Recenzja wystawy: „Teresa Pągowska”

Przyjemny niedosyt
Wystawa pozostawia uczucie niedosytu, co nie jest zarzutem wobec kuratora, ale wyrazem uznania: chciałoby się więcej.
Teresa Pągowska, Biały ręcznik, 1995 r.
Teresa Pągowska/materiały prasowe

Teresa Pągowska, Biały ręcznik, 1995 r.

Chętnie kupowana przez kolekcjonerów. Ceniona przez krytyków i lubiana przez miłośników sztuki. Skąd ta zgodna akceptacja? Zapewne stąd, że jest to malarstwo z jednej strony zdyscyplinowane formalnie, z drugiej intymne i pełne emocji. Figuratywne, ale równocześnie zacierające tropy – artystka nigdy nie mówiła wprost o swych bohaterkach (bo to kobiety były zazwyczaj tematem jej sztuki). Na przykład nigdy nie wiadomo, czy nienaturalnie wygiętymi ciałami rządzą paroksyzmy bólu i cierpienia czy rozkoszy. Charakterystyczny dukt pędzla sprawia, że znając jeden jej obraz, kolejne rozpoznamy bez problemu. A dość wąska tematyka prac wcale nie osłabia w widzu ciekawości kolejnych dzieł, choć na pierwszy rzut oka wiele z nich różni się między sobą tylko niuansami. Pągowska mówiła kiedyś: „Trzeba dużo wiedzieć, by dużo odrzucać, poprzez eliminację zyskiwać większe bogactwo”. Wydaje się, że tę umiejętność posiadła w stopniu najwyższym. W Galerii Opera przygotowano rzetelną panoramę jej twórczości, obok efektownych płócien są także skromniejsze, bardziej intymne prace na papierze. Wystawa pozostawia uczucie niedosytu, co nie jest zarzutem wobec kuratora, ale wyrazem uznania: chciałoby się więcej.

Teresa Pągowska, Galeria Opera, Warszawa, wystawa czynna do 30 czerwca

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną