Wspomnienia z kosmicznej wojny

Szał ciał
Ryzyko, że w tym roku wydarzy się jakaś wielka kosmiczna katastrofa, jest praktycznie równe zeru. Za to odległa przeszłość Układu Słonecznego mogła być równie dramatyczna, jak wizje końca świata, który rzekomo ma nastąpić w grudniu.
W układzie planetarnym gwiazdy Corvi trwa wielkie bombardowanie. Planetoidy są zbudowane z zestalonych gazów, które w pobliżu gwiazdy sublimują. Kosmiczny Teleskop Spitzer.
NASA/JPL - Caltech

W układzie planetarnym gwiazdy Corvi trwa wielkie bombardowanie. Planetoidy są zbudowane z zestalonych gazów, które w pobliżu gwiazdy sublimują. Kosmiczny Teleskop Spitzer.

Jeśli wierzyć rozpowszechnianym przepowiedniom, czekają nas w tym roku straszliwe wydarzenia: gigantyczny wybuch na Słońcu może zniszczyć sieci energetyczne i przebiegunować pole magnetyczne Ziemi; nasza planeta zacznie wirować w przeciwną stronę, a przez jej glob przebiegną potężne wstrząsy tektoniczne, wzbudzające fale tsunami o wysokości wielu kilometrów; ponadto tajemnicza planeta Nibiru wytrąci Jowisza z orbity, wskutek czego zapalą się na nim gazy i w naszym układzie planetarnym rozbłyśnie drugie słońce. Mało tego. W grudniu punkt przesilenia zimowego znajdzie się na równiku galaktycznym, co zdarza się tylko raz na 26 tys. lat, i jeśli nawet bezpośrednio nie sprowadza jakichś kosmicznych katastrof, to niechybnie je powinien zapowiadać. Może na przykład zwiastować supernową, która wybuchnie w pobliżu Układu Słonecznego i wysterylizuje naszą planetę śmiercionośnym promieniowaniem gamma, albo spotęgować grawitację czarnej dziury w centrum Galaktyki, po czym Słońce i Ziemia zostaną wessane w Ciemną Szczelinę, ziejącą w Drodze Mlecznej tuż nad gwiazdozbiorem Strzelca.

Od tych apokaliptycznych wizji w Internecie aż huczy (Google wyświetla ponad 3 mln stron z frazą „end of the world 2012”). Co o nich sądzić? Cóż, dokładnie to samo, co o poprzednich końcach świata (patrz: POLITYKA 1). Z pewnością historie o zmianach kierunku wirowania Ziemi, drugich słońcach, pobliskich supernowych i żarłocznych czarnych dziurach łączy jedno: ich autorzy nie mają pojęcia, o czym piszą.

Nie potrafimy przewidywać wybuchów Słońca, ale nawet gdyby duży obłok słonecznej plazmy skierował się w naszą stronę, mielibyśmy wystarczająco dużo czasu, by spokojnie wyłączyć urządzenia narażone na uszkodzenie, minimalizując w ten sposób straty. Wielkie kosmiczne kolizje zdarzają się nawet dość często (w latach 1994 i 2009 byliśmy świadkami zderzenia sporej komety z Jowiszem); nic jednak nie wskazuje, by w najbliższych dziesięcioleciach podobny kataklizm miał zagrozić Ziemi.

Wielkie bombardowanie

Są za to poważne powody, by przypuszczać, że dawno temu bezprecedensowa (i na szczęście niepowtarzalna) katastrofa wstrząsnęła nie tylko naszą planetą, lecz całym Układem Słonecznym. Wyniki pierwszych prac poświęconych takiej możliwości zostały opublikowane w 2005 r. w prestiżowym tygodniku „Nature” przez Rodneya Gomesa, Harolda Levisona, Alessandro Morbidellego i Kleomenisa Tsiganisa.

Przedstawiony przez nich scenariusz szybko zdobył uznanie specjalistów, którzy ze względu na afiliację autorów, pracujących wówczas w Observatoire de la Côte d’ Azur w Nicei, nazwali go modelem nicejskim. W języku polskim nie brzmi to szczególnie ekscytująco, ale angielski oryginał jest sympatyczną grą słów: „nice” można odczytać jako ni: s (nicejski) lub nais (miły, wyszukany, dokładny, subtelny). Przyjmując to za dobrą monetę trzeba jednak pamiętać, że czwórka astronomów z Nicei opisuje tylko pewną wizję wydarzeń, które w rzeczywistości mogły potoczyć się zupełnie inaczej.

Pytania pojawiły się w połowie lat 70. Badając skały księżycowe przywiezione na Ziemię przez załogi statków Apollo stwierdzono wtedy, że liczne fragmenty skorupy naszego satelity mogły ukształtować się w wyniku krótkotrwałej, lecz intensywnej serii uderzeń dużych meteorytów i planetoid. Ten zmasowany ostrzał, znany w literaturze astronomicznej jako „opóźnione wielkie bombardowanie” (ang. Late Heavy Bombardment – LHB) miał rozpocząć się około 3,8 mld lat temu (czyli 700 mln lat po powstaniu Układu Słonecznego) i trwać przez kilkadziesiąt milionów lat.

Jeśli rzeczywiście do niego doszło, to Księżyc nie mógł być wyjątkiem: podobne kataklizmy musiały przetoczyć się przez Ziemię i sąsiadujące z nią planety. Na Ziemi – ze stratą dla nauki, ale z niewątpliwą korzyścią dla nas – ich ślady zostały zatarte wskutek wędrówki płyt tektonicznych i erozji atmosferycznej. Powierzchnia Wenus jest ukryta pod nieprzezroczystą atmosferą i niemal wszystko, co o niej wiemy, zawdzięczamy badaniom radarowym przeprowadzonym w pierwszej połowie lat 90. przez amerykańską sondę Magellan. Ich wyniki nie są zachęcające – prawdopodobnie około pół miliarda lat temu cała planeta została zalana grubą warstwą lawy.

Wydaje się za to, że mnóstwo pamiątek po LHB przetrwało na południowej półkuli Marsa oraz na Merkurym, gdzie kratery są bardzo liczne, a ich średnice dochodzą – odpowiednio – do 2300 km (Hellas Planitia) i 1500 km (Caloris Basin).

Długo nie umiano wyjaśnić, co było przyczyną wzmożonego bombardowania i dlaczego doszło do niego tak późno. Dopiero na początku lat 90. okazało się, że wskazówki naprowadzające na właściwy trop są ukryte w peryferyjnych obszarach Układu Słonecznego. David Jewitt i Janet Luu z University of Hawaii odkryli wtedy planetoidę krążącą poza orbitą Neptuna, a więc w obszarze, w którym do tej pory niepodzielnie królował Pluton. Dziś wiemy już, że znajduje się tam kilkadziesiąt tysięcy planetoid o średnicy większej niż 100 km (nasz Księżyc ma średnicę ok. 3,5 tys. km), których orbity układają się w przestrzeni w dość gruby pierścień nazwany przez astronomów pasem Kuipera. (Zmarły w 1973 r. Gerard Kuiper, wybitny amerykański badacz Układu Słonecznego, jako jeden z pierwszych rozważał możliwość istnienia obiektów krążących poza orbitą Plutona).

Wewnętrzny i zewnętrzny brzeg pasa Kuipera znajdują się w odległości odpowiednio 35 i 55 jednostek astronomicznych od Słońca (jednostka astronomiczna, j.a., jest równa średniemu promieniowi orbity Ziemi wokół Słońca i wynosi 149 598 000 km; światło pokonuje ten dystans w ciągu 8,3 min). Łączna masa wszystkich znajdujących się w nim planetoid jest dziesięciokrotnie mniejsza od masy Ziemi.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną