Newton Helmut

Siodłające i osiodłane
Choć Helmut Newton nieustannie prowokował, był jednym z najlepiej opłacanych i najpopularniejszych fotografów drugiej połowy XX w. Jego prace, w zaskakująco dużym wyborze, po raz pierwszy obejrzeć możemy w Polsce.
Helmut Newton i Leni Riefenstahl
materiały prasowe

Helmut Newton i Leni Riefenstahl

Zdobył wszystko, co było do zdobycia: sławę, pieniądze, uznanie, piękne kobiety (choć żonę miał tylko jedną). Co ciekawe, większość z tych dóbr osiągnął stosunkowo późno, ciężko pracując na swój sukces. Dziś trudno to sobie wyobrazić, ale pierwszą indywidualną wystawę miał w 55 roku życia, a pierwszy album „White woman”, który przyniósł mu prawdziwą popularność, wydał mając lat 60. Do tego czasu był typowym wyrobnikiem agencji reklamowych, przyjmując niemal każde zamówienie, jeżdżąc, gdzie mu każą, i fotografując, co i kogo mu każą. Los zresztą nieźle nim miotał. Od opływającego we wszelkie luksusy dzieciństwa w Berlinie (ojciec był największym w Niemczech producentem guzików), przez ucieczkę z III Rzeszy i młodzieńczą wegetację w Singapurze, pierwsze sukcesy w Australii i powrót do Europy, w której postanowił wszystko zacząć od nowa.

Sam Helmut Newton swój dorobek zwykł dzielić na trzy części: zdjęcia mody, akty i portrety. W praktyce owe kategorie często się zacierały, bo w modzie pełno jest golizny, podobnie zresztą jak i w niektórych portretach. Z pewnym uproszczeniem można powiedzieć tak: zdjęcia mody pozwoliły mu wdrapać się na szczyty i uzyskać zawodową (i finansową) niezależność. Akty zapewniły sławę, zaś portrety, które zaczął robić późno, zdają się być jego formą dowartościowania jako fotografika i chęcią udowodnienia światu, że potrafi wydobyć coś nie tylko z młodych, pięknych ciał, ale też ze starych, często brzydkich, ale za to powszechnie znanych twarzy. Przyjrzyjmy się przez chwilę tym trzem dziedzinom.

Nie licząc epizodu australijskiego, gdy fotografował wszystko, nawet wesela i chrzty, od mody zaczynał i towarzyszyła mu ona przez całe życie. Ciekawie jest pooglądać jego zdjęcia z lat 60. i początku 70. XX w., gdy nie był jeszcze tak znany, a coś, co dziś powszechnie nazywa się stylem newtonowskim, dopiero się rodziło. To nieśmiałe jeszcze odkrywanie modelkom piersi, pierwsze delikatne podteksty erotyczne i niekonwencjonalne plenery, eksperymentowanie z narracją. I dopiero, gdy już stał się sławny, nabrał pewności i niezależności artystycznej, wszystkie te cechy jego sztuki w pełni dojrzały, a Newton stał się symbolem drapieżności, prowokacji, obsesyjnej seksualności (a miał dużą praktykę, bo sam zaczął uprawiać seks w wieku 14 lat). Wówczas to – jako mężczyzna w sile wieku – dopracował ostatecznie wizerunek kobiety, który będzie pielęgnował i cyzelował aż do śmierci: młodej, posągowo zgrabnej i pięknej, rzec by można monumentalnej, a przy tym wyniosłej, może nawet wyrachowanej, wyzbytej wszelkich kompleksów i wyzwolonej ze wszystkich (głównie mieszczańskich) norm, bez zahamowań sięgającej po swoje. Ot, takiego macho w szpilkach.

Kobieta newtonowska

Temu wizerunkowi towarzyszy jednak pewna ciekawa dwuznaczność. Z jednej strony, newtonowska kobieta jest na wskroś nowoczesna, taka, dla której kuchnia to co najwyżej miejsce do uprawiania seksu, sama decydująca o swym życiu, wyborze facetów (lub kobiet), karierze. To by się musiało podobać chyba wszystkim feministkom. A równocześnie Newton nie pozwala do końca cieszyć się owej kobiecie nadaną jej wolnością i niezależnością, przedstawiając ją jako dość odrealniony wytwór męskich fantazji erotycznych, uprzedmiotowiony obiekt żądz, o którym myślą faceci, gdy spowszednieje im ciepełko czy przytulność rodzinnego ogniska.

Trochę femme fatale, trochę lalka. Ów dualizm najlepiej widać na fotografii z 1977 r., przedstawiającej modelkę w bryczesach i oficerkach z ostrogami do jazdy konnej, ale i z narzuconym na kark siodłem. Siodłająca i osiodłana równocześnie. Françoise Marquet we wstępie do jednego z albumów mistrza pisała, iż jego zasługą było „pokazanie kobiet dokładnie takich, jakimi są u progu nowego tysiąclecia”.

Oczywiście erotyka była podstawowym kluczem do pokazywania przez Newtona mody. Mniej lub bardziej demonstracyjna, perwersyjna, rozbuchana, wyuzdana. Specyficzna, bo niemal pozbawiona ciepła, za to ociekająca libido i samczymi fantazjami. Z tymi wszystkimi niedbale palonymi papierosami i grubymi cygarami, lustrami i szpilkami, zasłanianymi twarzami, a wypinanymi pośladkami. Ale skrzywdzilibyśmy artystę, twierdząc, że to jedyne, co zaproponował światu w swych fotografiach mody. Miał bowiem Newton wiele ciekawych, a nawet nowatorskich pomysłów.

Choćby słynny cykl promujący biżuterię Van Cleef&Arpels, prezentowaną na rentgenowskich zdjęciach dłoni modelek, fotografie wykorzystujące zestawienie modelek i manekinów albo rekwizyty w postaci gorsetów ortopedycznych. Także zaskakujące podwójne fotogramy, przedstawiające te same modelki, w tych samych pozach, choć raz ubrane, a raz nagie – jakby widziane w lotniskowym skanerze. Trudno jednak zgodzić się z apologetami jego twórczości, którzy w tych wszystkich pracach doszukują się wątków krytycznych i uważają, że Newton przerysowywał świat luksusu, by ukazać jego pustkę. Wydaje się, że artysta w owym świecie świetnie się znajdował i nie w głowie mu było potajemne wbijanie szpilek w elitę mody, show-biznesu, filmu czy jakiegokolwiek innego bogactwa.

Akty to u Newtona jakby przedłużenie fotografowania mody. Tym bardziej że w obu przypadkach często korzystał z tych samych modelek, a nawet tych samych sesji. Ale dostrzec można pewną ciekawą i dość zaskakującą prawidłowość. Artysta, który przy zdjęciach mody nie żałował sobie żadnych erotycznych aluzji, perwersyjnych podtekstów, wyuzdanych póz i gestów, fotografując nagie kobiety nieco spuszcza z tonu, staje się leciutko onieśmielony. Leciutko, bo nadal są to te same posągowe ciała, do oglądania, nie do dotykania. Ale jakby zastygłe w swej monumentalności, wyzbyte tradycyjnego seksapilu.

 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną