„Gra o tron” wraca po raz ósmy. Czego się spodziewać?
Zwiastun ostatniego sezonu „Gry o tron” został wyświetlony w sieci ponad 39 mln razy. Wbrew pozorom sporo się można z niego dowiedzieć. Uwaga: spojlery!
„Gra o tron” wraca po raz ósmy.
mat. pr.

„Gra o tron” wraca po raz ósmy.

O tym, że w internecie ukazał się zwiastun ostatniego sezonu „Gry o tron”, nie trzeba chyba nikogo informować. W ciągu czterech dni tylko na oficjalnym kanale HBO na YouTube został on wyświetlony ponad 39 mln razy. Czego dowiadujemy się z tej dwuminutowej zapowiedzi? Wbrew pozorom całkiem sporo, o czym spróbuję was przekonać. Uprzedzam, że tekst zawiera spojlery oraz moje teorie, które mogą, ale nie muszą okazać się prawdziwe.

Zwiastun rozpoczyna się ukazaniem wystraszonej Aryi Stark, co nie może umknąć uwadze, bo przerażenie nie wkrada się na jej twarz zbyt często. Moim zdaniem ten fragment może pochodzić z odcinka, w którym rozgrywa się walka o Winterfell. Młoda, wytrenowana niedawno na zabójczynię dziewczyna najwidoczniej przeceniła swoje możliwości i nieźle oberwała, o czym świadczy rana na jej czole. Zgaduję, że stanęła oko w oko z Białym Wędrowcem i przegrała to starcie. Generalnie wszystko, co widzimy w zwiastunie zapowiadającym finałowe sześć odcinków, to przygotowania do ostatecznego starcia ludzi z Wędrowcami. Żywi kontra umarli. Sir Davos przechadzający się po murze zamku pomiędzy stojącymi w gotowości łucznikami czy Lord Varis chowający się w podziemiach z kobietami i dziećmi – czekają na pierwszą falę uderzeniową.

Czytaj także: Co oglądać i czytać, czekając na ostatni sezon „Gry o tron”

Złota Kompania nadchodzi

W siódmym sezonie Cersei wspomniała, że wysłała Eurona Greyjoy do Essos po Złotą Kompanię, która ma jej pomóc w walce z Daenerys. Specjalnie na ten cel zaciągnęła przecież niemałą pożyczkę w Żelaznym Banku Braavos. Jak widać, misja się powiodła. Statki są wypełnione żołnierzami w złotych zbrojach. Przemierzają morze i najprawdopodobniej widać je już z murów Królewskiej Przystani, co by tłumaczyło uśmiech na twarzy Cersei. Zyskuje niezawodnych sprzymierzeńców w swojej walce z Daenerys. Ci żołnierze są znani z tego, że nigdy nie zrywają kontraktu, który podpisali. Ich maksyma brzmi: „Nasze słowo jest tak cenne jak złoto”. Nie spodziewam się, że staną naprzeciw umarłych, by walczyć o Winterfell, raczej będą starali się przeczekać wojnę i rzucą się na tych, którzy ocaleją.

Jestem przekonany, że całą skomplikowaną historię Złotej Kompanii poznamy dopiero w serialowym prequelu do „Gry o tron”, nad którym HBO rozpoczęło już prace.

Czytaj także: Jak miasta zarabiają na „Grze o tron” i innych słynnych produkcjach

Starkowie znowu razem

Jon Snow i Daenerys wspólnie docierają do Winterfellu, gdzie wita ich Sansa. Zresztą najpierw jej oczom ukazują się smoki: Drogon i Rhaegal. Wszyscy czekali na ten moment od dawna. Przyszywany brat w końcu stanie u boku swojej ukochanej siostry, która w czasie ich rozłąki przeszła niewyobrażalne piekło. Szkoda, że okoliczności tego spotkania nie będą radosne. Wszyscy wiemy, kto się zbliża, i że Winterfell tego nie wytrzyma. Zresztą kilka fragmentów ze zwiastuna nam to zapowiada. Zamek spłonie. To przesądzone. Mówią o tym przepowiednie znane z poprzednich sezonów. Pytanie tylko, kto przeżyje tę bitwę. Na polu walki zobaczymy wszystkich. Od Jona poprzez Podricka po takie postaci jak Jaime, który zapowiedział, że będzie bronił Winterfellu u boku Brienne. Zresztą Lannister miał już taką wizję w „Nawałnicy mieczy” i jak widać – ziściła się.

Bitwa o Winterfell ma być największą, jaką kino i telewizja kiedykolwiek widziały, przebijając nawet te znane z „Władcy Pierścieni”, za które również odpowiadał reżyser Miguel Sapochnik (w poprzednich sezonach zrealizował chociażby Wojnę Bękartów). Ta, którą zobaczymy w ósmym sezonie, ma przyćmić poprzednie. Specjalnie dla niej zbudowano nie tylko Winterfell, ale także jego otoczenie. Zdjęcia samej sekwencji trwały 11 tygodni, a ekipa kręciła tylko nocą. Podobno dziennie każdy z aktorów przechodził ok. 20 km w pełnym rynsztunku. Zdradzę, że byłem na planie i poruszanie się w tym błocie po kostki do najłatwiejszych nie należy. Mogę sobie wyobrazić, że zmęczenie, złość i ból widziane na twarzach aktorów są prawdziwe.

Czytaj także: „Gra o tron”, serial tak naprawdę lepszy od książek

Kto zasiądzie na Żelaznym Tronie?

Ze zwiastuna nie da się tego wywnioskować. Nawet nie wiadomo, kto przeżyje, a kto nie. Jeśli miałbym obstawiać, to powiedziałbym, że życie na pewno straci Jaime Lannister. Nie mam żadnych dowodów popierających tę tezę, to po prostu przeczucie. Sam George R.R. Martin nie ma zielonego pojęcia, kto finalnie zasiądzie na Żelaznym Tronie, bo autorzy scenariusza wymyślili własne zakończenie. Więc i ja nie będę próbował zgadywać.

Cieszę się, że HBO postanowiło zmniejszyć liczbę odcinków do sześciu, zwiększając tym samym budżet każdego z nich, bo to oznacza, że dostaniemy epickie zakończenie, na jakie ten serial zasługuje. I nie oszukujmy się: ktokolwiek zwycięży, to zawsze część fanów będzie zawiedziona. Jak powiedział mi Kit Harington: – Nie ma takiego rozwiązania, które by wszystkich usatysfakcjonowało. Niewątpliwie ma rację. Co nie zmienia faktu, że ten finał jest obecnie najbardziej oczekiwanym wydarzeniem w telewizji, a jego oglądalność pobije wszelkie rekordy. Tego akurat jestem bardziej niż pewien.

Czytaj także: Wojny dronów i znikające scenariusze, czyli kręcą „Grę o tron”

***

Dawid Muszyński jest redaktorem naczelnym serwisu naEKRANIE.pl.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj