Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Europejskie Fabryki Snów. Tu teraz kręcą popularne filmy i seriale

Kadr z serialu „The Ark” Kadr z serialu „The Ark” mat. pr.
Budapeszt, Sofia czy Belgrad mało komu kojarzą się z amerykańskimi superprodukcjami. A jednak to europejskie miasta coraz częściej wygrywają wyścig o to, gdzie będą kręcone kolejne wielkie hity. Serial „The Ark” przeciera tu nowe szlaki.

Słynny znak „Hollywood” stoi dokładnie tam, gdzie stał – w Los Angeles, domie kina, Fabryce Snów. Tylko czy w tym domu wciąż jest tak tłoczno jak kiedyś? Czy fabryka pracuje na największych obrotach? Odpowiedź jest złożona.

Rzecz jasna to nie tak, że wszyscy amerykańscy filmowcy kręcili w Hollywood. Chodzi bardziej o symbol, częściej siedziby wielkich studiów. Przecież „Gwiezdne wojny”, „Obcy”, „Lśnienie” czy „Mroczny rycerz” powstawali w podlondyńskich Pinewood Studios.

Budapeszt: nowa stolica kina i serialu

Niemniej w XXI w. nastąpiło pewne zachwianie równowagi – zaczął Peter Jackson, który na potrzeby „Władcy pierścieni” stworzył w Nowej Zelandii całe zaplecze potrzebne do produkcji największych blockbusterów i do dziś w Wellington kręci się takie hity jak choćby „Avatar: Istota wody”. Dużą popularnością, zwłaszcza w przypadku zdjęć w mieście, cieszy się wciąż czeska Praga.

Prawdziwą karierę zrobił jednak Budapeszt, stolica Węgier, dziś jedno z najważniejszych miejsc na filmowej i serialowej mapie świata. Tam powstawały choćby „Blade Runner 2049” czy „Diuna” w reżyserii Denisa Villeneuve’a, „Marsjanin” Ridleya Scotta oraz seriale „Cień i kość”, „Moon Knight”, „Alienista” czy „Wiedźmin”.

Przy okazji premiery pierwszego sezonu adaptacji przygód Geralta z Rivii Tomek Bagiński wyjaśniał, dlaczego do Polski ekipa wpadła tylko na dwa dni zdjęciowe: „W przypadku »Wiedźmina« sytuacja była prosta – w Polsce nie ma tak dużych studiów. Potrzeba takich z prawdziwego zdarzenia. W Polsce jest trochę przyzwoitych hal zdjęciowych, ale nic w tej skali jak na Węgrzech”.

A gdzie są odpowiednie studia? Choćby w Sofii. Znów Bagiński: „(...) studio Boyana, w którym kręcimy »Kierunek: Noc«, jest mniejsze niż studia węgierskie, ale i tak znacznie większe niż to, co jest dostępne w Polsce. Takie studia dają znacznie większą elastyczność, jeżeli chodzi o możliwości kręcenia”. Stolica Bułgarii wprawdzie nie dorównuje jeszcze Budapesztowi, ale już może się pochwalić m.in. serią „Niezniszczalni”, serialem „Rzym”, filmem „Bodyguard Zawodowiec” czy „Conanem Barbarzyńcą” z Jasonem Momoą.

Tomek Bagiński dla „Polityki”: Seriale przeżywają renesans

Sofia przeciera szlak

Można zapytać: tylko co z tego mają te miasta, poza możliwością przechwałek? I będzie to zasadne, bo tym, czym często kuszeni są najwięksi gracze w świecie filmu, są preferencyjne stopy podatkowe, rabaty czy dopłaty, a także niższe koszty ludzkie niż w Stanach czy Wielkiej Brytanii. Wprawdzie często takie ulgi wiążą się z koniecznością np. zatrudniania lokalnej ekipy, nawet na okazjonalnych zdjęciach wyjazdowych (dlatego gdy „Wiedźmin” odwiedził Polskę, towarzyszyła mu węgierska ekipa), niekoniecznie przekłada się to natomiast na miejscowy przemysł filmowy. Węgierskie kino, choć od lat gości u siebie największe światowe produkcje, niespecjalnie urosło w siłę.

Belgrad idzie inną ścieżką. Zlokalizowane pod stolicą Serbii studia PFI, czyli Pink Film Studios, to potężny kompleks, większy niż choćby niezwykle popularne studio w Toronto czy Boyana z Sofii. Jest tu nawet tzw. The Well, czyli studio zbudowane za pomocą ścian ekranów LED, umożliwiające prace na wirtualnych planach filmowych, gdzie scenografię w większości zastępują obrazy generowane na ścianie ekranów. Technologię rozsławił kręcony z jej pomocą serial „The Mandalorian” (Disney+).

PFI walczy o to, by stać się domem dla jak największych hollywoodzkich produkcji. Duża w tym zasługa producenta Jonathana Englisha (firma Marvel Fresh. Nieśmiertelny Hulk, tom 3), który w biznesie pracuje już ćwierć wieku, 12 lat mieszkał w Los Angeles, a ostatnie pięć w Belgradzie. To dzięki niemu w Serbii kręcono m.in. trzy sezony „Outpost”, serial „SEAL Team” czy filmy „The Deal” oraz „Machine” z Markiem Hamillem, a częściowo też „Glass Onion” z serii „Na noże”.

Pink Film StudiosMarcin Zwierzchowski/PolitykaPink Film Studios

„The Ark” w Serbii od początku do końca

„The Ark” to pierwszy przypadek, gdy amerykański serial powstaje od zera, od pierwszego sezonu, właśnie w Serbii. Więcej: serbscy aktorzy i aktorki grają tu jedne z głównych ról. English chwali się również, że z Serbii pochodzą wszyscy szefowie działów, edytorzy, operatorzy i 100 proc. ekipy technicznej. Również postprodukcja odbywa się lokalnie, podobnie na miejscu tworzone są elementy scenografii czy gadżety. „The Ark” to efekt pracy ponad 200 osób na dziesięciu stałych planach i kilku zmiennych. Showrunnerem jest z kolei Dean Devlin, przede wszystkim scenarzysta takich blockbusterów jak „Uniwersalny żołnierz”, „Dzień Niepodległości” czy „Gwiezdne wrota”.

To spora zmiana jakościowa, jeśli chodzi o podejście: Hollywood korzysta nie tylko z niskich kosztów pracy techników czy rabatów z serbskiego ministerstwa kultury (do 30 proc. budżetu), ale oferuje lokalnej ekipie również najwyższe posady.

Jonathan English liczy na to, że uda się odbudować potęgę filmową Serbii sprzed lat, gdy jeszcze w czasach Jugosławii kręcono tu m.in. „Komandosów z Navarony” z Harrisonem Fordem czy „Złoto dla zuchwałych” z Clintem Eastwoodem.

To ambitny cel, a sukces Budapesztu pokazuje, jak bardzo – tam wciąż Hollywood zachowuje się jak bogacz wynajmujący tanią siłę roboczą i sprzęt, najbardziej prestiżowe posady trzymający jednak przy sobie.

Polska: plan filmowy?

Nasuwa się pytanie, gdzie w tym wszystkim może odnaleźć się Polska. Na chwilę obecną, jak zauważył Tomek Bagiński, jesteśmy daleko w tyle za konkurencją, jeżeli chodzi o zaplecze techniczne. Z drugiej strony trudno o kraj z lepszym wyborem różnorodnych lokacji, od morza po góry. Wydaje się też, że sporą szansą są rozwijające się kariery reżyserek i reżyserów, operatorów itd., którzy dzięki swojej pozycji mogą przyciągać do Polski coraz większe i coraz bardziej prestiżowe produkcje. Chwilowo to jednak chyba plan nawet ambitniejszy niż marzenie Jonathana Englisha.

Serial „The Ark” w Polsce zadebiutuje 12 kwietnia o godz. 23 na kanale SCI FI.

Czytaj też: Kaskaderzy znów kasowi, kino akcji znów na fali

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Historia

Czarna legenda marszałka Pétaina. We Francji to nadal bolesna i otwarta rana

Proces o zdradę stanu nie zawsze kończy sprawę, czasem na pokolenia zostaje otwarta narodowa rana. Przykładem skazanie marszałka Philippe’a Pétaina za kolaborację z Hitlerem.

Adam Krzemiński
27.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną