Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Teatr

Wicie przy gongach

Recenzja spektaklu: „G.E.N”, reż. Grzegorz Jarzyna

Młodzi aktorzy w przestrzeni ATM Studio. Na pierwszym planie Sebastian Pawlak. Młodzi aktorzy w przestrzeni ATM Studio. Na pierwszym planie Sebastian Pawlak. Hueckel Studio / materiały prasowe
Twórcy stawiają dobre pytania – jak zepchnąć świat z równi pochyłej, po jakiej się zsuwa – ale ich odpowiedzi są pretensjonalne.

Najnowszy spektakl Grzegorza Jarzyny otwiera nową scenę TR Warszawa – z dala od centrum, w jednej z hal ATM Studio. Może ta przestrzeń i nowa sytuacja zainspirowała reżysera i jednocześnie od niemal dwóch dekad dyrektora TR do zrealizowania bardzo dla niego nietypowego przedstawienia. Zamiast pięknych obrazów i klasycznego aktorstwa mamy niemal pustą przestrzeń i młodych aktorów tworzących coś w rodzaju grupy terapeutycznej dla nieradzących sobie z rzeczywistością, niegodzących się na normy społeczne i kontestujących napędzany przez konsumpcję świat. Punktem wyjścia do improwizacji byli „Idioci”, pamiętny film Larsa von Triera z 1998 r., którego odpryski są widoczne w pierwszej, lepszej części przedstawienia. Celem całości jest znalezienie sposobu na odrodzenie się, zmienienie percepcji siebie i innych, a przez to stworzenie lepszego, zdrowszego, mniej represyjnego społeczeństwa. Pobrzmiewa New Age’em? I tak też, niestety, wygląda. Twórcy stawiają dobre pytania – jak zepchnąć świat z równi pochyłej, po jakiej się zsuwa – ale ich odpowiedzi są pretensjonalne. Odrodzenie ma polegać na odczuciu, że się JEST (koniecznie dużymi literami), co przejawia się wiciem po podłodze, rozebraniem się i zejściem ze sceny już jako nowi ludzie. A wszystko to przy dźwiękach mosiężnych gongów… Trudne doświadczenie, nie tylko dla aktorów.

G.E.N, reż. Grzegorz Jarzyna, TR Warszawa

Polityka 9.2017 (3100) z dnia 28.02.2017; Afisz. Premiery; s. 68
Oryginalny tytuł tekstu: "Wicie przy gongach"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Pierwsza matura po deformie. Żeby zdać, trzeba szczęścia albo wielkich pieniędzy

Żeby przejść przez maturę, trzeba mieć dużo zdrowia albo spore pieniądze. A najlepiej jedno i drugie – mówią rodzice i nastolatki z pierwszego rocznika wykształconego w szkołach zreformowanych przez Annę Zalewską. Za sto dni podchodzą do trudniejszych niż dotąd egzaminów.

Joanna Cieśla
31.01.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną