstwu.

Tak jak np. Przemysław Czarnek i Marek Suski – byli ministrowie, a obecnie patentowani złośliwi „przeszkadzacze”, dokuczający i przygadujący, byle tylko wytrącić posłów rządzącej koalicji z równowagi, przypodobać się swoim zwolennikom i kolegom z partii. Głupie to i dziecinne, ale skuteczne.

Komisje śledcze. Piłka jest w grze

Komisje śledcze – ta do spraw podsłuchów za pomocą programu Pegasus, ta zajmująca się aferą wizową oraz ta do spraw wyborów kopertowych – nie mają dobrego startu ani dobrej prasy. Owszem, nikt się nie spodziewał, że będą mogły odegrać tak wielką rolę polityczną jak komisja ds. afery Rywina z 2003 r., bo czasy już nie te. Inne są media i inna – nieporównanie mniejsza – wrażliwość społeczna na nadużycia władzy.

Niestety, przez te lata potaniał również honor i zepsuły się obyczaje. Dlatego urządzanie sobie kpin z komisji, odmawianie zeznań czy też chamskie zwischenrufy uchodzą politykom na sucho, a nawet budzą poklask ich klienteli.

Mimo to wszystkie trzy komisje mogą mieć niebagatelny udział w procesie naprawy państwa po ośmiu latach rządów PiS. Paradoksalnie ciężar spraw, które badają, jest znacznie większy niż nieudane machlojki wokół ustawy medialnej za czasów „drugiego SLD”. Byłoby fatalnie, gdyby wysiłki komisji spaliły na panewce. Tymczasem skoro nawet przesłuchanie Jarosława Kaczyńskiego nie wywołało sensacji, a on sam wypadł – z nieco cynicznego punktu widzenia tzw. piaru – dość dobrze, to można się spodziewać, że zainteresowanie pracami komisji będzie stopniowo słabło, a raporty z ich prac przemkną przez prasę z umiarkowanymi „zasięgami” i niewielkimi konsekwencjami dla osób wskazanych w nich jako winne nadużyć. Może tak się stać, ale nie musi. Piłka wciąż jest w grze.

Warcholstwo i obstrukcja posłów PiS

Błąd popełniono już w czasie tworzenia komisji. Rządząca koalicja w przypływie „uczuć demokratycznych” i z obawy o awanturę wokół niechybnego wyroku „Trybunału Konstytucyjnego” Julii Przyłębskiej przyznała posłom PiS aż cztery miejsca w każdej z trzech jedenastoosobowych komisji śledczych.

Z góry było wiadomo, że posłowie PiS będą uprawiać obstrukcję i warcholstwo, utrudniając, ośmieszając i obrzydzając opinii publicznej prace wszystkich komisji. Przecież posłowie reprezentujący środowisko polityczne winne nadużyć, w sprawie których powołano komisje, działają w skrajnym konflikcie interesów, który pokonać (czyli zachować bezstronność) mogłyby jedynie osoby wyróżniające się niezłomnymi cnotami. Jednakże takie osoby nie mogłyby należeć do partii władzy, której gigantyczne nadużycia i występki niemal każdego dnia opisywała rzetelna i wiarygodna prasa.

Skoro prawie 40 proc. składów komisji to posłowie PiS, to trzeba założyć, że mniej więcej połowa czasu przesłuchań i posiedzeń komisji będzie poświęcona próbom ratowania przez nich swoich kolegów występujących w roli świadków (ściśle biorąc: osób wezwanych) i utarczkom z przewodniczącymi. Przez kolejne dwa, trzy miesiące posłowie PiS będą męczyć, obrzydzać i utrudniać. Na szczęście ani Dariusz Joński, ani Michał Szczerba nie dadzą się łatwo zniechęcić ani wytrącić z równowagi. Może nieco mniej doświadczona jest przewodnicząca komisji do spraw Pegasusa Magdalena Sroka, lecz i ona zdaje się mieć w sobie sporo determinacji. W końcu jest z zawodu policjantką.

Posłom PiS nie pójdzie tak łatwo, a dokazywanie w postaci odmowy zeznań lub składania zeznań pozornych (z gatunku „nie wiem, nie pamiętam, zarobiony jestem” albo „ja tu tylko sprzątam”) ma bardzo mizerne perspektywy. Przekonał się już o tym boleśnie Artur Soboń, były wiceminister aktywów państwowych, który za pierwszym razem, gdy go wezwano do składania zeznań w sprawie wyborów kopertowych, poczynał sobie bezczelnie, a za drugim razem udawał niewiniątko, czyli „listonosza” przekazującego wiadomości pomiędzy ministrem-wicepremierem Jackiem Sasinem a prezesami Poczty Polskiej. Podczas konfrontacji z wiceprezesem PP Grzegorzem Kurdzielem okazało się, że prawda jest zupełnie inna. Ten przykład stanowczości i skuteczności komisji napawa optymizmem. Jest szansa, że komisje się rozkręcą i nabiorą wigoru, a ich przewodniczący będą coraz lepiej radzić sobie z obstrukcją.

Minikodeks osoby składającej zeznania

A korzystając z okazji i w nadziei, że być może te słowa dotrą do zaklętych rewirów, gdzie kwitną prawo ze sprawiedliwością, chciałbym zaproponować minikodeks osoby składającej zeznania przed sejmową komisją śledczą. Zakładam przy tym, że jest to osoba, którą obowiązuje – z racji wykonywania funkcji urzędowej bądź poselskiej – etos funkcjonariusza publicznego.

1. Nie odmawiać składania zeznań
2. Nie kłamać
3. Okazywać należny szacunek instytucji, jaką jest komisja, niezależnie od swoich opinii na temat jej członków i jej działalności
4. Odpowiadać na pytania z powagą, zgodnie z własną wiedzą i niczego nie zatajając
5. Bronić się przed zarzutami w sposób uczciwy, bez uciekania się do kłamstw, niegodnych tricków i zrzucania własnych przewin na innych
6. Przyznawać się do swych przewin, wyrażając skruchę
7. Do czasu zakończenia prac komisji powstrzymywać się od politycznych komentarzy odnośnie do jej działalności.

Zapewne niejedna spośród osób składających dziś zeznania będzie musiała spotkać się w przyszłości z prokuratorem i sędzią. Lepiej dla nich, gdy protokoły z przesłuchań w Sejmie będą świadczyły o nich jako o osobach poważnych, dojrzałych i posiadających zdolność przyznania się do błędów. Naiwne jest myślenie, że sytuacja procesowa kogoś, kto staje przed sądem jako oskarżony, generalnie jest tym lepsza, im bardziej zataja fakty, wypiera się win, utrudnia proces i ucieka do proceduralnych tricków. Pewnie niektórzy sędziowie wycofują się pod naporem takiego „aktywizmu procesowego”, lecz co do zasady cwaniactwo i bezczelność na dłuższą metę nie popłacają. Ani politycznie, ani procesowo.

Nie łudzę się, że większość przedstawicieli władz tzw. Zjednoczonej Prawicy, którzy będą jeszcze zeznawać przed komisjami śledczymi, będzie się trzymać tych zasad, zaś ich koledzy z PiS w roli członków komisji będą im tylko kibicować w dokazywaniu. Tym bardziej jednak przewodniczący komisji muszą być twardzi i opanowani. Oraz konsekwentni w stosowaniu regulaminu i uciekaniu się do pomocy prokuratury.

Jeśli komisje zdołają obronić swą godność i powagę w oczach opinii publicznej, to jest spora szansa, że zyskają to, co najcenniejsze i czemu żadne warcholstwo nie może już zaszkodzić: szacunek ludzi. Początki prac komisji nie są łatwe, lecz podobno ważniejsze jest to, jak prawdziwa komisja kończy.

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną