Twoja „Polityka”. Jest nam po drodze. Każdego dnia.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Film

Cesarzowa

Cesarzowa” – najdroższa superprodukcja Kraju Środka – jestfilmem sztuki walk, jednak bardziej od innych utworów z tego gatunkuprzypomina baletową wizję, odrealniony sen.

Chińczyk Zhang Yimou, jeden z najwybitniejszych reżyserów światowego kina, zwycięzca festiwali w Wenecji i Berlinie, zdobywca nominacji do Oscara, od pewnego czasu zadziwia wystawnymi widowiskami historycznymi w stylu kung-fu („Hero”, „Dom latających sztyletów”). „Cesarzowa” – najdroższa superprodukcja Kraju Środka – również jest filmem sztuki walk, jednak bardziej od innych utworów z tego gatunku przypomina baletową wizję, odrealniony sen, w którym zachwyt nad przepychem kostiumów, bajeczną scenografią, cyrkową choreografią przytłacza fikcyjną fabułę.

„Cesarzowa” rozgrywa się w 928 r. u schyłku panowania dynastii Tang. Niczym w szekspirowskich kronikach na dworze cesarza Ping toczy się zakulisowa, bezwzględna walka o władzę. W jej centrum stoi cesarzowa Phoenix (Gong Li), której grozi śmiertelne niebezpieczeństwo, ponieważ jej małżonek nakazał nadwornemu lekarzowi dolewać do jej ziół truciznę. Jest to zemsta za jej nielojalność i zdradę. Piękna władczyni stara się bowiem ukryć swój romans z przybranym, najstarszym synem i uczynić spadkobiercą tronu swego młodszego syna.

Dramat rozkręca się, kiedy cesarzowa próbuje podburzyć syna przeciwko ojcu, a zbuntowana armia staje przeciwko pałacowej straży cesarza. O ile jednak w sztukach szekspirowskich najważniejsza jest psychologia i namiętności, w filmie Yimou zdecydowanie chodzi o wyeksponowanie tła. Niekiedy wygląda ono tak surrealistycznie i kiczowato, że przejmowanie się losami bohaterów jest praktycznie niemożliwe. Zamiast dramatu pozostają w pamięci podniebne akrobacje protagonistów, równie ciekawe jak występy wojowników ninja w japońskich kreskówkach.

Zobacz fotosy z filmu.

Reklama

Czytaj także

Kraj

Czy jesienią PiS odda władzę? Zachodzące procesy pokazują, że tak, ale...

Moim bazowym scenariuszem jest utrata władzy przez PiS, daję mu 55 proc. szans realizacji. Drugi dosyć silny, aczkolwiek mniej prawdopodobny, powiedzmy na 35 proc., to wygrana PiS i potem rząd koalicyjny z Konfederacją albo jej częścią – rozmowa z Andrzejem Bobińskim, dyrektorem ośrodka analitycznego Polityka Insight.

Rafał Kalukin
03.05.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną