Niebo, które obserwował Mickiewicz

Astronomia Wojskiego
Mija dokładnie 200 lat od zjawisk na niebie opisanych przez Adama Mickiewicza w „astronomii Wojskiego”. Czy wieszcz znał się na gwiazdach? Przekonajmy się.
„Z niewymownym przeczuciem cały lud litewski poglądał każdej nocy na ten cud niebieski ”
Piotr Majewski/Polityka

„Z niewymownym przeczuciem cały lud litewski poglądał każdej nocy na ten cud niebieski ”

Czy tak wyglądało niebo, na które patrzył wieszcz?
Piotr Majewski/Polityka

Czy tak wyglądało niebo, na które patrzył wieszcz?

Z tą mapka oraz lunetą należy wyjść w majowy weekend ok. godz. 21.30 i rozpocząć obserwacje.
Piotr Majewski/Polityka

Z tą mapka oraz lunetą należy wyjść w majowy weekend ok. godz. 21.30 i rozpocząć obserwacje.

Zacznijmy od tego, że Wojski to nie nazwisko, a Natenczas nie jest imieniem, jak głosi szkolna anegdota. W Polsce przedrozbiorowej wojski sprawował urzędową opiekę nad rodzinami szlachty na czas pospolitego ruszenia. Na Wileńszczyźnie czasów „Pana Tadeusza” urząd ten miał znaczenie tylko honorowe, lecz postać Wojskiego (który w eposie Mickiewicza nazywa się Tadeusz Hreczecha) została wprowadzona przez autora z zamysłem wskrzeszenia dawnej funkcji wobec zbliżającej się wojny Napoleona z Rosją. Opieka ze strony wojskiego polegała bowiem także na przekazywaniu tradycji, wzorców do naśladowania, edukowaniu, formą przekazu była zaś gawęda szlachecka. Nie inaczej było w przypadku bajania o rozgwieżdżonym firmamencie.

Prawdziwe Soplicowo nie istnieje, ale niebo nad Soplicowem – jak najbardziej. Mickiewicz miał odpowiednie przygotowanie, by ustami Wojskiego kreślić gwiezdną mapę, co uczynił w Księdze VIII poematu zatytułowanej „Zajazd”. Źródeł jego wiedzy badacze upatrują w ludowej astronomii, opartej na ustnych opowieściach, stąd w „Panu Tadeuszu” pojawia się nazewnictwo gwiazd i konstelacji niespotykane w oficjalnych atlasach czy katalogach. Przypomnijmy także o studiach na Uniwersytecie Wileńskim, które Mickiewicz rozpoczął od nauk przyrodniczych, a te za sprawą astronomów: Marcina Poczobutta-Odlanickiego i Jana Śniadeckiego stały na wysokim poziomie. – Mickiewicza nie interesowała jednak natura ciał niebieskich. Jego droga do astronomii Wojskiego wiodła przez późniejsze studia klasyczne, stąd trudno nazwać go znawcą gwiazd, za to znawcą gwiezdnej mitologii okazał się niezłym – ocenia prof. Grażyna Halkiewicz-Sojak z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, znawczyni twórczości Mickiewicza.

Zweryfikujmy zatem kilka astronomicznych fraz z „Pana Tadeusza”.

„Już ich tysiąc, już milijon mruga”.

Nie ma mowy o dostrzeżeniu takiej liczby gwiazd. Na ciemnym, przejrzystym niebie gołym okiem ujrzeć ich można ok. 3 tys., a w blasku Księżyca liczba ta spada do zaledwie kilkuset. Na tym w zasadzie astronomiczna licentia poetica się kończy, zaś resztę stanowi merytoryczny wykład. Wojski rozpoczyna od pary tworzącej konstelację Bliźniąt; Kastor i Polluks są obiektami pierwszej wielkości i dlatego łatwo je obserwować. W dalszej kolejności wymienia gwiazdozbiory Wagi, Korony Północnej (Sito), układ Wielkiego Wozu (Wóz Dawida) i Smoka. Rzut oka na mapkę wystarczy, by stwierdzić, że nasz wieszcz porusza się po niebie dość chaotycznie, a na dodatek pomija kilka jasnych gwiazd i wyraźnie zarysowanych konstelacji. Dlaczego?

Pamiętajmy, że „Pan Tadeusz” nie jest podręcznikiem astronomii, choć Mickiewicz radzi sobie całkiem nieźle – mówi prof. Andrzej Niedzielski z Centrum Astronomii UMK w Piwnicach. – Dowolność w opisie odzwierciedla ówczesną swobodę w nazewnictwie i pozycjonowaniu gwiazdozbiorów. Ostateczny porządek na firmamencie wprowadziła dopiero w 1928 r. Międzynarodowa Unia Astronomiczna, dzieląc niebo na 88 konstelacji. A prof. Halkiewicz-Sojak dodaje: – Wymienione w „Panu Tadeuszu” obiekty pasowały autorowi do literackiej układanki, przy czym ważniejszym jej elementem jest gawęda szlachecka, nie zaś prawda astronomiczna.

Nad niespójnym niebem romantycznego poety można jednak trochę zapanować. Wprawdzie Adam Mickiewicz potraktował firmament wybiórczo, jednak uczynił to w miarę poprawnie. Przy okazji pozostawił badaczom kilka zagadek.

Na czoło wysuwa się kwestia usytuowania Wielkiego Wozu, który w „Panu Tadeuszu” celuje w Gwiazdę Polarną dyszlem, a nie – jak jest w rzeczywistości – tylną ścianą. Trudno uwierzyć, że genialny poeta popełnił szkolny błąd. W pierwszej połowie XX w. prof. Stanisław Pigoń, zasłużony badacz i edytor „Pana Tadeusza”, wysnuł przypuszczenie, że to po prostu błąd korekty. Mickiewicz niechętnie siadał do poprawiania swoich rękopisów, zlecając to przyjaciołom. Być może ktoś zamienił przyimek „od” na „do” (polarnej gwiazdy) i tak zaszła drobna pomyłka, która wywróciła układ Wielkiego Wozu względem bieguna niebieskiego. – Niestety, tzw. hipotezy Pigonia nie da się wyjaśnić, gdyż nie zachował się fragment autografu, o którym mowa – tłumaczy prof. Halkiewicz-Sojak.

Kolejna zagadka Mickiewicza dotyczy konstelacji, o której czytamy: „zodyjakowy Smok (…), którego mylnie Wężem chrzczą astronomowie (…) Lewiatan się zowie”. Po pierwsze, gwiazdozbiór Smoka nie należy do Zodiaku. Po drugie, konstelacja Węża leży po dwóch stronach konstelacji Wężownika, przez którą przebiega pas zodiakalny (czasem w literaturze astronomicznej można spotkać określenie Wężownika mianem trzynastego znaku Zodiaku). Po trzecie, biblijny Lewiatan w czasach współczesnych oznacza wieloryba, a taki gwiazdozbiór także znajduje się na niebie. Który z nich autor miał na myśli?

W tym przypadku musimy spojrzeć na niebo oczami poety romantycznego, który widział przede wszystkim symbolikę zaklętą w gwiazdy – tłumaczy prof. Niedzielski. Historycy nieba wskazują, że w miejscu, gdzie dziś znajduje się niebieski Smok, przed wiekami wił się gwiezdny Wąż. Przeważyła jednak astronomiczna tradycja Dalekiego Wschodu, dla której smok jest istotą magiczną, i właśnie w tej postaci chińscy astronomowie kreślili mapy omawianej konstelacji, a za nimi podążyli inni. Wreszcie – koncepcja gwiazdozbioru Wieloryba nie pasuje do widoku nieba przedstawionego w „Panu Tadeuszu”. – Gdyby do treści poematu przyłożyć szablon gwiazdozbiorów, to akcja musiałaby się rozegrać w majowy weekend – przekonuje prof. Niedzielski. – W początkach maja na wieczornym firmamencie dostrzegalne są w zasadzie wszystkie opisane przez Mickiewicza konstelacje, jednak kłopot ostatecznemu rozstrzygnięciu sprawiają dwa obiekty poruszające się po sferze niebieskiej.

„Nareszcie księżyc srebrną pochodnię zaniecił”.

Tylko w czasie pełni mamy do czynienia z sytuacją, kiedy wschód Księżyca następuje z zapadnięciem zmroku – jak opisał Mickiewicz. Nie od razu jednak nasz satelita przybiera przywołaną barwę. Początkowo jego światło jest przytłumione w odcieniach pomarańczy i żółci. Dopiero po godzinie wznosi się na niebie na tyle, aby przybrać srebrzystą poświatę i rozświetlić mrok. Do domniemanej pełni doszło 8 maja 1811 r. Problem w tym, że Srebrny Glob przebywał wówczas na tle gwiazdozbioru Wagi, który praktycznie ginął w księżycowym blasku. Wojskiemu szalenie trudno byłoby pokazać go nad Soplicowem, a nawet jeśliby się uparł, to kolejnego gościa na ówczesnym majowym niebie pokazać nie sposób.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną