Film

Reguły kłamstwa

Napięcie, zamiast rosnąć, systematycznie spada.

Nasi południowi sąsiedzi potrafią czasami zaskakiwać. Debiut fabularny Roberta Sedláčka „Reguły kłamstwa” powinien być – wedle wszelkich znaków na niebie i na ziemi – typową, utrzymaną w hrabalowsko-szwejkowskim tonie, ciepłą knedliczkową komedią obyczajową. Nieoczekiwanie bliżej temu filmowi do ponurego, psychoanalitycznego dramatu rodem ze Skandynawii, z domieszką nawet amerykańskiego thrillera.

Rzecz jest o śledztwie prowadzonym przez trójkę ambitnych psychoterapeutów w ośrodku szkoleniowo-wychowawczym, którzy pomagają ludziom ze skazą w życiorysie wrócić do normalności. W położonej na odludziu willi jedenastu pensjonariuszy, w tym nowo przybyły 30-letni narkoman, próbuje ustalić, co złego zrobili w przeszłości i jakie ich wiążą relacje.

Niestety, napięcie, zamiast dynamicznie rosnąć, systematycznie spada, a to z tego powodu, że nieźle wymyślona sensacyjna fabuła nie znajduje za grosz psychologicznego uzasadnienia. Nieskażone cierpieniem twarze niewłaściwie dobranych aktorów w żaden sposób nie odzwierciedlają ciężkich przestępstw, nałogów i innych zbrodnii ekranowych postaci. Ich groźne zachowanie tylko na pozór wygląda strasznie, co rodzi zgoła groteskowy efekt.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Wiedza nastolatków o seksie przypomina średniowieczną mapę świata

„Seks domaciczny” to nieprzypadkowe przejęzyczenie. Polskie nastolatki nie za bardzo wiedzą, jaki organ do czego służy.

Joanna Cieśla
11.08.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną