Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Teatr

Buntownik z muzeum

Baal”, pierwsza sztuka Bertolta Brechta, nigdy nie cieszyła się wzięciem u polskich reżyserów. Tym większym zaskoczeniem była świetna opolska realizacja Marka Fiedora z 2006 r., która uwolniła zawarty w dramacie bunt, dała głos tkwiącym w człowieku zwierzęcym instynktom i wyświetliła tkwiące w każdym z nas marzenie o zrzuceniu nakładanego przez kulturę i cywilizację kaftana bezpieczeństwa. Anna Augustynowicz wystawiając „Baala” we wrocławskim Współczesnym poszła innym tropem. Nie opowiada o człowieku, a o poecie. Baal Jerzego Senatora to sympatyczny starszy pan z trudem odrywający się od maszyny do pisania. Jego bunt przeciw mieszczańskim normom jest czysto deklaratywny. Próżno tu szukać jakichś emocji, brudu czy występku. Zamiast tego biel, czerń i szarość, automatyzm ruchów, emocjonalny chłód i monotonny, nużący rytm. Całość ma być rodzajem mszy za poetę (niektóre kwestie są wyśpiewywane jak podczas liturgii) odprawianej przed trójskrzydłowym szklanym ołtarzem, który w ostatniej scenie zmienia się w gablotę muzealną z Baalem w środku. Bo każdy twórca zaczyna jako buntownik, a kończy jako klasyk w muzeum kultury? W zasadzie tak, problem tylko w tym, że Baal Augustynowicz nigdy żadnym buntownikiem nie był.

Aneta Kyzioł

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Pierwsza matura po deformie. Żeby zdać, trzeba szczęścia albo wielkich pieniędzy

Żeby przejść przez maturę, trzeba mieć dużo zdrowia albo spore pieniądze. A najlepiej jedno i drugie – mówią rodzice i nastolatki z pierwszego rocznika wykształconego w szkołach zreformowanych przez Annę Zalewską. Za sto dni podchodzą do trudniejszych niż dotąd egzaminów.

Joanna Cieśla
31.01.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną