Nauka

Mięso za seks

Źródła najstarszego zawodu świata

Jesper Aggergaard / Unsplash
Czy wśród szympansów występuje zjawisko prostytucji? Uczeni prowadzą w tej kwestii pouczający dialog.
Prostytucja wśród szympansów jest możliwa, ale wcale nie tak pewna jak u ludzi.EAST NEWS Prostytucja wśród szympansów jest możliwa, ale wcale nie tak pewna jak u ludzi.

Tekst został opublikowany w marcu 2016 roku.

Ktoś na pewno kłamie. Albo mężczyźni, albo kobiety. W psychologicznych ankietach, w których pada pytanie o liczbę dotychczasowych partnerów seksualnych, zawsze pojawia się dziwna rozbieżność: panowie deklarują ich więcej niż panie. Matematycznie to niemożliwe – kobiet jest przecież tyle samo co mężczyzn. Kto mija się z prawdą?

Wyjaśnień tego ankietowego fenomenu jest kilka. Jedna z hipotez kieruje podejrzenie na mężczyzn – bo wyolbrzymianie własnych osiągnięć, w tym również seksualnych, to przecież bardzo samcza cecha. Ale z drugiej strony, może to kobiety zaniżają liczbę partnerów – wszak niewieścia cnotliwość jest w cenie w wielu kulturach. Albo też każda płeć inaczej rozumie pojęcie partner seksualny…

Istnieje jeszcze jedno wytłumaczenie tego zjawiska – zaproponowane m.in. przez Devona Brewera, profesora antropologii z University of Washington. Jego zdaniem ankiety nie uwzględniają zjawiska prostytucji. Tymczasem tylko jedna z przedstawicielek tej profesji potrafi mieć kilkuset klientów rocznie. A ponieważ zjawisko męskiej prostytucji jest niewielkie, zatem rozbieżności w ankietach miałyby dobre wyjaśnienie.

Wskazuje na to również fakt, że prostytucja obecna jest w każdej ludzkiej kulturze. Trudni się nią nawet do kilku procent kobiet w danej populacji. W Polsce pań parających się nierządem mamy ok. 20 tys., w USA jest kilkaset tysięcy. W samym tylko Tokio, jednym z najbardziej sprostytuowanych miast świata, kobiet lekkich obyczajów może być nawet 150 tys.

Skąd bierze się tak ogromna podaż usług seksualnych? Zgodnie z podejściem biologiczno-ewolucyjnym, zachowania samic i samców (czy to ludzkich, małpich czy szczurzych) zdeterminowane są przez podstawowy konflikt interesów: samica inwestuje w urodzenie i opiekę nad potomstwem nieporównanie więcej niż samiec. Ona uważnie wybiera partnerów, on natomiast ma naturalną skłonność do skakania z kwiatka na kwiatek. A najłatwiejszym sposobem zapewnienia sobie dostępu do partnerek seksualnych jest zakup ich usług. Zwłaszcza dla mężczyzn, którzy nie grzeszą urodą, inteligencją czy innymi przymiotami cenionymi przez kobiety. One z kolei mogą w ten sposób, w ekstremalnych sytuacjach, chronić swoje życie lub bliskich. W trakcie wojen seks staje się jednym z niewielu towarów, które można wymienić np. na żywność czy ochronę. Oczywiście, w tego typu sytuacjach kobiety w dramatyczny sposób zmuszane są do prostytucji.

Jest ona także sposobem na poprawę warunków życia. Jak pisze David Buss, psycholog ewolucyjny z University of Texas, np. Malajki z Singapuru unikają dzięki temu ciężkiej pracy, przypisanej w ich społeczności kobietom, czyli m.in. zbierania drewna i prania ubrań. Stać je bowiem na wynajęcie kogoś, kto zrobi to za nie. Mogą to być… mężczyźni, jak w afrykańskich plemionach Amhara i Bemba, zatrudniani przez prostytuujące się kobiety. Powody sprzedawania seksu mogą też być czysto merkantylne i trudne do wytłumaczenia ciężką sytuacją kobiet. W Polsce świadczy o tym choćby zjawisko tzw. galerianek. Duży popyt ze strony mężczyzn na usługi seksualne powoduje, że ich sprzedaż może dawać szybki i łatwy zarobek.

Zawód jeszcze starszy?

Czy powszechność występowania prostytucji dowodzi, iż jest ona równie stara jak nasz gatunek? Czy mamy rzeczywiście do czynienia z najstarszym zawodem świata? A może jeszcze starszym, bo coś podobnego robią zwierzęta, w tym nasi najbliżsi małpi kuzyni? Oczywiście, uczeni nie szukają prostytuujących się goryli, żuków czy myszy, ponieważ używanie takiego pojęcia byłoby nieuprawnioną antropomorfizacją. Analizują natomiast zachowania, w których seks staje się czymś w rodzaju towaru na biologicznym rynku, podlegającego wymianie np. na jedzenie.

Problem w tym, że tego typu zachowania zaobserwowano niemal wyłącznie u... owadów, u których smaczny kąsek może pozwolić samcowi na zapłodnienie samicy. Uczeni, trochę romantycznie, nazywają tego typu prezenty podarunkami ślubnymi (ang. nuptial gifts). Samce owadów stosują tę taktykę z kilku powodów – większy podarunek świadczy, że jego ofiarodawca jest lepszym materiałem na dawcę genów. Dzięki wartościowemu podarunkowi inwestuje też w potomstwo, bo złożenie jaj to dla samicy spory wydatek energetyczny. Jej obdarowanie może okazać się również najlepszym sposobem na uniknięcie… śmierci. Gdy partnerka zajmie się pochłanianiem prezentu, będzie czas na kopulację, a później ucieczkę, by nie zostać pożartym przez oblubienicę. Oczywiście dotyczy to tylko gatunków uprawiających miłosny kanibalizm (patrz: POLITYKA 29).

Nietrudno zatem wyobrazić sobie ekscytację uczonych, gdy w latach 70. ubiegłego wieku w prasie naukowej zaczęły pojawiać się doniesienia o podarunkach ślubnych u nieporównanie bliższych nam ewolucyjnie istot – szympansów pospolitych. Pierwsze obserwacje mówiły jedynie o tym, że grupa samców ma większą ochotę na polowanie – a ofiarami szympansów są przede wszystkim inne małpy, głównie gerezy rude – gdy w pobliżu znajdzie się samica w rui. Kolejne publikacje pozwalały na wysnucie jeszcze ciekawszych wniosków – samice chętniej kopulowały z samcami, które chwilę wcześniej oddały im smakowity kąsek z upolowanej zwierzyny.

Z polowaniami i jedzeniem mięsa przez szympansy nauka ma pewien kłopot. Nasi kuzyni ewidentnie lubią ten rodzaj pożywienia, ale procentowo nie stanowi on istotnego składnika ich diety, w której dominują owoce i zielone części roślin. Dlaczego zatem poświęcają sporo energii i ryzykują zranienie, łapiąc m.in. gerezy? Czy chodzi o obfitość białka i mikroelementów w mięsie, których nie jest w stanie dostarczyć wegetariańska dieta? – Tego nadal nie wiemy, ale niewątpliwie szympansy gotowe są wiele zrobić dla zdobycia mięsa – przyznaje prof. Richard Wrangham z Harvard University, jeden z najwybitniejszych badaczy życia tych małp.

A może ich polowania nie są sposobem na zdobycie pokarmu, tylko uwodzenie samic? Hipoteza „mięso za seks” zyskała w ciągu ostatnich kilkunastu lat spore powodzenie i na trwałe zagościła w literaturze naukowej oraz popularyzujących ją publikacjach, jak choćby książka „O pochodzeniu cnoty” Matta Ridleya, opisująca powstanie ludzkiej moralności. Gdy zatem w ubiegłym roku prof. Claude Lovejoy, znany antropolog z Kent State University, opublikował pracę na temat naszego wymarłego przodka (lub kuzyna) ardipiteka, zasugerował w niej, iż podobnie jak szympansy samce gatunku Ardipithecus ramidus mogły kupować seks za mięso lub owoce.

U małp jest inaczej

Jeszcze dalej idące interpretacje tej hipotezy, nagłośnione w mediach, upatrywały w zachowaniu szympansów źródeł ludzkiej prostytucji. Byłaby ona zatem rzeczywiście najstarszym zawodem świata, sięgającym co najmniej kilku milionów lat wstecz. Jednak niedawno, na łamach prestiżowego czasopisma naukowego „Journal of Human Evolution”, ukazał się artykuł studzący zapał zwolenników hipotezy „mięso za seks”. Uczeni z trzech amerykańskich uniwersytetów, m.in. prof. Richard Wrangham z Harvardu, przyjrzeli się wynikom badań swoich oraz innych prymatologów. Okazało się, że „mięso za seks” ma w rzeczywistości kruche podstawy.

Przeczy temu wiedza zebrana na temat życia społecznego szympansów. Samicom tych małp zależy bowiem, by kopulować z wieloma osobnikami, gdyż niepewność ojcostwa ogromnie zmniejsza ryzyko dzieciobójstwa. Samce, co jest spotykane np. u lwów, potrafią zabijać dzieci, jeśli istnieje spore prawdopodobieństwo, iż są one potomkami rywali – w ten sposób zmniejszają szanse rozprzestrzenienia się obcych genów. Lecz w sytuacji dużej niepewności ojcostwa zwiększa się ryzyko zabicia własnego potomka i dlatego samce szympansów powstrzymują się przed dzieciobójstwem w obrębie własnej grupy.

Poza tym podarunek w postaci mięsa stanowi tylko krótkotrwały zastrzyk energii dla samicy i nie jest żadną zapowiedzią gotowości samca do pomocy, gdy na świat przyjdą dzieci. Szympansy płci męskiej nie przejawiają bowiem żadnej chęci opieki nad potomstwem (co zapewne także wynika z niepewności ojcostwa).

Również z samczego punktu widzenia dzielenie się mięsem z samicami nie ma większego sensu. Gdy te są w rui, nie trzeba ich specjalnie namawiać na seks. Nie da się też w ten sposób kupić większej liczby kopulacji, gdyż najszerszy dostęp do szympansic mają osobniki stojące najwyżej w grupowej hierarchii, a nie te, które akurat upolowały mięso. Z analiz opublikowanych w „Journal of Human Evolution” wynika też jasno, że osobnik, który złowił np. gerezę, dzieli się nią, nie patrząc na płeć obdarowywanych. A na największą szczodrość mogą liczyć te szympansy, które są najbardziej namolne. Innymi słowy, szympansy dzielą się mięsem dla świętego spokoju.

To zła wiadomość dla poszukiwaczy ewolucyjnych korzeni ludzkiej prostytucji. Ale za to dobra dla zwolenników teorii wyjaśniającej fenomen łączenia się ludzi w pary. Otóż człowiek, ze swoim paliwożernym mózgiem, potrzebował dużej ilości kalorii. Dostarczało ich mięso z upolowanej zwierzyny, zapewne dodatkowo upieczone, by uczynić pokarm łatwiej strawnym (jak twierdzi prof. Wrangham, ognia do przygotowywania pożywienia używamy już od ok. 2 mln lat). Polowania nie zawsze się jednak udają i stąd zapewne wziął się charakterystyczny dla wszystkich kultur łowiecko-zbierackich podział pracy – mężczyźni chodzą na łowy, kobiety gotują i zbierają owoce czy bulwy. Dzięki temu one mają zapewnioną wysokokaloryczną żywność, oni zaś ciepłą strawę, gdy pogoń np. za antylopą się nie powiedzie.

Taki scenariusz wyjaśniałby pojawienie się określonych preferencji kobiet, które chciały mieć za partnerów najsprawniejszych myśliwych. Liczne badania plemion łowiecko-zbierackich pokazują, że rzeczywiście mężczyźni za udane łowy nagradzani są seksem. To może być podłożem takich zjawisk jak prostytucja, ale również… łączenie się w pary. Tylko dzięki trwałej kooperacji mężczyzny i kobiety można było zapewnić jedzenie oraz bezpieczeństwo sobie, a przede wszystkim potomstwu. A sprawny myśliwy, przynoszący jedzenie, stał się najbardziej pożądanym partnerem seksualnym.

Gdyby natomiast okazało się, że szympansy rzeczywiście płacą jedzeniem za częstszy dostęp do samic, powyższa hipoteza odsłoniłaby swój słaby punkt. Mianowicie wymiana „mięsa na seks” nie musiałaby prowadzić do łączenia się w pary, bo przecież trudno o bardziej promiskuityczną społeczność niż szympansia, w której każdy współżyje z każdym.

Wspomnienie związku

Na koniec warto wspomnieć o jeszcze jednym intrygującym artykule, który w ubiegłym roku opublikowali naukowcy z Max Planck Institute for Evolutionary Anthropology w Lipsku. Otóż prowadzone przez nich obserwacje szympansów żyjących na wolności zdają się wskazywać, że samce obdarowują jednak samice mięsem w seksualnym kontekście, ale wyłącznie w specyficznych okolicznościach.

Czasami szympansy zachowują się dość dziwnie – dwoje osobników oddala się od grupy, by przez kilka tygodni, a nawet miesięcy, być tylko ze sobą. Czas ten wypełniony jest m.in. seksem. Okazuje się, że samce dają chętniej mięso właśnie tym szympansicom, z którymi kiedyś tworzyły parę. Być może to intrygujące zachowanie wskazuje, iż nawet wśród tak „rozwiązłych” małp tli się gotowość do budowania trwalszych związków. Za to raczej na pewno nie wyjaśnia zjawiska prostytucji. Na razie pozostaje ono jednym ze znaków firmowych naszego gatunku.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czym są uczucia między robotami a ludźmi?

Jak autorka niemieckiego „Die Zeit” próbowała zaprzyjaźnić się ze „sztucznym inteligentem”, Botrisem.

Ana Mayr, [tł.] Adam Krzemiński
14.05.2019
Reklama