Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kultura

Gdy Beyoncé podnosi inflację. I inne katastrofy na letnich festiwalach

Do powtarzanej coraz częściej opinii, że na festiwalach tanio już było, należałoby teraz – w świetle przywołanych przykładów – dodać jeszcze jedno: bezpiecznie już było. Do powtarzanej coraz częściej opinii, że na festiwalach tanio już było, należałoby teraz – w świetle przywołanych przykładów – dodać jeszcze jedno: bezpiecznie już było. Hanny Naibaho / Unsplash
W podsumowaniach letniego sezonu festiwali i koncertów zwykle pisze się o frekwencji, wizytach globalnych gwiazd czy nowinkach organizacyjnych. Do tej standardowej listy trzeba dodać nowy element – katastrofy. Pogodowe, choć nie tylko.

Wał Tymona

Przeżyłem to w 2015 r. podczas festiwalu w Jarocinie. Stałem akurat (razem z Mirosławem Pęczakiem z „Polityki”) w kulisach sceny, gdy trwał koncert zespołu Tymon&Transistors. Nagle zaczęło niepokojąco mocno wiać. Widoczna na niebie chmura przybrała kształt taranu. Dalsze wypadki potoczyły się błyskawicznie. Najpierw w powietrze pofrunęły knajpiane parasole, po nich zerwały się reklamowe banery. Gdy wichura zaczęła gwałtownie przesuwać sceniczne wzmacniacze, koncert trzeba było przerwać. Pół godziny później teren festiwalowy przypominał zlane deszczem pobojowisko. Niektórzy próbowali żartować, że była to kara za wybryki Tymona. W rzeczywistości dotknął nas wał szkwałowy. I choć lęk przed żywiołem pamiętam do dzisiaj, to szybko się okazało, że zarówno organizatorzy, jak i uczestnicy oraz artyści plenerowych imprez muszą przyzwyczajać się do zjawisk, jakich nikt wcześniej nie brał pod uwagę.

Oto w ostatnią sobotę sierpnia, tuż przed godz. 23, przerwano finałowy koncert Męskiego Grania odbywający się tradycyjnie już w Żywcu. Swój występ miała właśnie rozpocząć Męskie Granie Orkiestra 2023 (w składzie Igo, Mrozu i Vito Bambino), gdy organizatorzy podjęli decyzję o zakończeniu imprezy. Powodem była szalejąca burza. „Wasze bezpieczeństwo jest dla nas najważniejsze. Do zobaczenia za rok”, brzmiał komunikat. W mijającym sezonie nie była to jedyna tego typu sytuacja.

3 sierpnia, w trakcie Pol’and’Rock Festival na lotnisku Czaplinek-Broczyno, doszło do gwałtownej i silnej wichury. W jej wyniku na uczestników przewróciła się metalowa konstrukcja, raniąc trzy osoby. Jeszcze więcej pecha – o ile możliwa jest tutaj jakaś gradacja – mieli organizatorzy Rock Reggae Festival w małopolskich Brzeszczach. Imprezę ledwo co reaktywowaną w ubiegłym roku po ośmiu latach przerwy musieli bowiem nagle przerwać. Nocą z 26 na 27 sierpnia podczas nasilającej się burzy i ulewy zdecydowano o ewakuacji uczestników. „Kończymy festiwal i się ewakuujemy. Słuchajcie służb”, taka była ostatnia wiadomość ze strony ekipy organizacyjnej.

Rok wcześniej, 1 lipca, doszło do ewakuacji publiczności zgromadzonej na Open’er Festivalu. Telebimy i głośniki nadały wówczas komunikat z prośbą o zachowanie spokoju i skierowanie się do najbliższego wyjścia. Powodem były przechodzące przez Pomorze burze, którym towarzyszyły bardzo silne porywy wiatru i ulewy. Jak się okazało, po kilku godzinach ewakuację odwołano. Aktualizacje rozsyłano za pośrednictwem festiwalowej aplikacji i poprzez media społecznościowe. Festiwal wznowiono, ale część ważnych koncertów, np. występ Dua Lipa, miała się już nie odbyć.

Tego rodzaju wypadki są zjawiskiem globalnym. Pearl Jam odwołał swój ubiegłoroczny koncert w Wiedniu, tłumacząc, że wokalista Eddie Vedder w czasie występu w Paryżu „uszkodził gardło”. Powodem był kurz i dym z trwających w okolicy pożarów. W Teksasie rekordowe upały zmusiły Austin Symphony Orchestra do odwołania serii plenerowych koncertów. Bob Brookman, dyrektor artystyczny festiwalu w Adelajdzie, mówił w „Guardianie”, że ochrona plenerowych festiwali przed zmianami klimatycznymi nie jest czymś, co dzieje się z dnia na dzień. „Festiwale przez lata zmagały się ze wszystkimi rodzajami pogody, ale teraz coraz częściej mamy do czynienia z sytuacjami niedającymi się przewidzieć”.

Laneway, inny australijski festiwal odbywający się w stolicy kraju, przez lata wypracował szereg środków mających pomóc w radzeniu sobie z ekstremalnymi upałami. Organizator zapewnia zatem bezpłatne krany z pitną wodą, zacienione miejsca do odpoczynku, zraszacze oraz system stałego informowania o stanie pogody. A dla pracowników obsługi przygotowuje specjalną odzież, chroniącą przed działaniem promieni słonecznych. Warto podglądać takie rozwiązania, nawet jeśli są – na razie – na antypodach tego, co dominuje u nas, gdzie ceny butelkowanej wody sprzedawanej na dużych imprezach osiągają absurdalne poziomy. Ciekawych pomysłów jest więcej: opera w Santa Fe inwestuje w energię słoneczną, Hudson Valley Shakespeare Festival sadzi kwietne łąki, a Oregon Shakespeare Festival korzysta tylko z pojazdów elektrycznych. Wróćmy jednak do głównego wątku.

Czytaj też: Kobiety na plakaty! Dlaczego na scenach wciąż rządzą mężczyźni?

Wszystkie rodzaje trzęsień

Przed jeszcze innym wyzwaniem stanęli organizatorzy tegorocznej, czerwcowej edycji festiwalu Bonnaroo, który od 2002 r. odbywa się na terenie Great Stage Park w amerykańskim stanie Tennessee. Na trwającej cztery dni imprezie pojawili się m.in. Kendrick Lamar, Foo Fighters, Sheryl Crow czy Pixies. Media zainteresował jednak nie tyle line-up, ile raczej pewien problem technologiczny. Jaki? Firma Apple wprowadziła właśnie innowację, narzędzie mające służyć ratowaniu życia. Funkcja wykrywania wypadków dostępna była w iPhone’ach 14 i nowych modelach zegarka Apple Watch. Aplikacja została tak zaprojektowana, że rozpoznaje wypadek na podstawie gwałtownych przyspieszeń i opóźnień, wykrywanych dzięki danym z akcelerometru oraz żyroskopu. Po czym, w razie zagrożenia, automatycznie dzwoni na numer alarmowy 911. Tych „przyspieszeń i opóźnień” musiało być w trakcie poszczególnych koncertów bardzo dużo, trudno jednak, żeby było inaczej, gdy rozentuzjazmowana publiczność rytmicznie podskakuje, tańczy w tłumie czy oddaje się crowd surfingowi. Skutek był taki, że numer 911 zalały zgłoszenia o wypadkach. Interweniowała policja, a za nią organizatorzy, proszący fanów o wyłączenie opcji wykrywania wypadków na swoich urządzeniach.

Jeszcze innym wyzwaniem okazały się majowe koncerty Beyoncé w Sztokholmie. Tym razem wrażliwe okazało się pole ekonomii. Po opublikowaniu danych dotyczących poziomu inflacji za maj w Szwecji stwierdzono jej nieoczekiwany wzrost. Dane Statistics Sweden pokazały, że była wyższa o 0,3 pkt proc., niż prognozowano względem kwietnia, i wyniosła ostatecznie 9,7 proc. Bezpośrednią przyczyną miał być, jak twierdzi część ekspertów, właśnie występ amerykańskiej artystki. Dwa koncerty Beyoncé w stolicy pociągnęły za sobą wzrost cen w hotelach, restauracjach, a także biletów na inne wydarzenia kulturalne. Michael Grahn, ekonomista z Danske Bank, wnioskował: „Wydaje się, że rozpoczęcie światowej trasy koncertowej Beyoncé w Szwecji wpłynęło na majową inflację. Oczekujemy, że ten niespodziewany wzrost odwróci się w czerwcu, gdy ceny hoteli i biletów powrócą do normy”. W wywiadzie dla BBC dodał: „Nie obwiniałbym Beyoncé za wysoką inflację, ale jej koncert i globalne zapotrzebowanie, aby zobaczyć jej występ w Szwecji, najwidoczniej się do tego przyczyniły”.

Pierwsza od siedmiu lat solowa trasa koncertowa artystki stała się zatem nie tylko wydarzeniem artystycznym, ale również bodźcem o charakterze ekonomicznym. Co więcej, na koncertach Beyoncé w Szwecji pojawiło się wielu fanów z zagranicy, zwłaszcza z USA. Należy dodać, że ogłaszanie jej koncertów w kolejnych miejscach nieodmiennie skutkowało wzrostem zainteresowania noclegami. Każdy, kto próbował rezerwować nocleg w hotelu podczas dużego, odbywającego się regularnie festiwalu, pewnie zderzył się z ofertą o rzekomo neutralnie brzmiącej nazwie „pakiet festiwalowy”. Oznacza ona w istocie standardową ofertę, często z obowiązkowym posiłkiem, sprzedawaną jednak w cenie znacznie wyższej od normy. Sunrise Festival w Kołobrzegu winduje ceny noclegów w apartamentach nawet o kilkaset procent. Ten losowy przykład pokazuje, że duże wydarzenie artystyczne może dla lokalnej – a czasem też narodowej – ekonomii oznaczać istne trzęsienie ziemi.

Choć bywa i tak, że trzęsienie nie jest tylko przenośnią. W dwu ostatnich dniach lipca tego roku na Stadionie Śląskim wystąpiła niemiecka grupa Rammstein. Zespół przygotował spektakularne show, szeroko wykorzystujące efekty pirotechniczne. Fani byli wniebowzięci. W tym samym czasie ulokowane w Parku Śląskim – ok. 1,5 km dalej – Planetarium Śląskie poinformowało o zarejestrowaniu przez sejsmometry drgań skorupy ziemskiej. Szczegółowa analiza wykazała, że silne drgania wystąpiły tuż po godz. 20, gdy rozpoczął się koncert. W istocie Rammstein zaczął się od fajerwerków i obfitego w mocne gitarowe, basowe oraz perkusyjne dźwięki utworu „Rammlied”. Kolejne drgania towarzyszyły utworowi „Links 2-3-4”, zawierającemu elementy marszowe. Szczęśliwie to, co pokazały sejsmometry, nie przełożyło się na żadne zniszczenia czy wypadki.

Czytaj też: Lato z etosem. Dlaczego festiwale rockowe to dużo muzyki, ale i polityki

Tanio i bezpiecznie już było

Do powtarzanej coraz częściej opinii, że na festiwalach tanio już było, należałoby teraz – w świetle przywołanych przykładów – dodać jeszcze jedno: bezpiecznie już było. Wyjazd na koncertowy plener może wszak oznaczać i pospieszną ewakuację, i walkę z upałem, i ucieczkę przed wałem szkwałowym. A także trzęsienie: zarówno cenowe, jak i sejsmiczne.

Po stronie organizatorów leży w tej sytuacji poszukiwanie i realizowanie nowych rozwiązań. Ich krótkookresowy cel sprowadza się do komfortu i bezpieczeństwa imprezy oraz jej uczestników. Cel długookresowy natomiast winien być definiowany w kategoriach zmniejszania kosztów organizacji dużych imprez na otwartej przestrzeni. Te koszty dotyczą przede wszystkim szeroko pojętego środowiska. Warto sobie uświadomić, że festiwale są częścią złożonego ekosystemu. Burze, ulewy, upały, pożary, podróże lotnicze i inflacja są jego częściami. I wszystkie się ze sobą łączą.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Nauka

Kleszcz: pospolity, łąkowy, afrykański. Dlaczego nam grożą i jak się ich pozbyć

Wiktoria Romanek z Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego opowiada „Polityce” o tym, jak rozróżnić kleszcze, o Narodowym Kleszczobraniu oraz tym, co robić, gdy znajdziemy kleszcza wbitego w nasze ciało lub ciało naszego czworonożnego przyjaciela.

Maciej Jaźwiecki
16.06.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną