Gry

Droga do gwiazd

Recenzja gry: „Elite: Dangerous”

materiały prasowe
Chwytam za przepustnicę i kieruję statek w stronę obcych słońc.

Czeka na mnie 400 mld gwiazd – tyle, z ilu naprawdę składa się Droga Mleczna. Mogę odkryć nieznany nikomu – nawet projektantom „Elite: Dangerous” – system planetarny, wygenerowany proceduralnie przez program. Niebo gwiaździste wokół, głód włóczęgi we mnie. Jest 3301 r., Wszechświat to dla ludzkości obietnica bez granic. W grze Davida Brabena mogę wybrać także karierę międzygwiezdnego handlarza lub łowcy nagród albo przeciwnie – zostać piratem i napadać na innych. To wielki, otwarty świat (żyje w nim już około pół miliona osób), ale samotnicy mogą też przemierzać jego bezludną kopię – co kto woli. Po niedawnej aktualizacji, wzbogacającej grę o mnóstwo opcji, „Elite: Dangerous” emocjonuje bardziej niż kiedykolwiek.

Elite: Dangerous, Frontier Developments, Windows, OS X

Polityka 26.2015 (3015) z dnia 23.06.2015; Afisz. Premiery; s. 73
Oryginalny tytuł tekstu: "Droga do gwiazd"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Wybuchowe wesele. Zostali bez domu i z kredytem na całe życie

W jednej chwili wesele Wawrzyniaków zamieniło się w koszmar. Każdego dnia nurtuje ich pytanie: jak tu obchodzić rocznicę?

Norbert Frątczak
18.07.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną