Opowieść o solidarnościowym „skoku na bank”

Kasa sprzątnięta sprzed nosa
Filip Bobek jako Władysław Frasyniuk.
Jaroslaw Sosiński/Materiały promocyjne

Filip Bobek jako Władysław Frasyniuk.

„80 milionów” to awanturnicza opowieść o młodych ludziach, którym udało się coś, co nie miało prawa się udać.
Jarosław Sosiński/Materiały promocyjne

„80 milionów” to awanturnicza opowieść o młodych ludziach, którym udało się coś, co nie miało prawa się udać.

Władze PRL uznały ich za złodziei.
Jaroslaw Sosiński/Materiały promocyjne

Władze PRL uznały ich za złodziei.

Witam panów sadowników

Pinior i Huskowski wnoszą pieniądze do siedziby metropolity wrocławskiego Henryka Gulbinowicza (w filmie Adam Ferency). „Witam panów sadowników. Widziałem, ile jabłek i gruszek panowie przywieźli. Dziękuję za ten wspaniały dar” – mówi arcybiskup. Tekst jest przeznaczony dla esbeków podsłuchujących rezydencję. Pluskwy znaleziono po 1989 r. w żyrandolu w pałacu.

Arcybiskup Gulbinowicz, który od początku sprzyjał Solidarności, był inwigilowany przez cały stan wojenny. W mieszkaniu naprzeciwko rezydencji zainstalowany był agent obserwujący, kto odwiedza pałac. Po przywiezieniu pieniędzy na Ostrów arcybiskup naprawdę powiedział: I co ja mam z tym teraz zrobić? Przyszliście do miejsca najbardziej niebezpiecznego. Jestem obserwowany ze wszystkich stron.

Ale kazał schować 80 mln na antresoli. Potem domagał się złożenia przez Piniora i Huskowskiego podpisów na protokole przekazania. W końcu podpisał oświadczenie o przyjęciu depozytu sam. Zaskoczony nie był, już wcześniej wziął na przechowanie 10 mln zł, które zostały wypłacone z konta Solidarności wiosną, po pobiciu działaczy Solidarności, w tym Jana Rulewskiego, podczas sesji Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy.

Jeśli nawet SB nie wiedziało tego na pewno, domyślało się, gdzie trafiły pieniądze. Arcybiskup przechował depozyt przez cały stan wojenny, mimo że chętnych, by je przejąć, nie brakowało. Zgłaszali się do rezydencji przedstawiciele różnych grup z podziemia, prosząc o wsparcie, ale metropolita odmawiał. Jedynymi dysponentami pieniędzy byli Pinior i Frasyniuk, który nawet przez jakiś czas ukrywał się w rezydencji.

Kloszard z Kedywu i piękna agentka

W filmie ważną postacią jest grany przez Mariusza Benoit Stary, były akowiec Tadeusz Markuć. Długowłosy, wyglądający jak kloszard, pojawia się, żeby ostrzec Solidarność przed nalotem SB na drukarnię, gdzie powielane są solidarnościowe gazetki. Nie może brakować ani jednego litra farby i żadnej paczki papieru, przypomina. I kiedy SB wpada do drukarni, wszystko się zgadza. Potem Markuć pojawia się jeszcze kilkukrotnie, jak dobry duch patronując kolejnym etapom akcji.

W rzeczywistości nie był postacią aż tak ważną, ale istnieje w legendzie dolnośląskiej Solidarności. Nazywał się Zbigniew Mikoś, podczas wojny był żołnierzem Kedywu, odsiedział sześć lat w peerelowskim więzieniu, po wojnie trafił na Dolny Śląsk. Nie wierzył w pokojowe deklaracje komunistów, namawiał liderów „S”, żeby szykowali się do walki w podziemiu, sam przygotował skrytki na powielacze, radiotelefony i pojemniki z gazem paraliżującym. Ale schowki były tak tajne, że wiedział o nich tylko on. Niespodziewanie, krótko przed stanem wojennym, zmarł, a skrytek nie odnaleziono do dziś.

Pomysłem scenarzystów jest także piękna dziewczyna Natalia (Emilia Komarnicka), dziennikarka francuskiej telewizji, polskiego pochodzenia, która uwodzi Maksa (Marcin Bosak), jednego ze związkowych jastrzębi. Poznają się, gdy młodzi działacze Solidarności demaskują esbeków, którzy na konto związku niszczą groby na cmentarzu radzieckim.

„Dlaczego wy jesteście w Solidarności, a wasi rówieśnicy w SB?” – pyta Maksa.

„Może dlatego, że oni nie słuchali Radia Luksemburg” – słyszy. Natalia robi wrażenie wyraźnie zafascynowanej romantycznym bojownikiem.

Działacze Solidarności byli śledzeni od samego początku i przez cały stan wojenny, ale okoliczności były zdecydowanie mniej bondowskie. „Od dzisiaj pełna obserwacja. Sracie w torebki, szczacie w butelki. A ja mam komplet fot” – mówi w filmie swoim ludziom kapitan Sobczak.

Maks domyśla się, że Natalia idzie z nim do łóżka w ramach zadań służbowych. Czyści mieszkanie z trefnych papierów. Kiedy zostaje aresztowany, SB znajduje tylko zdjęcia nagiej agentki. Dostaje od Natalii w twarz. „Miło było pierdolić ubecję” – mówi.

Bohaterowie podziemia naprawdę mieli u kobiet powodzenie jak gwiazdy rocka, ale raczej po swojej stronie barykady.

Podziemie skąpane w dolarach

Po wybuchu stanu wojennego władze zarekwirowały majątek i zajęły konta zdelegalizowanej Solidarności. Brak 80 mln zł na koncie związku na Dolnym Śląsku rozwścieczył SB. Za czwórką autorów skoku rozesłano listy gończe. W telewizji wyemitowano film „ujawniający”, jak Pinior, którego uznano za mózg operacji, przepuszcza pieniądze robotników, grając w ruletkę w wiedeńskim kasynie.

Pierwszy, w marcu 1982 r., w ręce SB wpadł Huskowski, który trafił do obozu dla internowanych, drugi Frasyniuk, trzeci Bednarz, obaj jesienią 1982 r. Na końcu, w kwietniu 1983 r., Pinior. Frasyniuk został skazany na sześć lat więzienia, Bednarz i Pinior dostali po cztery, potem wyroki obniżono amnestią. Piniorowi przedstawiono także zarzut zagarnięcia mienia znacznej wartości. Z tego samego artykułu 201 ówczesnego kodeksu karnego oskarżonym w aferze mięsnej wymierzono karę śmierci.

Ostatecznie jednak także Piniora skazano za kierowanie zdelegalizowaną Solidarnością. Pieniędzy przy nich nie znaleziono. Żaden nie zdradził, gdzie zostały ukryte.

„80 mln, gdzie jest?” – pyta Staszka kapitan Sobczak. „W dupie” – słyszy.

Gazety w stanie wojennym pisały o znalezionych w mieszkaniu Piniora luksusowych towarach z Peweksu, zachodnim sprzęcie radiotechnicznym i kosztownych alkoholach. „Wyłania się szokujący obraz życia podziemia »Solidarności«”, „Tam dolary wydaje się jak złotówki” – głosiły nagłówki w prasie. Czytelnicy nie mogli mieć wątpliwości, na co poszły „ukradzione” dolary.

Piotr Bednarz nie wytrzymał napięcia. W maju 1984 r. próbował popełnić samobójstwo. Piniorowi do końca lat 80. komornik próbował zająć majątek na poczet „ukradzionych” pieniędzy.

Ciekawość – pierwszy stopień do piekła

W stanie wojennym rozpoczęła się inflacja. Dolar, wart w 1981 r. 80 zł, po paru latach oficjalnie kosztował już dwa razy więcej, a na czarnym rynku przebicie było pięciokrotne. Arcybiskup Gulbinowicz zasugerował Frasyniukowi, żeby zamienić złote na dolary. Jak to zrobiono? Tu pewności nie ma. W filmie na polecenie sekretarza arcybiskupa Żegoty (Krzysztof Stroiński) dolary skupują wrocławscy cinkciarze. „Panowie, sprawa jest prosta jak włos Mongoła, zasysamy baksy z rynku” – mówi organizator akcji. Wtedy o wszystkim dowiaduje się SB i próbuje Żegotę szantażować ujawnieniem finansowych machlojek Kościoła.

Ale to tylko fantazja scenarzystów. Kardynał Gulbinowicz pytany, jakim cudem udało mu się w stanie wojennym zamienić 80 mln na dolary, udaje, że nie słyszy, albo odpowiada: Ciekawość – pierwszy stopień do piekła.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną