Cannes 2011: relacja czwarta - Terrence Malick, Tree of life

Popisy mistrzów
Najbardziej oczekiwane wydarzenie - premiera „The Tree of Life” (Drzewa życia) Terrence’a Malicka – podniosło i tak już wysoką temperaturę festiwalu jeszcze o kilkanaście stopni.
Kręcone w wielkiej tajemnicy przez trzy lata dzieło Malicka to zuchwały eksperyment, nie mający odpowiednika w amerykańskim, ani światowym kinie. Na zdj. Brad Pitt.
Cannes 2011/materiały prasowe

Kręcone w wielkiej tajemnicy przez trzy lata dzieło Malicka to zuchwały eksperyment, nie mający odpowiednika w amerykańskim, ani światowym kinie. Na zdj. Brad Pitt.

Były gwizdy i histeryczne okrzyki zachwytu. Nikt się jednak nie spodziewał takiego filmu: poetyckiej symfonii o stworzeniu świata, w której losy teksańskiej rodziny komentowane są modlitwami do boga, zdjęciami pyłu kosmicznego i obrazami przechadzających się dinozaurów.

Kręcone w wielkiej tajemnicy przez trzy lata dzieło Malicka to zuchwały eksperyment, nie mający odpowiednika w amerykańskim ani światowym kinie. Opowieść o rodzinnej tragedii (utracie dziecka) została przez reżysera potraktowana jako punkt wyjścia do głębinowych rozważań o istocie naszych relacji z bogiem, kierunku ewolucji Wszechświata, zawartości mitologicznej pamięci i o tym, co po nas, jako gatunku, zostanie.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną