W „Uchu prezesa” szef PiS rozgrywa swoich posłów koncertowo
W odcinku „Pełzająca dyktatura” serial skupia się już wyłącznie na politykach obozu rządzącego, wchodząc za kulisy powstawania tzw. przekazów dnia.
„Ucho prezesa”
Youtube

„Ucho prezesa”

W wielkim skrócie chodzi o to, że polityk ma mówić to, co mu partia mówić każe. Nie jest to, rzecz jasna, metoda stosowana tylko przez PiS. Stosują ją wszyscy, czego efektem są potem politycy-echa, powtarzający te same tezy, wypowiadanie w taki sam sposób, z użyciem słów kluczy. Cel to nie tylko spójność przekazu, ale i zwiększenie jego siły – w myśl zasady, że twierdzenia wypowiedziane z wielu ust stają się tym prawdziwsze.

W „Pełzającej dyktaturze” Robert Górski i pozostali twórcy serialu wyraźnie wskazują, że w PiS mózgiem stojącym za powtarzanymi mediom oświadczeniami jest Adam Bielan. Jego „tubami”, obok szeregowych posłów, są natomiast marszałek Terlecki i rzeczniczka partii Beata „Złotousta” Mazurek, tworzący duet niemalże komediowy.

Mocno obrywa się również posłowi Dominikowi Tarczyńskiemu, który nie tylko reprezentuje bierność posłów w przeklepywaniu do mikrofonów wszystkiego, co partia prześle w przekazie dnia, ale również za jego „lans” na fotki z wakacji i futra. Oraz silne parcie na szkło i… cóż, wątpliwą kulturę osobistą (słynne „won” rzucone do dziennikarza „Newsweeka”).

W „Uchu” nierozgarnięci ministrowie i rozgarnięty Prezes

Ponieważ zaś w już 24. odcinku serialu Showmaxa tak bardzo skupiono się na obozie rządzącym (po małym „skoku w bok”, gdy bohaterami była głównie opozycja z PO i Nowoczesnej), jest „Pełzająca dyktatura” okazją do zastanowienia się, jak generalnie Górski i spółka nasz rząd i jego zaplecze widzą/portretują. I tu wnioski są dosyć proste: oprócz samego Prezesa, i kilku wyjątków, jak choćby Minister Wojny (który budzi grozę), mamy do czynienia z armią ludzi w najlepszym razie niekompetentnych, a w najgorszym głupich. No, dochodzi jeszcze opcja lizusa lub kogoś ślepo posłusznego ze strachu, ogólnie dominuje jednak IQ zdecydowanie poniżej poziomu średnio rozgarniętego przedszkolaka. Znamienna jest scena, gdy Terlecki, Mazurek, Bielan i Błaszczak ze zdziwieniem odkrywają, że oni w te wszystkie powtarzane przez siebie propagandowe brednie wierzą.

Tym ciekawiej wypada więc w porównaniu Prezes, który ani razu nie dał się w „Uchu…” poznać jako ktoś „nierozgarnięty”. Wręcz przeciwnie – rozgrywa on koncertowo zarówno przeciwników, jak i własnych ludzi, najchętniej napuszczając ich na siebie i podsycając konflikty. Czy to ocieplanie wizerunku Jarosława Kaczyńskiego? Rzekłbym, że wręcz przeciwnie. Bo z głupka można się śmiać, z „prostym” i poczciwym człowiekiem można sympatyzować, tymczasem Prezesem rządzi gniew, to on jest tu źródłem wszelkich przekazów dnia i strategii, to on najlepiej zasypia przy odgłosach kłócącej się opozycji i oznajmia, że nie można zrobić kroku w tył, niezależnie od ceny. W poprzednim odcinku przecież „poczuł krew” i dlatego musiał kogoś zdymisjonować, mimo iż pierwszy kandydat do „odstrzału” uszedł z głową, znaczy ze stołkiem.

Tak więc mimo że „Pełzająca dyktatura” tematycznie skupia się na obnażaniu mechanizmów kreowania propagandowych bredni, ten odcinek najbardziej daje do myślenia w kwestii oceny całego środowiska PiS. I tylko trzeba się zastanowić, czy lepiej by było, by obóz rządzący był straszny jak Minister Wojny, czy głupi jak cała reszta?

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj