Recenzja gry: „Layers of Fear”

Lęki po polsku
Nie tyle straszy, co wciąga w wir szaleństwa, mrocznej fantasmagorii.
materiały prasowe

Zatopione w półmroku opustoszałe domostwo artysty malarza, wystrój w stylu wiktoriańskim i gramofon na korbkę sugerują schyłek XIX w. Na ścianach klasyka: Rembrandt, Goya, Bosch, van Eyck, Fuseli. Lustra, w których nie widać naszego odbicia. Jabłka wysypujące się nagle z martwej natury na płótnie, wprost na kuchenną podłogę. Czy ten dom istnieje naprawdę? Czy jest sennym koszmarem? Czy wcielamy się (sic!) w ducha wędrującego po echach minionego życia? „Layers of Fear” nominalnie jest horrorem, ale nie podąża koleinami gatunku. Nie tyle straszy, co wciąga w wir szaleństwa, mrocznej fantasmagorii. Przypomina opisywane przez tybetańskich mistyków pośmiertne doświadczenie bardo, w którym umysł miota się wśród wizji wyrosłych na głęboko zakorzenionych pragnieniach i lękach. Udana nastrojowa etiuda, za którą Polakom ze studia Bloober Team należy się uznanie.

Layers of Fear, Bloober Team, PlayStation 4, Xbox One, Windows

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną