Manipulacje Wagnerowskie

Idylla w jaskini lwa
Gdy mowa o Richardzie Wagnerze, wciąż powraca pytanie: czy da się oddzielić muzykę od poglądów jej twórcy?
Wagner nie znalazł kontynuatorów ani naśladowców. Ten świat należał wyłącznie do niego.
Schubbay/Wikipedia

Wagner nie znalazł kontynuatorów ani naśladowców. Ten świat należał wyłącznie do niego.

Richard Wagner był pełen pychy uważał, że wszystko mu się należy. Znał swoją wartość jako artysty i wiedział, jakie emocje potrafi wzbudzać.
Alfredo Dagli Orti/The Art Archive/Corbis

Richard Wagner był pełen pychy uważał, że wszystko mu się należy. Znał swoją wartość jako artysty i wiedział, jakie emocje potrafi wzbudzać.

Trwa setny Festiwal Wagnerowski w Bayreuth. Legendarne święto muzyczne, w teatrze zaprojektowanym przez kompozytora, zostało zainicjowane w 1876 r., jednak początkowo festiwale nie odbywały się co roku, a po II wojnie światowej nastąpiła kilkuletnia przerwa, więc jubileusz przypada dopiero w tym roku.

Fani Wagnera mogą tym razem obejrzeć kilka najważniejszych dzieł scenicznych swojego idola (z wyjątkiem wczesnych oper, których się tu nie wystawia, oraz Tetralogii) w reżyserii m.in. Christopha Marthalera, Stefana Herheima czy 33-letniej Kathariny Wagner, prawnuczki kompozytora, która wraz z przyrodnią siostrą Evą Wagner-Pasquier kieruje obecnie festiwalem.

Jednak uwagę światowych agencji zwróciła sensacja spoza scenicznego nurtu: 26 lipca w miejscowej Stadthalle wystąpiła Israel Chamber Orchestra, grając dzieła Mahlera, Mendelssohna oraz „Idyllę Zygfryda” Wagnera. Nie pierwszy raz pokazali się tu muzycy związani z tym krajem: trzy lata temu wystąpiła założona przez Daniela Barenboima East-Western Divan Orchestra, złożona z młodych Izraelczyków i Palestyńczyków, także z Wagnerem w programie. Ale tym razem po raz pierwszy był to zespół reprezentujący oficjalnie Izrael i finansowany przez jego rząd. Przypomnijmy, że wykonywanie muzyki Wagnera jest tam nieoficjalnie zakazane (wprowadziła tę zasadę jeszcze w 1938 r. późniejsza Filharmonia Izraelska). Zubin Mehta i Daniel Barenboim próbowali przemycać go do programów swoich występów, spotykali się jednak z potępieniem opinii publicznej.

W Bayreuth bilety na koncert Izraelczyków rozeszły się jak świeże bułeczki, a publiczność przyjęła go owacją na stojąco.

Odgonić hitlerowskiego ducha

Co prawda, wnukowie kompozytora Wieland i Wolfgang, gdy w 1951 r. objęli kierownictwo wznowionego festiwalu po odsunięciu ich matki Winifred, zagorzałej nazistki, starali się usilnie – a od śmierci Wielanda w 1966 r. kontynuował to sam Wolfgang – odgonić hitlerowskiego ducha. Zarzucano im jednak, że czynią to przesadnie, usuwając w cień prawdę. W 2008 r. sędziwy Wolfgang przekazał pałeczkę córkom, a parę miesięcy po jego śmierci w zeszłym roku, inaugurując kolejny festiwal, młodsza z nich, Katharina, paradująca po Bayreuth w dżinsach lub skórzanych spodniach – w przeciwieństwie do dostojnych gości z kanclerz Angelą Merkel na czele – zapowiedziała otwarcie rodzinnych archiwów i pełne ujawnienie bolesnej przeszłości.

Ta przeszłość to głównie osobiste związki jej rodziny z Hitlerem, wielbicielem muzyki Wagnera. Wieland, Wolfgang i ich siostry Friedelind i Verena nazywali w dzieciństwie przyszłego führera wujkiem Wolfem, ich matka w 1923 r. słała mu do więzienia paczki żywnościowe i papier, na którym napisał „Mein Kampf”.

W wywiadzie dla izraelskiego dziennika „Jediot Ahronot” Katharina wyznała, że jeszcze gdy była dzieckiem, pytano ją, czy jej babka była kochanką Hitlera. „Nie wybierasz rodziny, w której przychodzisz na świat. (...) Myślę, że w kwestii związków Winifred z nazizmem wiele pytań nadal pozostanie bez odpowiedzi”. Dla Izraelczyków, którzy odmawiają słuchania lub grania Wagnera, ma pełne zrozumienie. Na pytanie, czy chciałaby wystawić któreś z dzieł swego przodka w Izraelu, odparła, że chętnie, ale tylko jeśli zostanie zaproszona. Tymczasem to ona przybyła na koncert Izraelczyków i słuchała ich z pierwszego rzędu.

W reportażu telewizji ARD muzycy Israel Chamber Orchestra stojąc przed Wahnfried, willą Wagnerów, mówią, że Wagnera i Hitlera chyba szlag by trafił, gdyby ich zobaczyli i wiedzieli, że będą tu grać muzykę twórców żydowskich. Pełne zwycięstwo po strasznych czasach.

Hitlera trafiłby szlag, ale czy Wagnera? Jego obsesyjny antysemityzm nie przeszkadzał mu w cenieniu żydowskich muzyków, jeśli byli dobrymi wykonawcami. Gdy okazało się, że premierą „Parsifala” ma dyrygować kapelmistrz dworu monachijskiego Hermann Levi, Wagner próbował wymusić, by ten najpierw się ochrzcił, ale ostatecznie zaakceptował wykonanie, co więcej, zaprzyjaźnił się z dyrygentem (Levi był jednym z niosących jego trumnę na pogrzebie). Gdy w 1863 r. sam poprowadził koncert we Wrocławiu, nie przeszkadzało mu, że pieśń miłosną Zygmunda z „Walkirii” zaśpiewał pod jego batutą kantor synagogi reformowanej, kompozytor i znakomity tenor Moritz Deutsch.

Z czystej zawiści

Pamflet „Żydostwo w muzyce” Wagner wydał początkowo pod pseudonimem K. Freigedank (Wolnamyśl) w założonym jeszcze przez Roberta Schumanna piśmie „Neue Zeitschrift für Musik” w 1850 r., a w rozszerzonej formie i już pod własnym nazwiskiem w 1869 r. Tekst narodził się z czystej zawiści, w reakcji na recenzję z paryskiej premiery opery Giacoma Meyerbeera „Prorok” w 1849 r. Jej ogromny sukces był powodem tak ostrego zwrotu przeciw kompozytorowi, który przecież zaledwie kilka lat wcześniej bardzo pomógł Wagnerowi, zarówno finansowo, jak i w wystawieniu w Dreźnie w 1842 r. jego młodzieńczej opery „Rienzi” (w której zresztą Wagner wziął z Meyerbeera całkiem niemało). W pierwszym wydaniu pamfletu nazwisko Meyerbeera co prawda nie pada, jednak widoczne jest, że to on był pretekstem do rozważań o „żydowskim smaku”.

Drugim kompozytorem, którego Wagner zwalczał w tym tekście, był Mendelssohn – absolutne jego przeciwieństwo, klasyk w epoce romantyzmu, prominent niemieckiego życia muzycznego; wówczas nie żył już od trzech lat. Wagner zapewne nie wybaczył mu, że gdy wysłał doń swoją młodzieńczą symfonię, ten nie odpowiedział. O autorze „Snu nocy letniej” napisał więc, że był niezwykle utalentowany i kulturalny, ale całkowicie wtórny. Konkluzja: ta wtórność, a Żydzi jakoby tylko do niej mają być zdolni, infekuje sztukę niemiecką.

Jeśli jednak chodzi o ten konkretny przypadek, bliskie prawdy są chyba słowa publicysty „Guardiana” Toma Service’a: „By móc przeprowadzić swą rewolucję muzyczną i społeczną, Wagner potrzebował zniszczyć Mendelssohna”. Ten czarny PR mu się zresztą niestety udał: przez lata twórczość Mendelssohna była, nie tylko w Niemczech, uznana za niewartą słuchania.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną