Fragment książki "Riwne/Rowno"

Przeszli pod obitą dyktą ścianą przez całą salę do pierwszego rzędu krzeseł. Tam się zatrzymali. Pierwszy rząd, pierwsze miejsce... – Szlojma uśmiechnął się do siebie: właśnie na tym miejscu lubił siedzieć w Wolnym Teatrze miasta Riwne podczas prób prowadzonych przez Maulwurfa. Szlojma nie należał do nadmiernie grymaśnych autorów, jednak kilka prób odwiedził z ciekawości – czy reżyser tak samo rozumie fabułę jego sztuki, jak widzi ją on, jej autor. Wiadomo, reżyser widział wszystko inaczej, wyskakiwał na scenę, błyskawicznie wcielając się w rolę, pokazywał, kogo i jak naprawdę w tym momencie mają odtwarzać, złościł się, kłócił, krzyczał, wymyślał aktorom i kilka razy nawet dosyć ostro (choć po niemiecku) wypowiedział się pod adresem autora sztuki, którą wystawiał.

Szlojma obrócił się twarzą do sali i popatrzył w głąb. W jednej chwili wszystko stało się jasne. Na sali byli nie tylko ludzie pracy. Tam, całkiem niedaleko, w czwartym–piątym rzędzie siedział taksówkarz w podkoszulku, z podbitym okiem. Tuż za nim, przytulony do szarego, starego pudla, spoglądał spod brwi w bok sceny emeryt, który spacerował dziś po parku. Trójka „raboczych” w zachlapanych kufajkach rozmawiała o czymś pośrodku sali, gdzieś na poziomie dwunastego rzędu. A tam siostra Ulana razem z Mykołą i Ilkiem, w brązowym szkolnym mundurku, przepychają się w kierunku swoich miejsc, mijając w wąskim dziewiątym rzędzie emeryta I.B. Blaszanego, który zuchwale przyszedł na tak uroczyste zebranie z walkmanem (przezornie schował słuchawki podczas kontroli przy wejściu), a teraz powoli poruszał głową w takt przez niego tylko słyszanej muzyki. Kilka krzeseł dalej Petro Stepanidowycz Dobromolec szukał czegoś po kieszeniach marynarki, zapewne okularów. Mijając syna znanej pisarki, Ulana obejrzała się i spotkała wzrokiem z bratem, jakby puściła szybko oczko i rzuciła porozumiewawcze spojrzenie. Gdzieś musiały być i matka, i Obla z córką, i celnik, który wymieniał sto marek „po korzystnym kursie” i – któż jeszcze znalazł się w gronie zaproszonych do Sali Konferencyjnej sześciuset czterdziestu osób? A jeszcze dwudziestu pięciu–sześciu ludzi mogło, nikomu nie zawadzając, stać, stali więc obok drzwi i w przejściach.

Nad sceną świecił się wielki, ułożony z żarówek transparent „Wstyd i hańba odszczepieńcowi Ecirwanowi!”. Niektóre żarówki się nie świeciły, więc między innymi słowo „wstyd” wyglądało jak „WSIYD”, hańba zaś jak „HANPA”. W głębi sceny, tuż nad stołem prezydialnym, z sufitu zwisał jakiś tajemniczy przyrząd – dwie duże metalowe półkule, do których przyczepione były metalowe, gumowe i plastikowe rurki i kable.

Zubczuk za drugim razem przechwycił zdziwione spojrzenie pisarza Ecirwana i po chwili namysłu uznał, że musi jakoś wyjaśnić dziwne zjawisko pod sufitem.

– To jest De U Pe A – wypowiedział szybko. – Sekretny wynalazek naszej fabryki radiowej. Nie mam prawa tego rozgłaszać, ale wy już jesteście prawie że swój (To ci dopiero! – zdumiał się Szlojma w osłupieniu), mogę wam powiedzieć, że „D.U.P.A.” rozszyfrowuje się jako „Domyślowo Unifikujący Promieniowy Agregat”. Jego promieniowanie powoduje ujednolicenie kolektywnego myślenia. Nad tym wynalazkiem pocili się najlepsi fizycy i biolodzy z całej Ukrainy... Socjalistycznej Ukrainy, ma się rozumieć. Na razie wyprodukowano dwa eksperymentalne egzemplarze – jeden wisi przed nami, drugi zabrali do Kijowa, zdaje się do Rady Najwyższej. Fabryka radiowa podobno ma już na ten sekretny projekt masę zamówień, słyszałem, że z Rosji, Białorusi, innych stran... państw WNP. Nawiasem mówiąc, operację waszego zatrzymania... znaczy się – pozyskania was do współpracy, biuro komitetu obwodowego też opracowało pod działaniem „D.U.P.A.”. Jak widać, wszystko odbyło się względnie dobrze, no nie?... – naumyślnie zakończył wypowiedź pytaniem i zajrzał Szlojmie w oczy.

Szlojma uznał, że ma prawo nie odpowiadać. Zwłaszcza że Zubczuk nie bardzo czekał na odpowiedź, bo po kilku sekundach po cichu wszedł bocznymi schodkami na scenę i dał nura w lewo, za kulisy. Szlojma widział, jak ciągle jeszcze pochylając się i skradając, przemyka się w głąb sceny.

W tym momencie coś pstryknęło, przyrząd pod sufitem leciutko, jakoś po komarzemu, zapiszczał i na scenę w kierunku stołu prezydialnego, zza kulis, przy oklaskach sali, zaczęli nadciągać przedstawiciele władz miasta i obwodu. Szli niespiesznie jeden za drugim, gęsiego, oklaski nasilały się, aż przeszły w ogólny huk, grzmotom podobny trzepot skrzydeł tysiąca, a przynajmniej połowy tysiąca nietoperzy, kierownictwo zaś w dwu szeregach, według jakiegoś określonego porządku, rozsiadło się przy prezydium. Przewodniczący nie usiadł, lecz poprawił mikrofon i podniósł rękę, by uciszyć publiczność. Owacje ustały nagle, jak gwałtowny letni deszcz.

– Rozpoczynamy!... – dźwięk z mikrofonu z pogłosem rozszedł się po wyciszonej sali – rozpoczynamy posiedzenie nadzwyczajnego, otwartego plenum obkomu Komunistycznej Partii SRU! Będzie poświęcone zdemaskowaniu i osądzeniu odszczepieńca... – przewodniczący zajrzał do kartki, którą trzymał dwoma palcami – Ecirwana Szlojmy Wasylowycza... pisarza, mieszkańca zachodniego, okupowanego sektora miasta Rowno. Głos oddaje się... pierwszemu sekretarzowi obkomu KP SRU, towarzyszowi Manasenkowi!!!

Poprzednie burzliwe oklaski teraz wydawały się dyskretnym szmerem w porównaniu z tym szkwałem, który wstrząsnął salą. Pierwszy sekretarz wstał od stołu, gdzie skromnie siedział wśród towarzyszy, i skierował się do trybuny z godłem. Teraz można było zobaczyć, że towarzysz Manasenko ma dobrą, otwartą twarz starego robotnika z siateczką zmarszczek wokół ust. Jego nienaganny szary garnitur był idealnie dopasowany do figury, krawat całkowicie z nim współgrał, a koszula cieszyła oko oślepiającą bielą. Po wejściu na trybunę towarzysz Manasenko dyskretnie obciągnął rękawy, spod których błysnęły maleńkie złote spinki. Położył przed sobą tekst na kilku arkuszach śnieżnobiałego papieru. Wytrzymał pauzę, nie za długą, nie za krótką, a właśnie taką jak trzeba, popatrzył na salę, mrużąc oczy mądrze i chytrze. Publiczność wpatrywała się w niego jak zaczarowana, wszystkimi swoimi oczyma. Pisarz Szlojma Ecirwan, pierwszy z brzegu w pierwszym rzędzie, wsunął pod siedzenie teczkę z rękopisem S. Dobromolec, założył nogę na nogę i niespodziewanie dla siebie samego skulił się i wciągnął głowę w ramiona.

 
SKRÓCONY STENOGRAM NADZWYCZAJNEGO OTWARTEGO PLENUM ROWIEŃSKIEGO OBWODOWEGO KOMITETU KOMUNISTYCZNEJ PARTII SRU Z UDZIAŁEM PRZEDSTAWICIELI LUDZI PRACY ORAZ POSTĘPOWEJ INTELIGENCJI MIASTA I OBWODU.

17 WRZEŚNIA 200... roku.

Obrady plenum zostały otwarte wystąpieniem pierwszego sekretarza rowieńskiego obwodowego komitetu KP SRU, członka KC KP SRU towarzysza Manasenki Tarasa Panasowycza. „Musimy szczególnie podkreślić – zaznaczył już w pierwszych zdaniach swojego wystąpienia tow. Manasenko – że w ostatnim czasie, nie zważając na sukcesy w ekonomicznym rozwoju wsi, znaczącą poprawę zaopatrzenia w żywność w obwodowym centrum oraz wyjście naprzeciw normalizacji stosunków między Socjalistyczną Republiką Ukrainy i ZUR, do jakich z pełnym przekonaniem można zaliczyć również niedawny zakup tomografu komputerowego dla rowieńskiego departamentu leczniczo-sanitarnego, ze strony pewnych kół Ukrainy Zachodniej, a w szczególności okupowanego, zachodniego sektora miasta Rowno, są czynione niezrozumiałe, a czasem otwarcie prowokacyjne kroki w całkiem odwrotnym kierunku. Jaskrawym świadectwem tego było ukazanie się w ubiegłym roku w jednym z reakcyjnych lwowskich wydawnictw książki Szlojmy Ecirwana «Ściana». Ta – za przeproszeniem – «powieść» aż tryska nienawiścią i intencjami obliczonymi na zrujnowanie atmosfery stabilności i dobrosąsiedzkich stosunków, osiągniętych między dwoma państwami”. (Okrzyki „Hańba!”, ogólne oburzenie na sali). „Dlatego dziś my wszyscy powinniśmy z całą odpowiedzialnością powiedzieć wreszcie stanowcze «nie» tego typu wrogim przejawom i próbom sprowadzenia na manowce tych naszych wysiłków w celu normalizacji naszych stosunków, które bezsprzecznie i niezaprzeczalnie pozostają naszą wewnętrzną sprawą, tak samo jak prawa człowieka i wolność słowa, o jakiej tak lubią sobie pogadać pseudoobrońcy praw człowieka z Zachodu, jednocześnie świadomie nie dostrzegając u siebie pod nosem brutalnego poniewierania praw ludzi pracy... – dodał towarzysz T.P. Manasenko.


– My, ludzie pracy socjalistycznego Rowna, powinniśmy z całą odpowiedzialnością dać godny, gniewny odpór wszelkim próbom wbicia klina między dwie części rozdartego ukraińskiego narodu. Na takich jak Ecirwan i jego paszkwile czeka należne miejsce na śmietniku historii, która, jak wiadomo, wszystkich osądzi i każdemu da właściwą ocenę odpowiednio do sprawiedliwych praw dialektyki i materializmu. Ecirwany przemijają, a naród socjalistycznej Ukrainy, który buduje swoją świetlaną przyszłość, będzie trwał wiecznie!” – tymi słowami zakończył swoje wystąpienie pierwszy sekretarz Obwodowego Komitetu KP SRU. Wystąpienie było wielokrotnie przerywane burzliwymi oklaskami i towarzyszyły mu okrzyki aprobaty i całkowitego poparcia.

Myśl wypowiedzianą przez towarzysza T.P. Manasenkę kontynuował i rozwinął w swoim wystąpieniu Prawczuk Mykoła Pawłowycz, sekretarz obkomu KP SRU ds. ideologicznych, doktor nauk filozoficznych. W szczególności powiedział: „Dzień dzisiejszy przynosi wiele wyzwań i sprawdzianów, szczególnie w dziedzinie gospodarki, umocnienia i rozbudowy kompleksu narodowo-gospodarczego, podniesienia jakości zaopatrzenia ludu pracującego w żywność i towary pierwszej potrzeby, skrócenia terminów budownictwa mieszkaniowego i przemysłowego. Po podsumowaniu trzeciego kwartału tego roku obwód rowieński pewnym krokiem wejdzie do dwudziestki wiodących ekonomicznie regionów SRU. Niestety w tym czasie nie udaje się uniknąć pewnych ekscesów, w szczególności na froncie ideologicznym. Tak na przykład, w ostatnim czasie, w centrum obwodowym nieznaczna liczba nieświadomych obywateli, przeważnie spośród młodzieży i niedojrzałej inteligencji, ulegając wpływom paszkwili Ecirwana i jemu podobnych «literatów», utraciła budowniczy entuzjazm i natchnienie i zaczęła podawać w wątpliwość szereg naszych osiągnięć, zarażając się chorobą niezdrowego sceptycyzmu. Dlatego wszyscy powinniśmy jeszcze więcej pracować w kierunku jak najgłębszego dotarcia z naszymi ideowymi normami i wymogami do każdego rownianina, gruntownie analizując na zebraniach partyjnych i Rad Pracowniczych materiały ostatniego zjazdu partii, teoretyczno-metodyczne prace kierowników partii i rządu, w szczególności książkę T.P. Manasenki «Rowieńszczyzna: droga w przyszłość», w której w zwartej, skoncentrowanej formie nakreślono plany i wytyczono drogi naszego dalszego rozwoju, szlak rozbudowy i dobrobytu naszego pradawnego poleskiego kraju”.

Kybukewycz Ulana Josipiwna, dojarka-brygadzistka kołchozu im. Dżambuła, w. Stare Sioło rokitniwskiego powiatu, rozpoczęła swój występ od słów: „Jestem matką. Wychowuję czwórkę dzieci – dwóch chłopców i dwie dziewczynki. Dlatego boję się nawet pomyśleć, że kiedyś mogą trafić do ich rąk gryzmoły pseudopisarza Ecirwana z zachodniego sektora miasta Rowno. Takie książki mogą przynieść tylko zło, zasiać wrogość, rozpalić między ludźmi najstraszniejsze stosunki, przepełnione złością i nienawiścią do człowieka. Nie czytałam tych książek, ale apeluję do wszystkich obecnych, by zrobić wszystko co w naszych siłach, dać z siebie wszystko, żeby uchronić dorastające pokolenie przed tego typu «arcydziełami». Opisane w takich książkach zmyślone zdarzenia, chore stosunki międzyludzkie niczego dobrego nie nauczą. Popychają tylko człowieka na śliską drogę łatwego zysku, na szlak zwyrodnienia i pełnej degradacji osobowości. Lecz nadaremno pieklą się Ecirwany, marne są ich pożałowania godne próby zasiania między nami ziaren wrogości – naród socjalistycznej Ukrainy pewnym krokiem toruje sobie drogę do świetlanej przyszłości. Jak mawiają mądrzy ludzie, pies szczeka, karawana idzie dalej, a my robimy swoje – jak pisał poeta ludzi pracy i uciśnionych Maksym Teodowycz Rylski...” – tymi słowami zakończyła swój występ dojarka-brygadzistka U.J. Kybukewycz.

Jantarjow-Bernstein Samijło Abrahamowycz, wykładowca katedry astronomii stosowanej Rowieńskiej Szkoły Inżynierskiej Gospodarki Wodnej kładł nacisk na to, iż postępowa inteligencja pracująca centrum obwodowego jednomyślnie popiera walkę z amoralnymi zjawiskami w literaturze współczesnej. „Powieść Ecirwana «Ściana» – to wyzwanie dla nas wszystkich, policzek, opluwanie tego co najświętsze. Ecirwan uczynił obiektem swoich paszkwili nasze miasto, ukazując je w krzywym zwierciadle, zakładając na oczy jak najczarniejsze okulary. Jednak najgorsze jest to, że usiłuje on takie same okulary założyć swoim czytelnikom, zmusić ich do patrzenia na ojczyste miasto jego, Ecirwana, oczami. Ecirwan – ten wyrodek, wylał wiadro pomyj na to, co najświętsze w sercu każdego rownianina, na rodzinne miasto. Ale to jest nasze miasto, miasto-bohater, owiane legendą czasów partyzantki, które i teraz – choć rozdarte z winy agresywnych sił Zachodu – pozostaje miastem budowniczych i ludzi pracy, miastem młodzieży i studentów, miastem wiosny. Ecirwan jednak namalował je jako miasto brudu i zaniedbania. No cóż, każdy widzi to, na co sam zasługuje. Ta jego pożałowania godna książeczka pokryje się kurzem na śmietnisku, na które zaniosą ją przyszłe pokolenia rownian. Bez śladu odejdzie w zapomnienie, tak samo jak żałosne wysiłki niektórych pseudodziałaczy, by sprzedać nasze miasto hurtem lub w detalu zachodnim uranowym magnatom i innym workom z pieniędzmi za żałosną garstkę srebrników-dolarów...”.

Waśkiewycz Wasyl Wasylowycz, ślusarz-narzędziowiec wydziału saletrowego Zjednoczenia Przedsiębiorstw „Azot”, delegat XXXI zjazdu KP SRU: „Podczas roboczych zebrań ostatniego zjazdu partii w Kijowie wiele mówiono o wpływie, który usiłują wywierać, umacniać i zakorzeniać «panowie» z Ukrainy Zachodniej na terenie socjalistycznej Ukrainy. Rozdzielony przemocą ukraiński naród pragnie ponownego zjednoczenia, nowego Perejasławia. Ale nie wszyscy na Zachodzie chcą tego zjednoczenia. Są tam ludzie, którzy się go panicznie boją, bo zaprzedali się z bebechami i całym jestestwem magnatom finansowym z Wall Street. Właśnie do takich osobników należy «pisarz» Szlojma Ecirwan, który urodził się w naszym mieście, wykarmił się chlebem z pól uprawianych przez nasz pracowity lud, ale popełnił czyn nie tylko naganny, lecz głęboko amoralny, gdy nabazgrał i wydał na świat swoją książkę «Ściana». Ecirwan postąpił gorzej niż po świńsku. Dosłownie i w przenośni narobił tam, gdzie je i żyje, w rodzinnych ścianach, w rodzinnym mieście. Rozpowszechnianie jego dziełka nie przypadkiem jest zakazane w Rownie i na całym terytorium SRU. Ta książka jest zbrodnicza, a zbrodnicze książki, tak samo jak zbrodniarzy należy izolować od społeczeństwa, aby nie czyniły mu jeszcze większej szkody...”.

Zubczuk Trochym Dormydontowycz, odpowiedzialny sekretarz i przewodniczący Rowieńskiego Oddziału Związku Pisarzy SRU w swoim wystąpieniu podkreślił, że zadaniem literata w naszych czasach powinna być nieprzerwana, nieustanna walka o pokój, czego nie można znaleźć w utworach tak zwanego pisarza Sz. Ecirwana, który zamieszkuje w zachodnim, okupowanym sektorze m. Rowno. Jego wczesne wiersze i sztuki stwarzały mylące wrażenie, jakoby do literatury przyszedł nowy, nieprzeciętny autor o niepowtarzalnym stylu. Jednak z czasem to wrażenie zastąpiło całkiem inne: do literatury przyszedł profesjonalny oszczerca, cyniczny prześmiewca najświętszych dla człowieka pojęć. Jego prawdziwe, drapieżne, zwierzęce oblicze mogliśmy ujrzeć dopiero po rozdzieleniu przemocą naszego miasta. Osiedliwszy się w zachodnim, okupowanym sektorze, Ecirwan świadomie upatruje w naszym życiu tylko przykre, niegodne opisów momenty i rozkoszuje się, pokazując je na stronach swoich dziełek, rozsmakowując się w tym. Dokonuje też pseudofilozoficznych uogólnień, przewrotnie przerzucając się i żonglując pojęciami narodowymi i wartościami moralnymi, wynosząc pod niebiosa prymitywne swobody obywatelskie burżuazyjnego społeczeństwa, które w rzeczywistości są jedynie efemerycznymi mirażami, zgotowanymi przez sprzedajnych pisarczyków-kuchcików z ideologicznej kuchni wujka Sama. Dlatego zadaniem każdego członka odnowionego Związku Pisarzy SRU jest tworzenie takich wierszy, opowiadań i powieści, które byłyby godną odpowiedzią na paszkwile Ecirwana i jemu podobnych, jakie z uzasadnieniem i przekonująco ukażą czytelnikowi wyższość socjalistycznego sposobu życia nad kapitalistycznymi pseudowartościami w rodzaju „swobody przedsiębiorczości” i „wolnego seksu”. W bitwie o czytelnika my, pisarze Rowieńszczyzny, nie możemy cofnąć się o krok. Nieodwołalnie wygramy tę bitwę, bo po naszej stronie jest prawda, która, jak wiadomo, jest gwarantem zwycięstwa.
 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną