Kultura

Klasycy z ulicy

Dorosła Molesta: chuligani czy biznesmeni?

Molesta na urodzinowym koncercie w Warszawie. Molesta na urodzinowym koncercie w Warszawie. Mateusz Strojewski
Zespół Molesta świętuje 18 lat. Dalekie są czasy, kiedy polski show-biznes po prostu bał się jego produkcji utrzymanych w stylu chuligańskiego rapu.
Molesta Ewenement w 2013 roku. Od lewej: Paweł „Włodi” Włodkowski, Piotr „Vienio” Więcławski i Tomasz „Pelson” Szczepanek.Mateusz Strojewski/Molesta Ewenement/Wikipedia Molesta Ewenement w 2013 roku. Od lewej: Paweł „Włodi” Włodkowski, Piotr „Vienio” Więcławski i Tomasz „Pelson” Szczepanek.

Zaczęło się od duetu, który stworzyli Piotr Vienio Więcławski i Paweł Włodi Włodkowski. Potem doszedł trzeci raper – Kacza, czyli Marek Andrasik. Pierwszym hitem były „Osiedlowe akcje” z rymami o paleniu blantów, ulicznych awanturach i tworzeniu muzyki. Z rapowanego tekstu dowiadujemy się jeszcze, że jego autor (bohater) pochodzi z Ursynowa i wszyscy tam go znają. Nikt nie ma wątpliwości – ekspresja Molesty ma wybitnie chuligański charakter: „Jestem z ulicy, ulica mnie szanuje/Choć się opierdalam, nie uczę, nie pracuję/Z kolegami kolegów rapuję/Historia ta sama – czy zima czy wakacje/Zawsze będą uwzględniane osiedlowe akcje”.

I takie były potoczne skojarzenia wokół całej właściwie hiphopowej subkultury, co notabene wykorzystał później w swoim filmie „Blokersi” Sylwester Latkowski: ławka jako osiedlowe centrum życia towarzyskiego, skręty z marihuaną, grafficiarskie tagi na ścianach domów i wagonach kolejki dojazdowej, silny terytorializm, bo to przecież ważne, czy jesteś z Ursynowa czy z Żoliborza. To samo było ważne w czasach walk chuliganów z bikiniarzami w latach 50. i potem w epoce gitowców. Obowiązywał patriotyzm lokalny. „Znamy się od dziecka/Nie wchodzi w rachubę akcja niemiecka” – rapowała Molesta w „Osiedlowych akcjach”. Na teledysku do „Wiedziałem, że tak będzie” widzimy zimową scenerię blokowiska z gromadką wygolonych na łyso młodzieńców w szerokich spodniach i bluzach z kapturami, no i słyszymy – rzecz jasna – rymy o brutalnej codzienności młodego człowieka ze społecznych dołów. Chłopaki z Molesty nie prostowali opinii, jakie krążyły na ich temat po Warszawie – że są niebezpieczni i nieobliczalni. Na ich pierwszej płycie – „Skandal” – pojawiło się groźne hasło „nienawidzę policji”. A polski show-biznes dość powszechnie się Molesty po prostu bał.

Taki był styl – tłumaczy Vienio. – A do nas przylgnęła łata chuliganerki, bo wyglądaliśmy niebezpiecznie, a nasze teksty traktowały o grupowej i podwórkowej lojalności, która zawsze obowiązuje w konflikcie ze światem zewnętrznym. Tak naprawdę chcieliśmy po prostu robić swoją muzykę, nie myśleliśmy o sobie jako o blokersach, bo w końcu w blokach bardzo różni ludzie żyli. Lokalny koloryt w tekstach był ważny jako konkret społeczny, chociaż w Moleście tylko ja byłem z Ursynowa.

Dołączyli do eklektyków

Molesta powstała w 1995 r. To ważny rok dla rodzimego hip-hopu, choćby dlatego, że ukazały się wtedy debiutanckie płyty Liroya i Wzgórza Ya-Pa-3, a wydająca płyty Kazika i Kultu wytwórnia SP Records wypuściła hiphopową składankę, na której znalazł się m.in. kawałek owianej już wtedy środowiskową sławą śląskiej grupy Kaliber 44.

Pierwsze nagrania Molesty (m.in. składankę „B.E.A.T. Records” i album „Skandal”) produkował Sebastian Imbierowicz (DJ 600V). – Szukałem polskich wykonawców, trafiłem na Molestę, która wybijała się przede wszystkim autentycznością – mówi dziś. – Słyszałem opinie o ich braku profesjonalizmu i obycia, ale przecież każdy wie, że piękno w sztuce (w tym, oczywiście, w muzyce) nie bierze się z wykształcenia, ale z potrzeby serca.

O grupie Vienia i Włodiego szybko zaczęło być głośno, a charakterystyczne podkłady z subtelnym pianinem, kontrastujące z ostrymi rymami, znalazły swoich naśladowców, choć nie brakowało narzekań, że to rap zbyt surowy, ostentacyjnie chuligański, za prosty. L.U.C, reprezentant zupełnie innego bieguna rapowanej muzyki, przypomina sobie swój dystans w pierwszych reakcjach na twórczość Molesty: – Tam gdzie się wychowałem, czyli w zachodniej Polsce, dominowali Liroy, Wzgórze i Kaliber. Potem byłem już trochę znudzony hip-hopem i pochłonął mnie trip-hop i elektronika z Ninja Tune. Około 2000 r. dotarła do mnie muzyka Molesty, ale nie zafascynowała mnie. O ile łączyła nas miłość do hip-hopu jako rytmu i kultury, o ile podobały mi się ich podkłady, o tyle dzieliła estetyka tekstów.

Wiele lat później L.U.C poznał Vienia i okazało się, że te dwa, wydawałoby się tak odrębne, światy muzyczne mogą się uzupełniać, zaczęli razem nagrywać. Dziś L.U.C mówi o Vieniu: – Niezwykle cenię jego otwartość i entuzjazm. Myślę, że to właśnie te cechy plus odwaga i fascynacja odmiennością, a nie ksenofobiczna krytyka, pozbawiona próby zrozumienia, pozwoliły mu się rozwinąć i dołączyć do eklektyków, którzy wychodzą poza schemat i gatunek.

Na długo zanim Vienio dołączył do owego grona eklektyków, on sam i jego zespół przeżywali rozmaite metamorfozy. Były zmiany składu (do grupy dołączył Tomasz „Pelson” Szczepanek), sporo działań artystycznych prowadzonych poza zespołem. Po nagraniu drugiego albumu Molesta zmieniła nazwę na Ewenement (taki był tytuł nowej płyty), a później występowała już jako Molesta/Ewenement. Zespół zaczął być zaliczany do czołówki rodzimego hip-hopu, miał podpisany kontrakt z wielkim wydawcą – Pomatonem EMI, prowadził swój własny pododdział tej wytwórni (Baza Lebel), by potem uciec stamtąd i stworzyć własną firmę.

Przeszli na zawodowstwo

Założyciele Molesty traktują muzykę w pełni profesjonalnie, zarówno jako wykonawcy, jak i producenci czy wydawcy. Mówi się o nich – niekiedy z wyraźną nutą szyderstwa – że z chuliganów stali się biznesmenami. Rzeczywiście, dziś są w całkiem innym miejscu niż na początku, Włodi ma w biografii doświadczenie przedsiębiorcy, a Vienio nieźle zarządza też własną karierą – wie, jak współdziałać z mediami, dobrze zna mechanizmy rynku muzycznego, w efekcie nie ma co się dziwić, że może całkiem dobrze żyć z muzyki. W gruncie rzeczy Molesta przebyła drogę znamienną – od amatorstwa do zawodowstwa.

Zmienił się wizerunek grupy w mediach i stosunek do niej publiczności spoza środowiska. Gdy ukazała się po latach reedycja „Skandalu”, pisano o tej płycie szerzej i bardziej entuzjastycznie niż kiedyś. Na tegorocznym Off Festivalu Molesta zagrała cały materiał ze „Skandalu”, występując na specjalne zaproszenie dyrektora artystycznego festiwalu Artura Rojka. Wydarzenie było tym bardziej ekscytujące, że warszawscy raperzy wykonali stare utwory z żywym zespołem, co można było odebrać jako dyskretny dystans do dawnych czasów, kiedy podkłady tworzyło się przy użyciu komputera Atari. Publiczność, która na hiphopową raczej nie wyglądała, zdawała się znać wszystkie piosenki i każdy kolejny numer przyjmowała z aplauzem. Można było odnieść wrażenie, że znalazło się tam trochę dawnych fanów, którzy porzucili subkulturowy sztafaż, ale do muzyki czują nadal wielkie przywiązanie. Pod koniec września Molesta zagrała jeszcze jeden koncert jubileuszowy, już na własnym terenie – w warszawskim klubie Proxima.

Od początków zespołu upłynęło przecież 18 lat i publiczność, nawet jeśli ta sama, nie musi być taka sama jak w latach 90. Ale też Molesta nie jest taka sama. – Kiedy nagrywaliśmy „Skandal”, byliśmy bardzo ortodoksyjni – wspomina Vienio. – Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że w przyszłości będę współdziałał z Tomkiem Lipińskim i że nagram płytę z rockowymi kawałkami z lat 80., umarłbym ze śmiechu.

A jednak się stało. W kwietniu tego roku ukazała się druga w dorobku solowa płyta Vienia „Profil pokoleń” z nowymi wersjami piosenek Apteki, Dezertera, Republiki, Klausa Mitffocha, Brygady Kryzys, Sztywnego Pala Azji i (to chyba najbardziej zaskakujące) Kapitana Nemo. Z Vieniem wystąpili gościnnie wspomniany Tomek Lipiński, Jędrzej Kodym Kodymowski, Robert Robal Matera, Jarek Kowalczyk z Bakszyszu, Darek Malejonek, Jamal.

Tytuł płyty to cytat nazwy rubryki Vienia w magazynie „Ślizg” – adresowanym do fanów deskorolki, snowboardu i hip-hopu – z którym raper Molesty współpracował w 2000 r. Teksty Vienia w „Ślizgu” dotyczyły m.in. relacji międzypokoleniowych (wywiady ze starymi rockmanami), więc pasowało, bo płyta „Profil pokoleń” jest przecież czymś w rodzaju międzypokoleniowego dialogu. Vienio tłumaczy, że z rozmów z Tomkiem Lipińskim wyniósł przekonanie, że z hiphopowcami było w zasadzie tak jak z punkowcami: prosta ekspresja i zbuntowane teksty, starsi tego nie łapią, ale młodzi przyjmują jak swoje. Znajomość z Lipińskim, wspólna audycja w Radiu Roxy, razem stworzony kawałek na płytę Vienio/Pele to była inspiracja, która wydatnie przyczyniła się do powstania albumu ze starymi, ale autorsko przez Vienia zaktualizowanymi utworami.

Sebastian Imbierowicz mówi, że „Profil pokoleń” tak samo jak „Skandal” sprzed 15 lat wyraża prawdę o świecie: – Nie zaskoczyło mnie to, bo wiem, że z czasem człowiek zaczyna poszukiwać inspiracji także w obszarach, które wcześniej omijał albo o nich nie wiedział. Ja sam, nie rezygnując bynajmniej z hip-hopu, grywam reggae i nie sądzę, by to była wobec mojej miłości do hip-hopu jakaś zdrada.

Koncert Molesty na Offie, tak jak piosenka Dezertera „Złota polska młodzież” na płycie „Profil pokoleń”, to rzeczywiście nie jest zdrada, ale raczej potwierdzenie tego, że sama estetyka muzyczna nie przesądza o stosunku jej autorów i wykonawców do świata. Utwór Dezertera też był hymnem przeciwko komercji i podziałom. Po latach podziały stopniały.

Polityka 42.2013 (2929) z dnia 15.10.2013; Kultura; s. 104
Oryginalny tytuł tekstu: "Klasycy z ulicy"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Nie każdy archeolog to Indiana Jones

Popkulturowy obraz archeologa awanturnika umacnia przekonanie, że ich głównym zadaniem jest odkrywanie skarbów. Ten fałsz fatalnie odbija się na wiedzy o przeszłości.

Agnieszka Krzemińska
27.02.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną