Gulasz Joyce’a
„rzekibrzeg, pastephując od Ewy i Adama, od wygięcia wybrzeża do zakola zatoki, zanosi nas z powrotem przez commodius vicus recyrkulacji pod Howth Castle i Ekolice” – tak zaczyna się „Finnegans Wake”, jeden z najbardziej legendarnych tekstów literackich. Jak go tłumaczyć i jak czytać?
W „Finnegans Wake” roi się od kalamburów, których w większości nie zrozumiemy.
EAST NEWS

W „Finnegans Wake” roi się od kalamburów, których w większości nie zrozumiemy.

„Finnegans Wake” zazwyczaj wydaje się w takim samym układzie typograficznym, jak oryginał
materiały prasowe

„Finnegans Wake” zazwyczaj wydaje się w takim samym układzie typograficznym, jak oryginał

Rzeźba stojąca na nagrobku pisarza.
Robert Scarth/Flickr CC by 2.0

Rzeźba stojąca na nagrobku pisarza.

Dzieła Jamesa Joyce’a znalazły się 1 stycznia w domenie publicznej, a więc można z nich korzystać, nie oglądając się na prawa autorskie. W Polsce ma to wyjątkowe znaczenie, bo w lutym wreszcie ukaże się pierwszy przekład całości „Finnegans Wake” zatytułowany „Finneganów tren”, autorstwa Krzysztofa Bartnickiego (wydawnictwo Ha!art). Książka była gotowa już w 2009 r., ale nie mogła się ukazać, gdyż spadkobierca Stephen J. Joyce twardą ręką zarządzał spuścizną i blokował tłumaczenia.

Bartnicki, anglista, autor kilku słowników specjalistycznych i powieści „Prospekt emisyjny” (była zgłoszona do Paszportów POLITYKI), rozpoczął tłumaczenie w 2000 r. (podobno 16 czerwca, a to przecież data akcji „Ulissesa”). – Jest typem himalaisty, który chce zdobywać najwyższe szczyty – mówi Zenon Fajfer, redaktor serii Liberatura, w której ukaże się „Finneganów tren” (Liberatura to literatura totalna, w której tekst i książka stanowią nierozerwalną całość).

Bartnicki jest wielbicielem poezji Bolesława Leśmiana i przekładał ją na angielski. Leśmiana łączy z Joyce’em to, że tworzyli własny język, który wymaga od tłumacza niezwykłej sprawności i wyobraźni literackiej. „Finnegans Wake”, w którym miesza się podobno ponad sto języków, jest napisany nie tyle po angielsku, ile po „joyce’owsku”. Ten utwór fascynował Bartnickiego, zanim zaczął go tłumaczyć. Potem, w trakcie pracy, doszedł do momentu, kiedy miał już dosyć książki i twierdził wręcz, że jest przereklamowana. Przekładu jednak nie porzucił.

Ten arcytrudny utwór szczególnie pociąga tłumaczy. Sięgali po niego nawet częściej niż po „Ulissesa”. Zazwyczaj jednak próby pozostawały nieukończone, bo trudno przecież poświęcić kilka lat życia jednemu tekstowi, od którego w dodatku nie można się odrywać, bo wypada się z rytmu. Maciej Słomczyński, tłumacz „Ulissesa”, pracował również nad „Finnegans Wake”. Był przekonany, że wszystkie utwory Joyce’a oświetlają się nawzajem i tworzą całość, planował więc przełożyć wszystko. Porzucił jednak projekt przekładu „Finnegans Wake” w stanie wojennym, nie miał bowiem dostępu do zagranicznych publikacji i wyjazdów, przerwała się też jego korespondencja z innymi badaczami Joyce’a. Wydał natomiast w formie książki fragment ósmego rozdziału pierwszej księgi „Anna Livia Plurabelle”. To była książka, ale w formie listu w kopercie.

„Anna Livia” Słomczyńskiego, zdaniem znawczyni Joyce’a Katarzyny Bazarnik, jest doskonałą i piękną przy okazji próbką całości. Joyce zresztą sam publikował fragmenty „Finnegans Wake” jako „Work in Progress”. „Anna Livia” przypomina wielowarstwowy palimpsest, w którym spod spodu prześwitują poprzednie strony i rysunki, a nawet fazy księżyca. Fragmenty przekładu „Finnegans Wake” Słomczyńskiego opublikowała w 1972 r. „Literatura na świecie”. Tłumacz ogłosił też (za Josephem Campbellem, który napisał o tym już w 1944 r.), że główny wątek książki opiera się na micie Ozyrysa i egipskiej „Księdze Umarłych”. Po Słomczyńskim egipskie wątki w „Finnegans Wake” badał kolejny tłumacz Joyce’a Tomasz Mirkowicz. A w 2004 r. w nr 7/8 „Literatury na świecie” pojawiały się fragmenty przekładu Krzysztofa Bartnickiego. Wzbudziły wielkie nadzieje, ale nie było wtedy jeszcze wiadomo, czy powstanie całość.

Przyjaciele się odwrócili

Spory wokół „Finnegans Wake” trwały od samego początku. Joyce zabrał się do pisania tuż po ukończeniu „Ulissesa” w 1923 r., a ukończył go w 1939 r., półtora roku przed śmiercią. Zamiast entuzjazmu, z jakim powitano „Ulissesa”, spotkał się z ostrą krytyką. Przyjaciele, którzy zachwycili się „Ulissesem”, czyli T.S. Eliot i Ezra Pound, tym razem się od niego odwrócili.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną