Najbardziej znany z twórców otwarcie popierających PiS

Jerzy Zelnik: Aktor
Znany aktor, który obecnie woli tytuł „sługa słowa”, jest jedną z najważniejszych osób PiS w kulturze. Niektórzy widzą w nim następcę Jana Klaty na fotelu dyrektora Narodowego Starego Teatru w Krakowie.
Jerzy Zelnik
Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Jerzy Zelnik

„Obserwowałem ze wzrastającym zdumieniem infantylne popisy tego pana Klaty, podobno dyrektora teatru (sic!), który kiedyś był Teatrem Starym, dumą Krakowa i Polski. (…) Pojąć nie mogę, czym kierował się były minister (podobno kultury…), powierzając panu Klacie kierownictwo Narodowej Sceny” – brzmi fragment pierwszej w życiu Jerzego Zelnika recenzji teatralnej, napisanej przez niego na fali wzburzenia po obejrzeniu najnowszej premiery Jana Klaty „Wróg ludu”. Aktor podpisał także list do ministra kultury w sprawie odwołania Klaty z funkcji dyrektora Starego Teatru.

„Faraon na czele narodowej krakowskiej placówki? Klękajcie, narody” – ironizował w odpowiedzi Klata na łamach „Gazety Wyborczej”, nawiązując do najgłośniejszej roli Jerzego Zelnika w filmie Kawalerowicza, chociaż raczej nie jest mu do śmiechu. Opublikowana w miesięczniku „WPIS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka” recenzja Zelnika kiedyś mogłaby brzmieć zabawnie, dziś – raczej złowieszczo. Kilka dni później Ministerstwo Kultury zatrudniło doradcę, którego zadaniem jest obejrzenie rejestracji wideo spektakli z repertuaru Starego Teatru i dokonanie na tej podstawie swoistego audytu artystycznego kierowanej przez Klatę sceny. Jakie mają być jego konsekwencje? Jeszcze nie wiadomo. Wiadomo za to, że bezpośrednią zwierzchniczką Klaty z ramienia ministerstwa jest Wanda Zwinogrodzka. Ta sama, która w 2014 r. na łamach „Gazety Polskiej Codziennie” odpowiadała na wywiad Klaty w „Gazecie Wyborczej”. Dyrektor Starego, zapytany, czy w Polsce mamy wojnę kulturową, mówił: „Myślę, że tak, z tym że tylko my toczymy tę wojnę na polu sztuki. Druga strona jedynie deprecjonuje naszą twórczość, próbuje zamykać nam usta”. Zwinogrodzka ripostowała: „Bo lewicowy wrzask paraliżuje jej zdolność artykulacji. Trzeba go wyciszyć, żeby w ogóle przemówić”.

Czy w Krakowie wyciszać będzie Jerzy Zelnik? Dla aktora, który na deskach Starego Teatru debiutował, byłaby to piękna klamra. Najbardziej znany z twórców otwarcie popierających partię Jarosława Kaczyńskiego deklaruje otwartość na propozycję objęcia dyrekcji teatru, ale stawia warunek: – Jestem gotów do objęcia dyrekcji teatru, gotów do boju o wyższy poziom polskiej sceny. Mam program i pomysły. Jeśli ogłoszony zostanie konkurs albo padnie propozycja, to ją rozważę. Jednak na pewno nie poza Warszawą. Tu mam dom i rodzinę, dwoje wnuków, po cichu liczę na kolejne.

W ubiegłym roku skończył 70 lat, w tym minie pół wieku od premiery „Faraona”, która zrobiła z ówczesnego 20-latka prawdziwą gwiazdę. Za świetnym początkiem nie poszedł równie dobry ciąg dalszy. Zelnik był aktorem rozpoznawalnym, także dzięki wspaniałym warunkom, wciąż jest przystojnym mężczyzną. Solidny, zawsze świetnie przygotowany, ale nie błyskotliwy, wielkich kreacji nie stworzył ani w filmie, ani w teatrze. W stanie wojennym zaczął występować w kościołach, odtąd krążenie po Polsce ze składankami wierszy i monodramami – np. z przygotowanym na 25-lecie pontyfikatu Jana Pawła II widowiskiem „Dar i tajemnica” – stanie się równoległym, a z czasem dominującym nurtem jego drogi artystycznej.

Nie zamierzał z nich zrezygnować także, gdy w latach 2005–08 był dyrektorem artystycznym Teatru Nowego w Łodzi. Jego deklaracja przeszła do historii: „Jako dyrektor będę zarabiał sześć tysięcy, ale na utrzymanie rodziny potrzebuję jeszcze dwóch. Dlatego muszę troszkę dorobić. Myślę, że dyrektor naczelny czasami w Nowym da mi wolne, żebym mógł pojechać wystąpić gdzieś z monodramem i w ten sposób dorobić na opłacenie rachunków”. Nie znalazł zrozumienia u ówczesnego prezydenta miasta, związanego z ZChN Jerzego Kropiwnickiego, znanego z tego, że miejskie teatry traktował jak własne. Prezydent narzucił dyrektorowi Zelnikowi kierownika literackiego, dyrektor Zelnik zablokował jego pomysł utworzenia przy teatrze centrum poświęconego... twórczości Jana Pawła II. „Pasjonuje mnie problematyka moralności, sumienia; chcę mieć takie pozycje w swoim teatrze. Ale co innego jeden projekt, a co innego stały profil” – tłumaczył. Trzy i pół roku dyrekcji nie przyniosło premier, które zostałyby w pamięci.

Zelnik powrócił do objazdów kościołów, występuje na festiwalach kultury chrześcijańskiej i zlotach patriotycznych, benefis obchodził na festiwalu Verba Sacra, z pasją i nienaganną polszczyzną nagrywa książki katolickie, poetyckie i patriotyczne.

Na początku XXI w. został jedną z twarzy tworzącej się Platformy Obywatelskiej. „Wydawało mi się wówczas, że to jest taki dobry, konserwatywno-liberalny w sensie gospodarczym pomysł” – wyjaśniał w „Przewodniku Katolickim”. Do PiS przekonywał się stopniowo, ostateczną iluminację przeszedł po katastrofie smoleńskiej. Dziś jest wiernym słuchaczem Radia Maryja („Kiedyś słuchaliśmy Wolnej Europy, dziś wolnego polskiego radia z Torunia”), wyznawcą tezy o zdradzie w Magdalence, indoktrynowaniu ideologią gender czy szkodliwości in vitro. W 2016 r. pokaże się w „Smoleńsku” Antoniego Krauzego, w niedużej roli Tomasza Turowskiego z ambasady RP w Moskwie. W ubiegłym roku padł ofiarą żartu Rock Radia. Na pytania, zadawane rzekomo przez kancelarię prezydenta Dudy, jakich aktorów krytykujących prezydenta należałoby według niego skierować na wcześniejszą emeryturę, podał nazwiska Olgierda Łukaszewicza i Artura Barcisia. Aktor zarzuca radiu manipulację, radiostacja zaprzecza, sprawa ma znaleźć finał w sądzie.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną