Recenzja płyty: Waglewski Fisz Emade, „Matka, syn, Bóg”

Blues i synowie
Moc oszczędnego gitarowego grania i precyzyjnej aranżacji.
materiały prasowe

Muzycznie nic tu nie dziwi, tyle że po raz kolejny przekonujemy się, na czym polega moc oszczędnego gitarowego grania i precyzyjnej aranżacji. Właśnie tak Waglewscy – ojciec i synowie – nagrywają piosenki, co wiadomo choćby z poprzedniej ich wspólnej płyty „Męska muzyka”. Dzięki Wojciechowi słychać bliską bluesowi, najszlachetniejszą odmianę rocka, której optymalny szlif brzmieniowy nadał odpowiedzialny za produkcję Emade, natomiast teksty w większości pochodzą od Fisza. No i chyba właśnie w tekstach jest najwięcej dramatyzmu. Te, które napisał Wojciech (zwłaszcza „Posłuchaj” czy „Ile jeszcze życia”), wołają spoza smugi cienia, wydają się pozbawione złudzeń. Te napisane przez Fisza równie poważnie mierzą się z kwestiami ostatecznymi (vide „Ojciec”, „Bóg”). Okazuje się, że refleksyjność nie musi być prostą pochodną wieku, bo i ojciec, i syn mają podobny ton, co – swoją drogą – generuje arcyciekawe wrażenie międzypokoleniowego dialogu.

 

Waglewski Fisz Emade, Matka, syn, Bóg, ART2 Music/Agora

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną