Film

Rozkosze Emmy

Zakończenie filmu wzbudza mieszane uczucia.

Film „Rozkosze Emmy” niemieckiego reżysera Svena Taddlickena zapowiadany był jako komedia obyczajowa w stylu „Amelii”, dlatego widz w pierwszej chwili może być nieco zaskoczony tym, co widzi na ekranie.

Oto młoda, ładna kobieta (tytułowa Emma) czule głaszcze świnię, a jednocześnie drugą ręką sięga po nóż, by z wprawą rzeźnika rozpruć jej gardło. I już nie mamy najmniejszej wątpliwości, że ta niemiecka Amelia, gospodarująca samotnie na podupadłej farmie, różni się nieco od francuskiej.

Wkrótce pojawia się na ekranie drugi bohater filmu: Maks, mężczyzna w średnim wieku, który dowiedział się właśnie, że ma raka. Pokonawszy załamanie, postanawia coś jeszcze zrobić w swym życiu: pragnie wyjechać do Meksyku i tam wyznaczyć śmierci spotkanie. Kradnie pieniądze, co jednak zostaje natychmiast wykryte, musi więc uciekać. Pędząc na oślep przed siebie, umyka pogoni, ale traci panowanie nad samochodem i rozwalając płot ląduje na podwórku świniarki.

I tak zaczyna się ta banalna na początku historia, której ciąg dalszy, jak się wydaje, łatwo przewidzieć. A jednak zakończenie filmu całkowicie zaskakuje, a nawet szokuje, choć zapewne część widzów przyjmie je z mieszanymi uczuciami. Jeżeli nawet cała historia wydaje się nazbyt wydumana (scenariusz powstał na podstawie bardzo popularnej w Niemczech książki), to i tak docenić trzeba grę aktorów, debiutującej na ekranie Jordis Triebel (Emma) i Jurgena Vogela (Maks). Dzięki nim „Rozkosze Emmy” są czymś więcej niż tylko niemiecką komedią romantyczną z ryzykownym finałem.

  

Reklama

Czytaj także

Kraj

O co chodzi Lewicy

Opinie, kto, poza Jarosławem Kaczyńskim, wygrał na głosowaniu w sprawie europejskich pieniędzy, są podzielone. Ale pewne jest, że opozycja jako całość mocno oddaliła się od perspektywy zwycięstwa nad Zjednoczoną Prawicą.

Rafał Kalukin
14.05.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną