Cannes 2017: Złota Palma dla szwedzkiej satyry „The Square”
Film Rubena Östlunda podobał się nielicznym, bo budzi skrajne emocje, drażni i prowokuje.
Nagrodzona Złotą Palmą szwedzka satyra społeczna „The Square” Rubena Östlunda podobała się nielicznym
Stephane Mahe/Reuters/Forum

Nagrodzona Złotą Palmą szwedzka satyra społeczna „The Square” Rubena Östlunda podobała się nielicznym

Nagrodzona Złotą Palmą szwedzka satyra społeczna „The Square” Rubena Östlunda podobała się nielicznym. Amerykańscy krytycy uznali ją za hermetyczną i z jakiegoś punktu widzenia zbyt kontrowersyjną, co nie jest prawdą. Film, owszem, wzbudza sprzeczne opinie, a nawet skrajne emocje – ale dlatego, że stawia poprzeczkę wymagań bardzo wysoko. Nie każdy ma ochotę uczestniczyć w zabawie, której reguły nie do końca mu odpowiadają.

„The Square” drażni i prowokuje w podobny sposób co niegdyś „Słodkie życie”. Cała początkowa sekwencja budzenia się na kanapie skacowanego kuratora celebryty, na oczach którego rozgrywa się surrealistyczny demontaż pomnika jednego ze szwedzkich królów, jest inteligentnym nawiązaniem do słynnej groteskowej sceny otwierającej arcydzieło Felliniego, w której Mastroianni zmęczony po nocnej hulance obserwował unoszącą się figurę Jezusa przenoszoną helikopterem z miejsca na miejsce.

Ruben Östlund nie kopiuje mechanicznie. Bawi się cytatami, by powiedzieć coś nowego (nieprzyjemnego) o zblazowanym, artystycznym światku odżegnującym się od jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoje czyny. Mówi o kryzysie współczesnej sztuki nowoczesnym, ironicznym językiem, pokazując nieustanne balansowanie na granicy nierealności. Szukający poklasku artysta powierza swoje dzieło sprawnemu piarowcowi, który nie zastanawiania się nad etycznymi konsekwencjami i znaczeniami jego sztuki. Publiczność biorąca udział w wymyślonym happeningu gubi się, nie potrafiąc rozróżnić, co jest rzeczywistością, a co fikcją.

Druga co do ważności nagroda Grand Prix dla francuskiej produkcji „120 battements par minute” Robina Campillo nie budziła zdziwienia. Doskonale przyjęty film jest emocjonalnym portretem środowiska aktywistów Act up – Paris walczących na początku lat 90. ubiegłego wieku z obojętnością rządu oraz środków masowego przekazu, udających, że coś takiego jak epidemia AIDS nie istnieje. Świetnie zagrany z naturalistycznymi scenami gejowskiego seksu może być pokazywany jako skuteczny, wręcz modelowy przykład społecznego działania wymierzonego w establishment. Idealna recepta na rozwiązywanie problemów w naszych czasach.

Nagrody aktorskie dla Joaquina Phoenixa i Diane Kruger są całkowicie zasłużone. Phoenix świetnie poradził sobie z trudną, prawie niemą rolą mordercy do wynajęcia, niepotrafiącego psychicznie dojść do siebie po koszmarze walki w Afganistanie. Postać, którą gra, jak i cały film „You Were Never Really Here” Lynne Ramsey można odczytać jako współczesną, niesłychanie krwawą przeróbkę „Taksówkarza”. Nawiązania są czytelne, ale nie rażą. To wyśmienite kino gatunkowe, rewelacyjnie zmontowane z fantastyczną, podbijającą napięcie ścieżką dźwiękową Jonny Greenwooda.

„Aus dem nichts”, dramat sensacyjny niemieckiego Turka Fatih Akina, w którym Diane Kruger wystąpiła w roli kobiety w żałobie pragnącej pomścić śmierć swego męża i dziecka, ofiar zamachu terrorystycznego, był jednym z niewielu tytułów wprost odnoszącym się do bieżących wydarzeń politycznych. Przewrotnym, również niełatwym do przełknięcia, gdyż sprawcami ataku nie są islamscy fundamentaliści, tylko białe bojówki neofaszystów.

Za wielkich przegranych, oprócz Michaela Hanekego i Sergieja Łoźnicy, można uznać Rosjanina Andrieja Zwiagincewa. Wprawdzie jego film „Bez miłości” otrzymał Prix du Jury, ale to stanowczo za mało. Zwiagincew był uważany za faworyta. Dramat rozpadu małżeństwa, którego ofiarą pada niewinne dziecko odrzucone przez matkę, niekochane przez ojca, poruszył wszystkich. Dojrzały, spełniony film autora „Lewiatana” potwierdza jego wysoką formę i pozycję najwybitniejszego reżysera swego kraju, jak nikt potrafiącego łączyć delikatną, intymną opowieść z refleksją społeczną i głębszą metaforą.

Polacy, mimo że nie zakwalifikowali się do głównego konkursu, mocno zaznaczyli swoją obecność. Na zakończenie festiwalu pokazano „Prawdziwą historię” Romana Polańskiego, francusko-polską koprodukcję, ciepło przyjętą przez krytykę. Projekt „Sorry Polsko” Kuby Czekaja wyjechał z Cannes z tytułem najlepszego scenariusza z Europy Środkowo-Wschodniej w konkursie ScripTeast im. Krzysztofa Kieślowskiego. Aleksandra Terpińska odebrała dwie nagrody Canal+ oraz Rail d’Or za film „Najpiękniejsze Fajerwerki Ever”, którego scenariusz inspirowany był „Przypadkiem” Krzysztofa Kieślowskiego. Krótki metraż pokazywano w sekcji Semaine de la Ciritique. Dariusz Jabłoński, producent i reżyser, po raz kolejny został wybrany wiceprezesem Europejskiego Klubu Producentów (European Producers Club), głównej organizacji europejskich producentów filmowych i telewizyjnych.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną