Muzyka

Próba sił

Recenzja płyty: Myslovitz, „1.577”

materiały prasowe
Pod względem radiowego potencjału kilku piosenek mamy najlepszą płytę Myslovitz od dekady.

Sytuacja Myslovitz jest trudna jak przy debiucie. Grupa po rozstaniu z Arturem Rojkiem otwiera nowy rozdział i jedno trzeba przyznać: próbuje. Wokalistę bardzo charakterystycznego zamienili na Michała Kowalonka, solidnego, dysponującego ładnym głosem z lekką chrypką, ale w tym wydaniu zbyt poprawnego i mało elektryzującego w interpretacjach tekstów. Do produkcji płyty ściągnęli Marcina Borsa. Współpraca zaowocowała materiałem dość lekkim, piosenkowym, ale znów: wybór Borsa jest też niebezpieczny, bo to człowiek, którego rękę słychać – a wpływa lub wpływał na brzmienie znacznej części konkurencji na krajowej scenie (Hey, Muchy, Pogodno).

Pod względem radiowego potencjału kilku piosenek mamy najlepszą płytę Myslovitz od dekady – „Telefon” i „Wszystkie ważne zawsze rzeczy” to murowane hity. Ale całość „1.577” jest bardziej rozważna niż romantyczna (ja lubiłem u tego zespołu szczyt swobody wykonań sprzed dziesięciu lat) i, jak przy debiucie, każdy będzie musiał zdefiniować swój stosunek do tej grupy od nowa.

 

Myslovitz, 1.577, EMI

Polityka 21.2013 (2908) z dnia 21.05.2013; Afisz. Premiery; s. 75
Oryginalny tytuł tekstu: "Próba sił"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Nie każdy archeolog to Indiana Jones

Popkulturowy obraz archeologa awanturnika umacnia przekonanie, że ich głównym zadaniem jest odkrywanie skarbów. Ten fałsz fatalnie odbija się na wiedzy o przeszłości.

Agnieszka Krzemińska
27.02.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną