Recenzja płyty: Rycerzyki, „Kalarnali”

Fantazja i dyscyplina
Zespół inny niż wszystkie, posługujący się tradycyjnymi środkami, pełen uroku i wart zauważenia.
materiały prasowe

Pierwsze, co słychać na płycie „Kalarnali” krakowskich Rycerzyków, to czystość, przejrzystość i dokładność. Żadne producenckie zabiegi nie zasłaniają tu kompozycji o dopracowanej strukturze, z jednej strony sięgających momentami do pełnego odniesień retro stylu Stereolab, z drugiej – zapędzających się w stronę art rocka („Koniec zimy”). Teksty mają marzycielski, eskapistyczny (odniesienia do tytułowej fantastycznej krainy) charakter, ale śpiewane są przez Gosię Zielińską z teatralną dykcją i prostotą, którą w pierwszym momencie można nawet wziąć za naiwność. Czyli cały czas mamy tu subtelną grę między ową prostotą, przejrzystością właśnie a wyrafinowaniem, bo tym melodyjnym piosenkom warto dać się otworzyć i docenić pomysły, elementy aranżacji i pracę ułożonego, zgranego sekstetu. Zrealizowana dzięki crowdfundingowemu wsparciu płyta – już druga w dyskografii Rycerzyków – potwierdza, że to zespół inny niż wszystkie, posługujący się tradycyjnymi środkami, pełen uroku i wart zauważenia.

Rycerzyki, Kalarnali, Thin Man

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną