Recenzja filmu: „Gleason”, reż. Clay Tweel

Wyprzedzić chorobę
Amerykański dokument dotyka tematu technologii jako sposobu radzenia sobie z niektórymi objawami ciężkiej choroby.
Państwo Gleasonowie: Michel, Steve i ich syn
Mayfly/materiały prasowe

Państwo Gleasonowie: Michel, Steve i ich syn

Steve Gleason kilka lat po zakończeniu kariery w lidze futbolu amerykańskiego NFL oraz kilka miesięcy przed urodzeniem się jego dziecka dowiaduje się, że postępuje u niego stwardnienie zanikowe boczne. Za kolejnych kilka lat będzie czuł wszystko, ale komunikować się będzie tylko ruchem gałek ocznych. Gleason zaczyna dokumentować postępującą chorobę i nagrywać wideo dla syna, antycypując, co chciałby mu przekazać. Rejestruje też wszystkie słowa, żeby w syntezatorze mowy dziecko słyszało potem jego własny głos. Amerykański dokument trochę dotyka tematu technologii jako sposobu radzenia sobie z niektórymi objawami ciężkiej choroby. Ale jest też szczerym i wzruszającym zapisem zmieniających się relacji – mocny w „Gleason” jest kontakt bohatera z ojcem, fanatykiem religijnym. Ponieważ ojciec uważa, że postępujące schorzenie jest wynikiem niewystarczającej wiary, zabiera syna na mszę o uzdrowienie, co okazuje się sceną wyjątkowo nieprzyjemną. Cały materiał filmowy pozostał nieprzefiltrowany, bo nagrywaniem zajmowała się żona bohatera i dwójka jego przyjaciół, a montażem pokierował dopiero po kilku latach człowiek z zewnątrz. Reżyser Clay Tweel jako dziecko widział, jak parkinson stopniowo niszczył ciało innego sportowca, Muhammada Ali, i uważa, że to doświadczenie przygotowało go do dokończenia dokumentu o Gleasonie.

Gleason, reż. Clay Tweel, prod. USA 2016, 110 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną