Kameleon David Bowie

Pan zmian
Co zrobić, gdy kiedyś młodzieży trzeba będzie w godzinnej lekcji przybliżyć kulturę popularną XX w., jej styl, obyczaje, ekonomię? To proste – wybrać na temat zajęć „Życie i twórczość Davida Bowiego”.
Bowie na koncercie w Brukseli (1983 r.).
Ilpo Musto/Rex Features/EAST NEWS

Bowie na koncercie w Brukseli (1983 r.).

16-letni Bowie jako muzyk grupy The Kon-rads (1963 r.).
Roy Ainsworth/Courtesy of The David Bowie Archive/V&A Images

16-letni Bowie jako muzyk grupy The Kon-rads (1963 r.).

Kadr z filmu „Labirynt” (1986 r.).
Kinoarchiv

Kadr z filmu „Labirynt” (1986 r.).

Wciąż nie wiem, na co czekałem, gdy mój czas gnał jak szalony/Milion ślepych uliczek witał mnie zawsze, gdy myślałem, że osiągnąłem cel” – załóżmy, że tekst utworu „Changes” (1971 r.), jednego z pierwszych przebojów Bowiego, zawiera w sobie nutkę autobiograficzną. Bohatera niepokoi upływ czasu, działa więc, ale to, co robi, nie przynosi mu satysfakcji. I co wtedy? Wszystko zmienia – jak sam Bowie.

17-letni Davie Jones zadebiutował w 1964 r. singlem „Liza Jane”, nagranym z grupą King Bees. Napędzany bluesem prosty rock’n’roll nikogo nie zainteresował – wiele było wtedy lepiej zapowiadających się artystów, więc kilkaset kopii płytki trafiło na śmietnik. Swój pierwszy telewizyjny występ chłopak zaliczył mniej więcej w tym samym czasie nie jako artysta, ale… prezes Stowarzyszenia na rzecz Przeciwdziałania Okrucieństwu Wobec Długowłosych Mężczyzn.

Długo bluesmanem nie pobył, panem Jonesem też nie i włosy nieco przyciął – rok później już jako David Bowie śpiewał w inspirowanej twórczością The Who formacji The Lower Third. Był modsem – przedstawicielem popularnej wówczas w Anglii subkultury, eleganckich przodków ruchu skinhead. Jego pierwszy album przepadł na rynku, a wydana w 1969 r. piosenka „Space Oddity” – wyznania samotnie dryfującego w przestworzach astronauty, które dobrze wpisały się w nadzieje i obawy tamtych czasów – stała się wprawdzie przebojem, ale zachwycano się utworem, a nie jego twórcą i wykonawcą. Upragniony sukces nie nadchodził.

Idol doskonały

W 1972 r. w jednym z wywiadów David Bowie nieoczekiwanie wyznał, że jest gejem. Nie żeby naprawdę był, ale wtedy też to działało – zwrócił na siebie uwagę. A kiedy już miał pewność, że zostanie wysłuchany, pochwalił się, że pracuje nad nowym projektem, tym razem teatralnym. Zapomniał tylko dodać, że sceną będzie cały świat, a epizody zagrają, nawet o tym nie wiedząc, inni artyści, przedstawiciele mediów i fani... Wraz z płytą „The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars” narodził się bowiem idol doskonały. Ziggy Stardust – bohater tytułowy albumu i sceniczne alter ego wokalisty – był kosmitą w ludzkiej skórze, który co prawda ćpał na potęgę i uprawiał seks ze wszystkim, co się rusza, ale za to u progu nieuniknionej apokalipsy nauczał zagubionych ludzi, że warto wierzyć w miłość, pokój i piękno.

Jak słusznie zauważył Peter Doggett, jeden z biografów artysty, „zamiast gonić za sławą, Bowie zaczął się zachowywać, jakby już był najsławniejszy, objawiając się masom jako egzotyczne stworzenie z innej planety. Ziggy mógł żyć, nie zważając na ziemskie normy społeczne: mógł być równocześnie kobietą i mężczyzną, gejem i hetero, człowiekiem i kosmitą”. A kiedy już wszyscy w to uwierzyli, David zabił Ziggy’ego. I w światłach reflektorów stał David Bowie we własnej osobie.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną