Oscar za ciszę
Michał Mutor/Polityka

„Zrobiłem czarno-biały film o potrzebie ciszy, wycofania się ze świata i kontemplacji. I oto jestem, w tym zgiełku” – mówił Paweł Pawlikowski, odbierając Oscara.

Polscy krytycy pisali o holocauście, mrocznej pamięci, antypolskiej lub antysemickiej wymowie etc. „Ida” utonęła w „Polsce” pod falą dyktowanych starymi kłótniami interpretacji. Zmylił nas historyczny kostium. To jest mniej więcej tak, jakbyśmy recenzując „Czerwonego Kapturka”, zastanawiali się nad ewolucją mody młodzieżowej albo nad rolą wilka w lesie.

Fałszywe odczytanie, wepchnięcie „Idy” w publicystyczny banał – odcięły ją od polskich widzów. To powinna być dla nas przestroga – sygnał, że czytamy nie te znaki, które znaczą, ale te, które wcześniej znaczyły. Los „Idy” w Polsce jest bardzo znaczącym znakiem, którego nie powinniśmy minąć obojętnie.

Gubienie takich znaków to problem całej współczesnej kultury zgiełku, blichtru, wrzasku. Nigdzie nie jest łatwo się w całym tym hałasie połapać. Na świecie powstała już nawet dyscyplina, która nazywa się „attention management”, czyli zarządzanie uwagą. My jeszcze nie zwróciliśmy uwagi na deficyt uwagi. Dlatego nie zauważyliśmy nie tylko znaczenia „Idy”, ale też wielu problemów, które nam doskwierają.

Teraz, kiedy już mamy na piśmie i z pewnego źródła, że „Ida” jest znakiem znaczącym i co ten znak znaczy, trzeba będzie przeżyć ją jeszcze raz. Bardzo do tego namawiam. Tych, którzy nie widzieli. I jeszcze bardziej tych, którzy widzieli, ale nie usłyszeli ciszy. Bo kto nie słyszy ciszy, ten w istocie nie usłyszy niczego. Na przykład pędzącej lokomotywy albo wybuchającej bomby. A może nasze cisze już krzyczą.

zakowski.blog.polityka.pl

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną