Polacy postawieni w złym świetle w serialu „Homeland”
Kiedy w „Homeland” Polska została wymieniona obok Filipin, Nikaragui czy Węgier jako kraj zagrożonej demokracji, wielu widzów bardzo się oburzyło.
mat. pr.

Polacy nie lubią, kiedy mówi się o nich w negatywnym kontekście. A kiedy mówi się o nich źle w zachodnich serialach, potrafią się naprawdę zdenerwować. Nic więc dziwnego, że gdy w „Homeland” Polska zostaje wymieniona obok Filipin, Nikaragui czy Węgier jako kraj zagrożonej demokracji, wielu widzów bardzo się oburzyło.

Kto krytykuje Polskę w „Homeland”?

W przywołanym fragmencie serialu „Homeland”, który niejednokrotnie nawiązywał do sytuacji politycznej w Stanach i na świecie, prezydent Elizabeth Keane wygłasza mowę o upadku światowej demokracji. Mówi coś, co wiedzą wszyscy obserwatorzy przemian politycznych na świecie. Keane zaczyna od problemów z demokracją w USA. Nie jest to więc pouczenie – jak to Stany zwykły robić – ale raczej bolesna diagnoza, która nikogo nie oszczędza.

Polscy widzowie nie chcą być stawiani w tym samym rzędzie co Nikaragua, w której zamieszki doprowadziły m.in. do śmierci relacjonującego je dziennikarza, czy Filipiny, gdzie każdego dnia łamane są prawa człowieka. Ale jeśli wysłuchamy tego fragmentu uważnie, dostrzeżemy, że twórcy serialu nie zrównują wydarzeń w tych krajach, ale pokazują, jak niedemokratyczne mechanizmy rozpraszają się na całym świecie. Odejście od demokracji następuje nie rewolucyjnie, ale mimochodem. I jak słusznie zauważa telewizyjna pani prezydent, nikt nam w tym nie musi pomagać, nikt nie musi zbrojnie przejmować władzy. System rozkłada się od środka.

Dlaczego akurat Polska?

Polacy mogą być zdziwieni, że scenarzyści serialu „Homeland” wybrali akurat nas. Być może wielu widzom znad Wisły wydaje się, że Zachodowi nic do tego, co dzieje się w naszym kraju. Być może część żyje w przekonaniu, że wewnętrzne spory nie wychodzą poza nasze podwórko. Że możemy mieć wielkie demonstracje przed sądami, o których nikt poza Polską się nie dowie.

Ta jedna serialowa linijka to pewien sygnał – zwłaszcza dla strony rządowej, która chyba wolałaby, żeby to, co dzieje się w Polsce, pozostało w lokalnych wydaniach wiadomości. Ale nie ma żadnej takiej wspaniałej piarowej sztuczki, która by zakryła polskie napięcia i niepokoje.

Żaden naród nie lubi, kiedy mówi się o nim źle. Nikt też nie chce być wymieniany jednym tchem obok krajów, w których demokracja jest dużo bardziej zdestabilizowana. Ale odpowiedzią na taką opinię o Polsce nie jest powoływanie kolejnej fundacji czy pozywanie twórców serialu. Jedyną skuteczną odpowiedzią jest przestrzeganie zasad demokratycznego państwa prawa.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj