Kultura

Rosjanie znów w grze

Demony popkultury

W grze akcji „Call of Duty: Modern Warfare 2” (2009 r.) Rosja dokonuje inwazji na Wschodnie Wybrzeże USA. W grze akcji „Call of Duty: Modern Warfare 2” (2009 r.) Rosja dokonuje inwazji na Wschodnie Wybrzeże USA. materiały prasowe
Kończy się krótka era zombi jako głównych wrogów cywilizowanego świata. Wracają etatowi czarni bohaterowie zachodniej popkultury obecni w niej przez dekady: Rosjanie.
Amerykański bokser (Sylwester Stallone) z „Rocky IV” staje na ringu do boju z radziecką maszyną do zabijania Ivanem Drago (Dolph Lundgren) – archetypowym złym Ruskim.M.G.M/United Artist/Album Online/EAST NEWS Amerykański bokser (Sylwester Stallone) z „Rocky IV” staje na ringu do boju z radziecką maszyną do zabijania Ivanem Drago (Dolph Lundgren) – archetypowym złym Ruskim.
Grana przez Cate Blanchett ulubienica Stalina Irina Spalko z „Indiany Jonesa i Królestwa Kryształowej Czaszki” (2008 r.).Everett Collection/EAST NEWS Grana przez Cate Blanchett ulubienica Stalina Irina Spalko z „Indiany Jonesa i Królestwa Kryształowej Czaszki” (2008 r.).
Bezwzględny radziecki imperializm to skuteczny straszak, który od lat kanalizuje nasze lęki. Bezwzględny radziecki imperializm to skuteczny straszak, który od lat kanalizuje nasze lęki.

Na suwerenny kraj gdzieś z rogu mapy najeżdżają niezidentyfikowane oddziały wojskowe. Stacjonujące w pobliżu amerykańskie siły NATO wysyłają jednostki zwiadowcze. Agresorami okazują się Rosjanie, dochodzi do walk. Zarówno Moskwa, jak i Waszyngton zaprzeczają, że przelała się krew, w tym czasie gorączkowo mobilizując posiłki. W rejon konfliktu już zmierzają okręty i lotniskowce. Świat nieoczekiwanie znalazł się na krawędzi trzeciej wojny światowej,

Brzmi znajomo? Nie jest to jednak opis możliwego rozwoju zdarzeń na Ukrainie. To fabuła wydanej w 2001 r. gry „Operation Flashpoint: Cold War Crisis”, z dzisiejszej perspektywy zaskakująco profetycznej. I niedocenionej jako ostrzeżenie – choć bez wątpienia takie były intencje twórców, dobrze pamiętających, do czego zdolny jest niedźwiedź ze Wschodu.

Tylko nieliczni recenzenci odczytali poprawnie „Operation Flashpoint: Cold War Crisis” jako manifest pacyfistyczny. Gra szokowała brutalnym realizmem w przedstawianiu grozy wojny. Protagonista mógł zginąć już w pierwszych minutach, biegnąc ze swym oddziałem przez puste łąki w stronę odległej wioski w dolinie, powalony zaledwie jedną kulą snajpera – nie wiedząc nawet, skąd padł strzał. W świecie gier wideo dosłowność „Operation Flashpoint” była wstrząsem i zmuszała do refleksji nad istotą wojny.

Mało kto spoza Europy Środkowo­Wschodniej był przy tym w stanie zrozumieć, co oznacza to, że grę stworzyło czeskie studio Bohemia Interactive, i powiązać czytelne tylko tutaj fakty: że cywile noszą znajomo brzmiące nazwiska, architektura wygląda swojsko, a żołnierze nie okazują litości podczas pacyfikacji wsi i miasteczek. Zarówno „OP: Cold War Crisis”, jak i przedstawiający agresję rosyjskich wojsk z perspektywy członka ruchu oporu dodatek „Resistance” były jasną aluzją do interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji 1968 r., a poniekąd także do tragicznych wydarzeń na Węgrzech w 1956 r., kiedy to wojska sowieckie krwawo stłumiły powstanie wyzwoleńcze.

Ideologiczne infekcje 

Jak na ironię świat dostrzegł w „Operation Flashpoint” przede wszystkim doskonały symulator współczesnego pola walki. W odpowiedzi na zapotrzebowanie zgłaszane przez przedstawicieli armii, studio, wykorzystując grę, stworzyło oprogramowanie szkoleniowe Virtual Battlespace System 1, używane do ćwiczeń na cyfrowym poligonie m.in. przez amerykańskich marines. Ostrzeżenie przed możliwym powrotem Rosjan do ambicji imperialistycznych zdawało się nikogo nie obchodzić.

To nie przypadek, że ostrzeżenia przed zagrożeniem postsowiecką Rosją najcelniej artykułowali ci, którzy zdążyli doświadczyć bezwzględności Kremla. W tym mieszkańcy byłych republik ZSRR, a nawet sami Rosjanie. I to właśnie oni wiedzieli najlepiej, że należy bać się nie tylko tradycyjnej konfrontacji dwóch militarnych sił, w których jedna próbuje pokonać tę drugą, fizycznie anihilując lub wypychając poza granice zagrabionego jej terytorium. Wiedzieli, że co najmniej równie niebezpieczne są ideologiczne infekcje, w wyniku których świat podbijany zostaje odcięty od swej dotychczasowej tożsamości i przekształcony na podobieństwo narzuconego wzorca.

Zygmunt Bauman, idąc tropem klasyfikacji zaproponowanej w „Smutku tropików” przez Claude’a Lévi-Straussa, nazywa taki proces mianem kulturowej antropofagii. To akt cywilizacyjnego kanibalizmu, w którym podbijany świat jest pożerany i przetwarzany w byt nieodróżnialny od agresora.

 

Przed takim właśnie antropofagicznym imperializmem Sowietów ostrzegali rosyjscy pisarze Arkadij i Borys Strugaccy w powieści SF „Przenicowany świat” (1969 r.). Oto na obcej planecie potężne państwo, bezwzględnie zwalczające opozycję, wpływa na myśli obywateli imperium promieniowaniem emitowanym z rozstawionych wszędzie wież nadawczych. Odporne na te fale są tylko mózgi dysydentów oraz... przedstawicieli władzy. Podobny motyw wykorzystuje gra „You Are Empty” (2006 r.) rosyjskich Mandel ArtPlains i Digital Spray Studios. W alternatywnej odnodze historii, w sowieckiej Rosji 1955 r., z wciąż żywym Stalinem u władzy, potężny nadajnik ma zmienić ludzi w nadludzi. Utopijny plan stworzenia Nowego Człowieka obraca się jednak w horror – napromieniowani nieszczęśnicy mutują w monstra.

Echo lęków przed opłakanymi skutkami transformacyjnych szaleństw imperialnej Rosji, śniącej mrzonki o uformowaniu ludzkości na nowo, pobrzmiewa też w grze „Gorky 17” (1999 r.) polskiego studia Metropolis Software, w USA wydanej pod nazwą „Odium”. Na terenie byłej radzieckiej bazy wojskowej w Lubinie oddział żołnierzy NATO odkrywa przerażające efekty eksperymentów naukowych: zmutowanych w potwory ludzi, zwierzęco-owadzie hybrydy.

Im bliżej imperium zła, tym lepsze zrozumienie jego natury. Anne Applebaum w komentarzu dla „The Telegraph” domagała się niedawno ostrej reakcji na propagandowe kłamstwa Rosji w sprawie Ukrainy. I jednocześnie ostrzegła zachodnich dziennikarzy przed bezkrytycznym powtarzaniem za rosyjskimi mediami toksycznych nonsensów, którymi – w doskonalonej od czasów Stalina strategii antropofagii – władze rosyjskiego imperium próbują zmienić rzeczywistość. Autorka książek „Gułag” i „Za żelazną kurtyną. Ujarzmienie Europy Wschodniej 1944–1956” rozumie cele i metody Władimira Putina lepiej niż dziennikarze z zachodnich mediów. Ci postradziecką Rosję błędnie uważają za zagrożenie przede wszystkim tradycyjnie militarne, stosujące (trzymajmy się terminologii antropologicznej) strategię antropoemiczną: wroga wypycha się z terytorium, niedobitki izolując w getcie.

Taki jest też obraz złych Rosjan w zachodniej kulturze. Stereotyp dobrze znany z filmów, gier wideo, literatury sensacyjnej i komiksów. Ugruntowany przede wszystkim przez teksty kultury anglojęzycznej: amerykańskiej i brytyjskiej. Nie tylko z powodu jej olbrzymiej siły rażenia, ale również dlatego, że inne liczące się na politycznej mapie kraje nie były zainteresowane tego typu medialną konfrontacją.

Niemcy z powodów oczywistych – nader otwarte piętnowanie krwiożerczego imperializmu Związku Radzieckiego prowokowałoby do kłopotliwych historycznych paralel. Francuscy lewicowi intelektualiści z kolei zbyt długo byli zaczadzeni komunistyczną Rosją. A gdy sowiecki porządek świata skompromitował się do cna, i dostrzeżono to nawet nad Sekwaną, popkulturowe ataki na „złych Ruskich” zdarzały się rzadko, a jeśli już, to głównie w wadze muszej. Tę ambiwalencję uczuć oddaje choćby gra „KGB” (1992 r.) francuskiego studia Cryo Interactive, gdzie prowadząc wewnętrzne śledztwo w sprawie spisku w KGB – jako, rzecz jasna, uczciwy, zaangażowany w walkę o prawdę i sprawiedliwość czekista – gracz trafia zarówno na kanalie, jak i na bohaterów niczym z cerkiewnej ikony.

Takich oporów i dylematów w pokazywaniu palcem szwarccharakterów XX w. nie mieli ani Brytyjczycy, ani tym bardziej Amerykanie gotujący się na trzecią wojnę światową. I walczący z Sowietami co rusz na cudzej ziemi: od Korei, przez Wietnam, po Afganistan.

Lęki tamtej epoki

W takich wojennych wizjach Rosjanie byli zwykle prymitywni, fanatyczni, brzydcy, nierzadko sadystyczni lub psychopatyczni. Piękne i charyzmatyczne mogły być za to Rosjanki w charakterze szpiegów lub morderczych agentek specjalnych, vide grana przez Cate Blanchett ulubienica Stalina Irina Spalko z „Indiany Jonesa i Królestwa Kryształowej Czaszki” (2008 r.). Tym ładnym przedstawiciele „wyższej kultury Zachodu” czasami szlachetnie darowywali życie, przy okazji je uwodząc, co było najwyższą formą upokorzenia i triumfu nad wrogiem. Grana przez Angelinę Jolie bohaterka filmu „Salt” pokochała nie tylko Amerykanina, ale i american way of life. Uratowała USA i świat, zdecydowała się tropić innych uśpionych rosyjskich agentów. Scenarzysta zatem łaskawie pozwolił jej żyć.

Żadnych szans na przetrwanie nie mają wraże komunistki niegrzeszące urodą. Szpetna towarzyszka pułkownik Rosa Klebb, główna antagonistka Jamesa Bonda w „Pozdrowieniach z Rosji” (1963 r.), ginie z ręki zakochanej w 007 pięknej szyfrantki sowieckiego wywiadu Tatiany Romanowej.

 

Motyw sowieckiej agentury infiltrującej kraje Zachodu i przygotowującej grunt do ostatecznego uderzenia zyskał popularność w amerykańskiej popkulturze w latach 50., na fali antyszpiegowskiej histerii wywołanej przez senacką komisję McCarthy’ego, niemal wszędzie i w każdym widzącą komunistycznych agentów. Ofiarami makkartyzmu padli wtedy m.in.: Charlie Chaplin, David Bohm, Aaron Copland, Pete Seeger, Dashiell Hammett i Arthur Miller.

Klasycznym obrazem wyrosłym na pożywce z lęków tamtej epoki jest film „Telefon” (1977 r.), o uśpionych sowieckich agentach w USA zakonspirowanych tak perfekcyjnie, że sami nie zdają sobie sprawy, kim są. Po usłyszeniu wypowiedzianego przez telefon hasła aktywującego ukryte głęboko w umyśle pod hipnozą rozkazy, zamieniają się w gotowe na wszystko żywe roboty pozbawione własnej woli. Dziś motyw superszpiegów KGB wraca w popularnym serialu „The Americans”, w Polsce znanym jako „Zawód: Amerykanin”. To konkurencja dla pokazywanego ostatnio szpiegowskiego „Homeland”.

Imperialistyczne (post)sowieckie zło często dostaje jawną twarz. By nie rzec: kwadratową, nieprzyjemną gębę – tak aby w trosce o morale patriotycznego amerykańskiego odbiorcy łatwo było ją obić. I tak bohater „Rambo II”, próbując uwolnić zapomnianych przez świat jeńców wojny w Wietnamie, walczy m.in. z sadystycznymi wojskowymi z ZSRR. Z kolei grany również przez Sylvestra Stallone’a amerykański bokser z „Rocky IV” staje na ringu do boju z radziecką maszyną do zabijania Ivanem Drago – archetypowym złym Ruskim, bezlitosnym mocarnym tucznikiem karmionym sterydami.

Bezwzględny radziecki – lub postradziecki – imperializm to, mimo rosnącej konkurencji ze strony fundamentalistów, do dziś skuteczny straszak, który zarazem od lat kanalizuje nasze lęki. Pokonując demony w produktach popkultury, zyskujemy iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa. Czy to w „Polowaniu na »Czerwony Październik«” (1984 r.), gdzie zbuntowany litewski kapitan prototypowego ofensywnego okrętu podwodnego uprowadza go, by przekazać USA, czy w na pozór niewinnej „Grawitacji” (2013 r.). Tam z kolei na śmiertelne niebezpieczeństwo naraziły astronautów szczątki satelity, zniszczonego bezmyślnie rakietą bojową – oczywiście przez rosyjskich wojskowych.

W grach wideo Rosja jest wciąż chętnie prezentowana jako główny wróg. W strategii „World In Conflict” (2007 r.) kryzys ekonomiczny pchnął rosyjską armię do agresji na Europę w 1989 r. A w bardzo popularnej grze akcji „Call of Duty: Modern Warfare 2” (2009 r.) Rosja dokonuje inwazji na Wschodnie Wybrzeże USA.

Sami Rosjanie mają serdecznie dość prezentowania ich jako nacji bandyckiej i próbują to zmienić, tworząc gry pokazujące swój kraj z innej strony. O tym, jak bardzo im brak rzetelnego dystansu do przeszłości, świadczą tytuły tak kuriozalne jak „Death to Spies” (2007 r.) – gra prezentująca funkcjonariuszy zbrodniczej Smierszy jako bohaterów.

Ta wizerunkowa inicjatywa ma wsparcie z funduszy rządowych. Rosjanie – jako potężny rynek odbiorców gier – nie stronią od cenzury. Osadzona w realiach drugiej wojny światowej gra strategiczna „Company of Heroes II” (2013 r.), autorstwa kanadyjskiego studia Relic Enter­tainment, została w Rosji szybko wycofana ze sprzedaży, bo rzekomo przedstawiała Armię Czerwoną w niekorzystnym świetle.

W ostatnich latach stereotyp złej, zagrażającej militarnie światu Rosji zaczął słabnąć. Kwadratową szczękę Iwana zastąpiły w powszechnym odbiorze wypielęgnowane twarze moskiewskich modelek i Marii Szarapowej. A hasło „rosyjska inwazja” zaczęło kojarzyć się nie z desantem amfibii na plaże Kalifornii, ale z plagą nowobogackich na Lazurowym Wybrzeżu i wykupywaniem londyńskich mieszkań przez oligarchów. „Złych Ruskich” zaczęli wypierać z sensacyjnych filmów, powieści i gier muzułmańscy fundamentaliści. Oraz zombi.

Znak czasów: stworzona przez autorów „Operation Flashpoint” gra „ArmA II” (2009 r.), także prezentująca współczesny konflikt militarny, doczekała się nieoficjalnej przeróbki o nazwie „DayZ” (2012 r.), w której głównym zagrożeniem są nie żołnierze obcego wojska, lecz właśnie zombi – przeciwnicy idealni, bo niewzbudzający żadnych politycznych ani kulturowych kontrowersji. I gdy już wydawało się, że Rosjanie w końcu uciekają spod pręgierza, przyszły wydarzenia na Krymie. Scenarzyści filmów i gier tylko czekają, żeby zrewidować swoje plany.

Polityka 12.2014 (2950) z dnia 18.03.2014; Kultura; s. 92
Oryginalny tytuł tekstu: "Rosjanie znów w grze"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Uroda przynosi w życiu profity. Ale nie jest źródłem szczęścia

Już trzymiesięczne niemowlęta przyglądają się ładnym twarzom istotnie dłużej niż nieładnym. I niezależnie od wieku, płci i rasy pochylającej się nad nimi osoby.

Grzegorz Gustaw
26.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną