Recenzja płyty: Star Guard Muffin, "Jamaican Trip"
Zespół Star Guard Muffin ma przed sobą przyszłość, chociaż sławę zdobył nieproporcjonalnie wcześnie.
Zespół Star Guard Muffin ma przed sobą przyszłość, chociaż sławę zdobył nieproporcjonalnie wcześnie.
11 doskonałych, dojrzałych kompozycji wypełnionych opowieściami i miłosnymi wyznaniami.
Dodatkową atrakcją płyty są dwie wcześniej niepublikowane piosenki.
Niebezpiecznie zbliża się do Whitney Houston.
Trio Pawlika: ze śpiewem Lory Szafran i Marka Bałaty oraz przeszkadzajkami Mikołaja Wieleckiego.
Czekamy na dalsze płyty. Wciąż mamy niedosyt.
Wunder powściągnął całkowicie na tej płycie emocje i tempa, tak się starając, żeby wszystko wypadło bezbłędnie, że całość jest nudna.
Dojrzała i pieczołowicie wyprodukowana porcja blues rocka.
Archiwalne rejestracje wspomnień uczestników Powstania Warszawskiego połączone z ciekawą muzyką.
Słyszę tylko zagubioną wokalistkę, która zasłania się dziecinną otoczką, np. kuriozalnymi wstawkami w języku elfów.
Julia Lezhneva na swoim debiucie fonograficznym śpiewa Rossiniego leciutko i wdzięcznie.
Okładka tej płyty zapowiada coś zupełnie innego, niż objawia muzyka.
To płyta do wielokrotnego słuchania i smakowania, daleka od przelatujących bez śladu przez głowę sezonowych top trendów.
Nad wszystkim unosi się dobrze znany klimat poetyckiej nostalgii, no i charakterystyczny wokal Artura Rojka.
Ton płyty przesiąknięty jest atmosferą knajp i barów, w których nikt nikogo nie pyta o nazwisko i życie osobiste.
Zaryan w interpretacjach anglojęzycznych wersji poezji Miłosza oraz poetek Jane Hirshfield, Anny Świrszczyńskiej i Denise Levertov.
Często pojawia się porównanie muzyki BSC do tego, co robią takie zespoły jak Lynyrd Skynyrd czy Black Crowes.
Płyta została zauważona w USA i doczekała się już nominacji do Blues Music Award w kategorii „najlepszy debiut”.
Nagrania z prób, szkice tematów do wydanej w 1961 r. klasycznej płyty „Africa/Brass” Coltrane’a.
Bush znów bierze na warsztat swoje dwie superprodukcje z przełomu lat 80. i 90.