Twórcy „Ucha”: W trzecim sezonie Polska ruszy na wojnę z całym światem
Mikołaj Cieślak i Robert Górski o kolejnym sezonie „Ucha prezesa” i o tym, jak nadążyć w serialu za politykami.
„Ucho prezesa”
mat. pr.

„Ucho prezesa”

Marcin Zwierzchowski: – Wraz ze zmianą władzy na taką bardziej „zdecydowaną w działaniach” przybyło nam formatów humorystycznych: „Ucho...”, „SNL”, „Make Poland Great Again”. W USA też widać rozkwit satyry pod rządami Trumpa. Zastanawiam się, czy satyra na polityków to znak czasów, bo wiadomo, że w mediach społecznościowych humor rozchodzi się najlepiej, czy wyraz bezsilności, bo w starciu obywatela z władzą pozostaje nam tylko „atak” śmiechem.
Mikołaj Cieślak: – Generalnie śmiech jest po to, żeby rzeczywistość oswoić i ogarnąć, ale wydaje mi się, że jeszcze zarówno w Stanach, jak i u nas jest możliwość zmiany rządu i prezydenta w wyborach, więc raczej powinniśmy z tego korzystać. A jak się źle głosuje, no to potem pojawia się ten wyraz bezsilności – i do kogo mają mieć pretensje Amerykanie, skoro sami sobie Trumpa wybrali, a w Polsce został wybrany taki rząd? Przecież to nie zostało narzucone.

Śmiech jest właśnie po to, żeby tę rzeczywistość, która się podoba mniej lub bardziej, oswoić. Taką właśnie chyba funkcję pełni „Ucho”. Jest odejściem od ciężkiej polityki newsowej. To przetworzenie i interpretacja tego, co się dzieje, choć być może u nas czasem jest to bardziej dojmujące.

Co ma w widzu pozostać po seansie kolejnego „Ucha...”? Tylko to, żeby dobrze się bawił, czy ma jednak myśleć nad treścią i skrytą pod żartami prawdą? W skrócie: chcecie bawić czy bawiąc, uczyć?
MC: – Idealna satyra i bawi, i uczy, ale oczywiście w różnych proporcjach. Podobno drugi sezon był trochę mniej śmieszny i bardziej refleksyjny, bardziej serio w niektórych momentach. Ale najlepszą rzeczą jest pomieszanie. Jeżeli coś jest śmieszne i poważne albo zabawne i trochę przerażające, to wtedy jest to najlepsze połączenie, bo najgorsza jest monotonia i tego chcemy w „Uchu” uniknąć. Dlatego robimy taki wybuchowy miks. To jest siłą „Ucha” – z jednej strony można zobaczyć coś poważnego, z drugiej pożartować z tego, co zwykle jest zbyt poważne.

Czy satyra polityczna powinna być neutralna? Bić we wszystkie opcje po równo czy odzwierciedlać poglądy twórców? Na przykład John Oliver czy Stephen Colbert są otwarcie przeciw Trumpowi.
MC: – Satyra powinna być niezależna. Jeśli ktoś ma jakieś prywatne poglądy, to OK, ale satyra robiona publicznie powinna być niezależna od poglądów i powinna we wszystkich „bić” po równo. Oczywiście trzeba te proporcje zachować – najbardziej powinna dostać partia rządząca albo osoba rządząca w danym momencie, bo to oni są najbardziej odpowiedzialni. I to się odnosi do każdej władzy, niezależnie od tego, czy rządzi Obama czy Trump.

Władza, która sama się podkłada i wystawia do ciosu „kolorowymi” postaciami w rządzie – jak nasz obecny obóz rządzący czy wspominany Trump – to dla was mniejsze czy większe wyzwanie niż obśmiewanie rządu Tuska? Czy satyrycy wolą mieć polityków przeciętnych, z klasycznymi przywarami, czy barwnych i aktywnych?
MC: – Dla satyryków oczywiście skarbem jest taki Trump czy niektóre postaci polskiej sceny politycznej, bo są wyraziste. Jeśli ktoś jest mniej wyrazisty, to siłą rzeczy ciężej się do niego „przyczepić”. Co oczywiście nie znaczy, że się nie da. To też kwestia pewnego podejścia. Niedobrze np. wychodzić z założenia, że nie wolno śmiać się z władzy, którą się popiera. To jest koniec dla satyryka. Takich przypadków mamy trochę. Barwne i aktywne postaci są inspiracją. Nie wiem, czy to jest dobre dla kraju, ale dla satyryków na pewno.

Dynamika zmian w rządzie jest dosyć duża, odchodzą nie tylko ministrowie, ale i premierzy. Jak „Ucho...” stara się na to reagować? Z jakim wyprzedzeniem pisane są odcinki? Zwłaszcza w drugim sezonie wydawało się, że program pozostawał wiecznie w tyle do wydarzeń z Nowowiejskiej i Wiejskiej.
Robert Górski: – Ciężko wszystko to dogonić, bo dynamika zmian jest niezwykła, więc nie będziemy się na tej rekonstrukcji jakoś specjalnie skupiać. Było i minęło, już wszyscy zdążyli o tym zapomnieć. W trzecim sezonie będziemy myśleć raczej o przyszłości, starając się wyprzedzić rzeczywistość i przewidywać, co się stanie, bo rzeczywiście czasami bolesny jest ten rozdźwięk czasowy między nakręceniem odcinka a jego emisją, a sytuacja w Polsce jest tak dynamiczna i szybka, tak szybko wszystko się zmienia, że niekiedy może powstać wrażenie, że opisujemy coś, co już zostało na wszystkie sposoby omówione i przedyskutowane. Więc skwitujemy rekonstrukcję rządów bardzo krótko i skupimy się na odbudowie wizerunku na arenie międzynarodowej, bo zdaje się, że wojna Polski ze światem wybuchła jakiś czas temu i trochę potrwa.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj