Alain Mabanckou o pisaniu, które ma służyć pamiętaniu

Dżinsowe słowa
Pisarz Alain Mabanckou o kongijskiej nostalgii za czasami komunizmu i o pisaniu, które ma służyć pamiętaniu.
Alain Mabanckou
Marcin Kaliński/PAP

Alain Mabanckou

„Moja mama była analfabetką, mój ojciec przynosił do domu książki, żebym to ja im czytał”.
MEGA/Forum

„Moja mama była analfabetką, mój ojciec przynosił do domu książki, żebym to ja im czytał”.

JUSTYNA SOBOLEWSKA: – „Kielonek” – założę się, że w żadnym języku pańska powieść „Verre cassé” (po angielsku „Broken Glass”) nie ma tak dobrego tytułu, jak w polskim przekładzie Jacka Giszczaka!
ALAIN MABANCKOU: – Cieszę się, że to dobrze brzmi. Czytelnicy myślą, że to ja tak piszę, a to dobry przekład. Polska jest jednym z krajów, w których przetłumaczono najwięcej moich książek. Kiedy piszę, słowa są francuskie, ale melodia kongijska, rytm jest kongijski. I ta pierwotna muzyka języka kongijskiego nadaje ciepło francuskim zdaniom.

Zanim nauczył się pan francuskiego, znał pan przynajmniej pięć języków kongijskich.
Mówię w pięciu językach kongijskich, po kreolsku i po rosyjsku. Uwielbiam języki. Rosyjski mieliśmy w szkole, ponieważ była to republika socjalistyczna i utrzymywaliśmy kontakty z całym blokiem socjalistycznym, z Polską i Jugosławią też. Opowiedziałem o tym m.in. w książce „Jutro skończę 20 lat”.

Czy w Kongu zauważa się nostalgię za komunizmem?
Tak, to jest normalne zjawisko, dawne czasy zawsze wydają się lepsze, szkoła była za darmo i dyscyplina większa. Można nawet żałować niewolnictwa, które miało dobre strony. Nasz komunizm był systemem, który odmawiał człowiekowi indywidualności na korzyść grupy, teraz jest odwrotnie. Wtedy mieliśmy wrażenie, że to jest język, który nas uwolni od kapitalizmu, mieliśmy zaufanie, dzieliliśmy wszystko po równo, ale niestety komunizm pociągnął za sobą dyktaturę, przyniósł zniszczenia. Zastanawiam się, czy problemem Afryki nie jest też to, że poznała komunizm. Mogliśmy mieć naszą własną politykę afrykańską na bazie naszych tradycji, naszego spojrzenia na świat. Niestety, Afryka zawsze była sceną, na której Europa wypróbowywała swoje ideologie. Marksizm i leninizm były sprawdzane na naszym kkontynencie. W ten sposób nigdy nie znaliśmy Afryki, która myśli sama. I to jest dziś zadanie literatury, przez literaturę mamy możliwość, żeby wypowiedzieć nasze własne doświadczenie.

Prezydent Emmanuel Macron przedstawił niedawno międzynarodową strategię Francji w sprawie języka francuskiego i wielojęzyczności, mnóstwo pieniędzy przeznaczył na promocję języka francuskiego. Zaprosił pana do współpracy przy tym projekcie frankofonii, ale pan odmówił.
Odmówiłem z kilku powodów. Po pierwsze, nie mogę myśleć o frankofonii, kiedy ciągle istnieją dyktatury w Afryce. Francja hołduje myśli kolonialnej, frankofonia jest ukrytym sposobem myślenia kolonialnego. We Francji podział jest aż nazbyt wyraźny – są pisarze francuscy i frankofońscy. Ci pierwsi wyrośli w kulturze europejskiej, drudzy pochodzą zwykle z dawnych kolonii. I nie ma znaczenia, że francuskim posługują się równie biegle – zawsze będą w oddzielnej szufladce. To rodzaj dyskryminacji w obrębie literatury. Ja proponuję mówić po prostu o literaturze w języku francuskim, myślę, że pan Macron używa projektu frankofonii dla własnej reklamy. Odmówiłem, bo nie chciałem, żeby młodzi ludzie z Afryki stracili do mnie zaufanie. Ale nie jestem wcale wrogiem Francji, jestem nieprzyjacielem polityki, którą Francja prowadzi w sprawie frankofonii, ponieważ jest paternalistyczna, kolonialna, przestarzała i pokazuje Francję, która nigdy nie uregulowała swoich historycznych problemów z Afryką. Rolą pisarzy z Afryki nie jest ratowanie języka francuskiego, który ma się dobrze, ale ocalenie ginących języków afrykańskich. Ludzie z Afryki już uratowali Francję podczas wojen.

Czy w tych ginących językach powstaje literatura?
W wielu językach Afryki istnieje już literatura. Problemem jest wydanie i dystrybucja książek oraz polityka kulturalna. Ludzie z Afryki nie mają zaufania do własnego języka. Mają kompleksy. Języki europejskie są o wiele ważniejsze. Dlatego projekt frankofonii powinien dotyczyć języków afrykańskich. Chodzi o to, żeby powstawały wydawnictwa, które mogłyby wydawać książki w tych językach.

Język francuski ma się dobrze dzięki pisarzom z Afryki, którzy go odświeżają. Bohaterką pana książek często jest sama gramatyka francuska.
Jestem niegrzeczny w stosunku do języka francuskiego, nie lubię zdań zbyt prostych i przejrzystych, lubię, kiedy moje frazy przypominają dżinsy z dziurami. My, pisarze z Afryki, odnawiamy język, nadajemy mu inny rytm, styl, nawet akcent. Struktury literackiego francuskiego są sformalizowane, klasyczne, a my rozsadzamy je od środka. Francuski by się zestarzał, a tak znów staje się żywy, elastyczny, gotowy do zmiany. Może dla języka francuskiego to wchłanianie innych rytmów jest jedynym sposobem przetrwania? Inne języki, na przykład polski, nie mają tego szczęścia, nie mają dopływów, a Francja nie zdaje sobie sprawy z tego, jakim prezentem dla języka jesteśmy.

Co się pojawia podczas pisania najpierw: postacie, historia, rytm?
Najpierw pojawia się dźwięk, słyszę frazę i to tworzy rytm, nie mam historii, ona się odkrywa z czasem, pojawiają się postacie. Nie mam planu, dopiero z melodii wyłania się cała historia.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną