Co astronomowie mówią o SETI?

Pytanie, za które Bruno oddał życie
Minęło właśnie 50 lat od rozpoczęcia programu SETI, czyli poszukiwania cywilizacji pozaziemskich. Tym samym program ten stał się najdłużej prowadzonym badaniem naukowym na świecie.

SETI, czyli Search for ExtraTerrestial Inteligence to nasłuch radiowy kosmosu, w poszukiwaniu sygnału, który można by uznać za pochodzący od inteligentnych istot pozaziemskich. W 1992 roku, inicjator tych badań, amerykański astronom Frank Drake, w swojej książce p.t  Is anyone out there? (Czy jest tam kto?), napisał:

Pomimo wysiłków podejmowanych na całym świecie i coraz lepszego wyposażenia nie znaleźliśmy poza Ziemią innych cywilizacji (...) Brak sukcesów w tej dziedzinie nie powinien jednak rozczarować żadnego mądrego człowieka, gdyż nikomu nie udało się dowieść, że takich cywilizacji nie ma. Niepowodzenia potwierdziły po prostu, że nasze wysiłki były niewystarczające wobec ogromu zadania, które można porównać do poszukiwania igły w kosmicznym stogu siana nieprawdopodobnych rozmiarów.

Sytuacja nie zmieniła się do dzisiaj, chociaż minęło kolejnych prawie 20 lat badań i program SETI stał się w międzyczasie nie tylko najdłuższym badaniem naukowym świata, ale też największym. Dane z nasłuchu zbiera kilkanaście wielkich radioteleskopów, skupionych przede wszystkim w ośrodkach Heat Creek Radio Obsevatory w Kalifornii oraz w Obserwatorium Arecibo w Portoryko. W przetwarzanie odebranych sygnałów zaangażowano kilka milionów prywatnych komputerów, które zamiast wygaszacza ekranu mają zainstalowany program SETI@home i gdy nie są wykorzystywane analizują pobrany z SETI materiał badawczy. Tylko zastosowanie tak wielkiej mocy obliczeniowej daje nadzieję, że w ogromie zarejestrowanych radiowych szumów kosmicznych może kiedyś coś się znajdzie.

Ale gdzie oni są?

Tymczasem nie milkną wcale głosy krytyków programu SETI, który budził kontrowersje już właściwie od samego początku swojego istnienia. Czy to w ogóle ma sens? – pytali i pytają sceptycy. Czy tam w ogóle jest ktoś, kto mógłby dawać jakieś sygnały? Czy warto wydawać pieniądze i angażować  kosztowną aparaturę naukową na tego typu badania? Gdzie oni są? (ci inteligentni obcy) – pytał słynny fizyk Enrico Fermi już w 1950 roku – skoro szacuje się, że tylko w naszej Galaktyce, zwierającej około 250 miliardów gwiazd, powinno być ich wielu.  A tu wciąż  nic, nawet jednego sygnału, nawet najmniejszego śladu.

– Uważam, że projekt SETI jest niezwykle ciekawy – mówi prof. Ewa Szuszkiewicz, kierownik Zakładu Astronomii i Astrofizyki Uniwersytetu Szczecińskiego, Koordynator Polskiego Centrum Astrobologii – chociaż cały czas trzeba brać pod uwagę, że obce cywilizacje mogą być we wszechświecie bardzo rozproszone. Poza tym nie wiemy, jak długo mogą trwać. Musimy pamiętać, że sygnały, które dochodzą do nas i są rejestrowane przez radioteleskopy SETI pochodzą z bardzo różnych epok życia wszechświata, który liczy prawie 14 miliardów lat. Jeśli porównamy ten czas z czasem istnienia naszej cywilizacji, to rzeczywiście prawdopodobieństwo natrafienia na kogoś podobnego do nas jest niewielkie. Ci, których poszukujemy mogą już od dawna nie istnieć lub dopiero powstaną. Nie wiemy nawet jak długo nasza cywilizacja może przetrwać, a co dopiero jak długo mogą żyć obce.

Wprawdzie szukamy, jak mówi Drake, igły w gigantycznym komicznym stogu siana, ale to wcale nie musi od razu skazywać na fiasko naszych prób. Wiele odkryć, zwłaszcza w astronomii, dokonało się właśnie podczas poszukiwań po omacku lub zupełnie przez przypadek.

 – Na korzyść tych badań przemawia coś bardzo mocnego – mówi kosmolog, prof. Roman Juszkiewicz z Centrum Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika PAN  w Warszawie – a mianowicie uniwersalność praw przyrody. Jeśli oglądamy widmo atomu wodoru, który jest zawieszony w jakiejś chmurze gazu położonej kilka miliardów lat świetlnych od Ziemi, to widzimy, że ten atom jest dokładnie taki sam jak ziemski.  A ponieważ biologia wynika z fizyki, byłoby niepojęte gdyby na podobnych do Ziemi planetach nie mogło  powstać życie. To powoduje, że jestem pewien istnienia obcych, pozaziemskich form życia. Bardzo długo nie wiedzieliśmy jak rozpowszechnione są planety, krążące wokół  innych niż Słońce gwiazd. Teraz już wiemy, m.in. dzięki odkryciom Aleksandra Wolszczana, że planety są w kosmosie wszędzie.  Liczba odkrytych planet pozasłonecznych szybko rośnie; w dniu 6 kwietnia 2010  katalog takich planet liczył  434 pozycje. A skoro są planety, może być na nich życie.     

Największa przygoda ludzkości

Prof. Juszkiewicz twierdzi też, że stawka w tych badaniach jest ogromna.
- Gdyby udało się  nawiązać jakiś kontakt, zaćmiłoby to wszystko co ludzkość  przeżyła w swej historii, włącznie z narodzinami Chrystusa.

Być może więc zasadne pytanie brzmi nie czy tam w ogóle jest ktoś, lecz kiedy mamy szansę dowiedzieć się o tym? Obecnie, bezpośrednio dla programu SETI na całym świecie pracuje około dwóch tysięcy osób. Poza Berkeley, także na uniwersytetach w Princeton i na Harwardzie oraz w Argentynie i we Włoszech.  Mówi obecny szef programu SETI, prof. Dan Werthimer z Berkeley University

– Przez 50 lat trwania programu zmieniło się jego postrzeganie, zarówno tu w Stanach jak i na całym świecie. Pierwotnie SETI było traktowane jako dziwactwo, a nawet mówiło się dużo o marnowaniu  czasu oraz pieniędzy. Dzisiaj jest inaczej: Ludzie traktują ten program bardziej poważnie, często jako godny wsparcia. Oczywiście wciąż istnieją sceptycy. Ale dzisiaj już jest ich mniej niż kiedyś.

W międzyczasie powstała poważna dyscyplina naukowa zwana egzobiologią. Odkryto, że życie może funkcjonować w niezwykle trudnych, wręcz ekstremalnych warunkach. Stąd poważne podejrzenie, że jego proste formy mogą istnieć nawet w Układzie Słonecznym, a co dopiero na wielu odkrytych, nowych planetach. To wszystko podziałało na korzyść programu SETI.

 – Jeśli  chodzi o pytanie, kiedy w końcu zidentyfikujemy obcy sygnał – kontynuuje prof. Werthimer – to osobiście jestem nieco mniejszym optymistą aniżeli Frank Drake. Być może potrzeba na to setek, a może tysięcy lat. Ćwierć wieku to raczej za mało. Przy ogromnym szczęściu może wystarczyłby czas jednego ludzkiego życia. Uważam jednak, że życie w kosmosie na pewno istnieje i sądzę też, że jego prymitywne formy są bardzo rozpowszechnione, że istnieją na miliardach planet. Pytanie, jak często zdarza się, że te prymitywne organizmy są w stanie ewoluować w stronę  inteligentnych istot zdolnych do tworzenia technologii? Z pewnością to już zdarza się znacznie rzadziej. Ale i tak  w skali naszej Galaktyki może takich przypadków być tysiące.

Zmarnowane pieniądze podatnika?

Krytycy SETI często oskarżali ten program o  marnowanie pieniędzy.  Wszystkie  badania, włącznie z amerykańskim satelitą  Kepler, który od marca 2009 poszukuje planet podobnych do Ziemi,  (a zatem takich, na których mogłoby powstać życie w formie, jaką znamy), opiewają na kwotę rzędu 200 milionów  dolarów. Tegoroczny budżet National Science Foundation, amerykańskiej agencji rządowej do finansowania badań naukowych to 7 miliardów USD, zatem cały koszt szeroko rozumianego programu SETI to mniej niż 3 proc. budżetu NSF. Entuzjaści SETI przywołują też wydatki, jakie Amerykanie poczynili w trakcie interwencji w Afganistanie i Iraku.

Połowa hipotezy

A co jeśli się znajdą? W programie SETI jest kilka wątków frapujących. Po pierwsze, poszukuje się w nim istot chemicznie zbliżonych do nas, a jednocześnie obcych. Co by wynikało z tej nagle odkrytej obcości?  Każdy filozof ziemski musiałby się nad takim zagadnieniem pochylić i to głęboko. Zresztą może być jeszcze inaczej: mimo, że obcy korzystają z tych samych pierwiastków co my, mogą być aż tak inni, że nie jesteśmy w stanie ich rozpoznać. Różnorodność biologiczna, tylko w ramach chemii organicznej, może być znacznie większa aniżeli wiemy o tym obecnie. Może nawet już tu przebywają i są całkiem blisko, ale my o tym jeszcze nie wiemy.

Po drugie, jest w założeniu programu SETI bardzo silny pierwiastek uroczej, dziecięcej ciekawości świata, który można zilustrować pytaniami chłonącego świat dziecka.

Wreszcie należy też pamiętać, że za badania prowadzone teraz przez naukowców z SETI dawno temu oddał życie Giordano Bruno. I to w męczarniach. To Bruno pierwszy wysunął niezwykłą hipotezę, jakoby wokół miliardów podobnych do naszego Słońca gwiazd  krążyły miliardy podobnych do naszej Ziemi planet, a na tych innych Ziemiach żyły inne istoty i rozwijały się wspaniałe cywilizacje. Nieszczęście Bruno polegało na tym, że żył w nie swoich czasach oraz w nie swoim miejscu.  Teraz jednak, pierwszą część hipotezy Bruno udało się potwierdzić. Dzisiaj nie ma już żadnych wątpliwości, że wokół miliardów innych gwiazd orbitują miliardy innych planet. Pozostała więc do potwierdzenia tylko druga część brunowskiej hipotezy.  Może w końcu ktoś potwierdzi całość.

               

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj