Pouczające autobiografie gwiazd

Żywoty nieświętych
Po głośnych wyznaniach Keitha Richardsa jego rówieśnicy też robią rachunek sumienia. Rod Stewart, Pete Townshend i Neil Young – wszyscy z rocznika 1945 – wydali właśnie pasjonujące autobiografie.
Pete Townshend (na samochodzie) i Keith Moon świętują po wyścigu Forda, w którym sponsorowali jedno z aut, 1971 r.
LFI/Photoshot/BEW

Pete Townshend (na samochodzie) i Keith Moon świętują po wyścigu Forda, w którym sponsorowali jedno z aut, 1971 r.

materiały prasowe

Rod Stewart podczas nagrania wideoklipu do piosenki „Tonight i am Yours”. 1981 r.
SSPL/Forum

Rod Stewart podczas nagrania wideoklipu do piosenki „Tonight i am Yours”. 1981 r.

Neil Young w drodze na koncert w Paryżu, 1976 r.
Bertrand Rindoff Petroff/BestImage/BEW

Neil Young w drodze na koncert w Paryżu, 1976 r.

Kiedy zbliżały się święta, Rod Stewart zastanawiał się nad jednym: „Co podarować człowiekowi, który kupił już sobie wszystko?”. Nie chodziło mu o siebie ani żadną z kolejnych żon, tylko o Eltona Johna, z którym przez lata prowadził niepisaną rywalizację. „Nikt inny nie miał takiego gestu” – wspomina kolegę po fachu. Elton wręczał mu przy różnych okazjach zegarki wysadzane drogimi kamieniami, a jego żonie Alanie Hamilton podarował fortepian Steinwaya.

Przed którąś z kolei Gwiazdką Stewart wymyślił: kupi koledze supernowoczesny model przenośnej lodówki. Urządzenie wprowadzono właśnie do sprzedaży, a 300 funtów wydawało się imponującą ceną. Ale Elton John wszystko zepsuł: przyniósł mu rysunek Rembrandta ze sceną ze stajenki betlejemskiej „Adoracja pasterzy”. „Pieprzony Rembrandt! Czułem się taki mały” – pisze Stewart w wydanej właśnie książce, zatytułowanej po prostu „Rod: The Autobiography”. Jednej z trzech ważnych autobiografii rockowych tej jesieni, obok książek Neila Younga i Pete’a Tonwshenda, lidera The Who.

Wszystkie wydają się reakcją na zeszłoroczne wspomnienia Keitha Richardsa – szczere do bólu, opisują życie wyjątkowego pokolenia rockmanów dorastających tuż po wojnie, dla których muzyka była najpierw jedynym sposobem na otaczającą ich nudę i szarzyznę, często antidotum na problemy rodzinne, a dzięki eksplodującej popularności rocka – szansą na zaistnienie, przebicie się i zarobienie pieniędzy.

Rod Stewart: rockowa arystokracja

40 lat temu Rod Stewart miał numer jeden na listach singli i albumów po obu stronach Atlantyku. To się nie zdarzyło nawet Beatlesom i Presleyowi. Wcześniej dorastał w północnym Londynie w niezbyt zamożnej rodzinie hydraulika (jako piąte dziecko był – jak o sobie pisze w języku tenisistów – „niewymuszonym błędem”), w kamienicy, z której podczas wojennych bombardowań szyby leciały tyle razy, że ojciec zabił je deskami. Za to teraz, u szczytu kariery, zarabiał tyle pieniędzy, że księgowi popędzali go, by je szybciej wydawał. Kupił więc posiadłość z wielkim starym domem i basenem nieopodal podlondyńskiej rezydencji królewskiej (i willi Eltona Johna).

Jego otoczenie tworzyło nową arystokrację, łączącą duże dochody z pozostałym ze szczenięcych lat dzikim sposobem bycia. Przydomowy basen Stewarta był przez jakiś czas centrum spotkań środowiska. Stewart miał bzika na punkcie Celticu Glasgow (jego ojciec był Szkotem), długonogich blondynek i kokainy. W książce opowiada o kolejnych polach stałej rywalizacji, jaką prowadził z Eltonem Johnem. Dotyczyła właśnie ilości skonsumowanej kokainy, a także dochodów i miejsc na listach przebojów: „Ten duch współzawodnictwa osiągnął apogeum, gdy którejś nocy w paryskim hotelu przesiedzieliśmy pod wpływem kokainy do 10 rano, a jedynym tematem całonocnej debaty było to, który z nas ma na koncie bankowym więcej pieniędzy. Goście szli spać, po czym wstawali na śniadanie tylko po to, by zastać nas w trakcie tej samej gorącej dyskusji”. „Wyglądało to jak w szkole – głupie szczenięce zabawy” – komentuje Rod Stewart słabość do narkotyków w jego zespole Faces. Klawiszowiec słynął z tego, że miał w butonierce sztuczny goździk, który przed koncertem wypełniał kokainą, żeby móc od czasu do czasu wciągnąć ją nosem bez odrywania się od gry.

Nowa rockandrollowa arystokracja odbywała swoje spotkania na szczycie – takie jak legendarny wieczór, który spędzili wspólnie Stewart, Elton John i Freddie Mercury z Queen. Wystarczyło parę godzin imprezy, by założyli supergrupę: Nose, Teeth&Hair, czyli Nos, Zęby i Włosy – nazwaną tak od wyjątkowych fizycznych atrybutów każdego z nich. Niestety, nie doszło do nagrań. Albo takie jak to, gdy Mick Jagger z dziewczyną zaproponowali Stewartowi i jego kolejnej żonie zamianę partnerów (propozycja została odrzucona).

Prasa – jak wspomina Stewart – rozpisywała się o jego rzekomym romansie z córką urzędującego prezydenta USA Geralda Forda. 18-letnia Susan Ford rzeczywiście przyszła na koncert Faces w 1975 r., a potem w otoczeniu ochroniarzy zajrzała za kulisy. Według legendy, spojrzeli sobie z Rodem głęboko w oczy, po czym Fordówna miała zaprosić piosenkarza do siebie na kolację do Białego Domu. Ten nie mógł przylecieć ze względu na mgłę, ale wysłał bukiet czerwonych róż. W całej opowieści zgadzało się według Stewarta jedno: dziewczyna była naprawdę fanką ich muzyki.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną