Nauka

Przez głowę do serca

Co łączy choroby serca i depresję?

Stres uchodzi za równie istotny czynnik ryzyka choroby wieńcowej co niezdrowa dieta, papierosy i siedzący tryb życia. Stres uchodzi za równie istotny czynnik ryzyka choroby wieńcowej co niezdrowa dieta, papierosy i siedzący tryb życia. leungchopan / PantherMedia
Zawał serca dopada w biegu i tak też jest teraz leczony. Ale usuwając grunt spod nóg, wpędza w depresję, z której długo trudno się wyzwolić.
Podstawowa rada: zwolnij, pomyśl bardziej o sobie niż o pracy i współzawodnictwie.Sebastian Kaulitzki/Getty Images Podstawowa rada: zwolnij, pomyśl bardziej o sobie niż o pracy i współzawodnictwie.

Zaledwie 32 lata! Czy to możliwe, by mieć zawał serca w tym wieku? – Tacy pacjenci zdarzają się rzadko, a jednak musimy być na to przygotowani – mówi prof. Mirosław Dłużniewski, szef Kliniki Kardiologii, Nadciśnienia i Chorób Wewnętrznych II Wydziału Lekarskiego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Niedawno ratowano na tym oddziale właśnie tak młodego mężczyznę. Na ogół to sędziwi zawałowcy przysparzają lekarzom kłopotów. Kiedyś nie byli kwalifikowani do bardziej agresywnego leczenia, ale choć dziś koronarografię i mechaniczne rozszerzenie naczyń wieńcowych wykonuje się nawet u 90-latków, właśnie ta grupa wymaga szczególnego nadzoru.

Z młodymi jest zupełnie inny problem. – Przed nimi długie życie, więc po takim incydencie jak zawał, kiedy już jedną nogą byli na tamtym świecie, stają się dużo bardziej ostrożni, nierzadko wpadają w depresję – mówi prof. Dłużniewski. – Trzeba ich wyzwolić z lęku, ale zrobić to tak umiejętnie, aby nie lekceważyli naszych zaleceń. Nie wszyscy lekarze to potrafią i są wystarczająco przekonujący. Współczesne leczenie zawałów serca jest skuteczne i krótkie, ale ponieważ już po kilku dniach pacjent staje na nogi i wypisuje się go ze szpitala do domu, nikt nie ma czasu wytłumaczyć mu, jak powinien teraz postępować, czego się wystrzegać, mówiąc krótko – jak żyć. A wielu jest pełnych obaw.

Owszem, wracają do rodziny, ale czy będą mogli wykonywać tę samą pracę co do tej pory? Czy pozwolą im nadal grać w piłkę nożną, co z seksem, paleniem papierosów i ulubionymi trunkami? Jak długo trzeba będzie regularnie przyjmować leki, które sprawiają, że czujesz się jak inwalida? I wreszcie, co przygnębia najbardziej: czy zawał nie dopadnie ich znowu za jakiś czas? W takim miejscu, gdzie nie będzie szans na szybki ratunek.

Dr Dariusz Wasilewski, kierujący Centrum Psychoprofilaktyki i Terapii w Warszawie, spotyka w swoim gabinecie takich właśnie pacjentów. Tylko rzadko się zdarza, by skierowali ich tutaj kardiolodzy. – Nie ma u nas systemu, który by integrował różne dziedziny medycyny. Kardiologia z psychiatrią tylko pozornie niewiele mają wspólnego – ubolewa. Po wielu latach rozłąki na jednej płaszczyźnie spotkały się psychologia z onkologią, pacjenci z chorobami układu krążenia na podobnym mariażu też sporo by mogli zyskać. Dermatolodzy również kiedyś odżegnywali się od współpracy z psychiatrami i psychologami, ale odkąd udowodniono, że psychika w chorobach skórnych odgrywa kolosalną rolę, zaczęto tworzyć zręby psychodermatologii i dziś już nikt nie wątpi w jej znaczenie.

Kandydaci do psychoterapii

Zresztą psychokardiologia to w wielu krajach też nic nowego. Stres uchodzi za równie istotny czynnik ryzyka choroby wieńcowej co niezdrowa dieta, papierosy i siedzący tryb życia, więc psycholodzy pracują nad tym, by nie dopuścić u pacjentów po przebytym zawale serca do nawrotu choroby. Już wiele lat temu w Kalifornii zauważono, kto ma duże szanse na zawał: osoby skłonne do ciągłej rywalizacji, agresywne, z poczuciem nadmiernej odpowiedzialności, żyjące w pośpiechu, o wygórowanych ambicjach. To najlepsi kandydaci do psychoterapii, która służy w takim wypadku przeformułowaniu celów życiowych – w myśl zasady: zwolnij, pomyśl bardziej o sobie niż o pracy i współzawodnictwie.

Taka zmiana nastawienia jest czasem bardzo trudna. Dlatego u ponad połowy pacjentów po zawale serca pojawiają się zaburzenia depresyjne – ocenia dr Dariusz Wasilewski. – Ale nie zawsze są wyraźnie nasilone i łatwo je przeoczyć. U 20 proc. epizody depresyjne są natomiast tak ewidentne, że według psychiatrów należy wkroczyć z leczeniem. Niejednokrotnie jednak nikt go pacjentowi nie proponuje, ponieważ na oddziałach kardiologicznych nadal pokutuje przekonanie, że leki przeciwdepresyjne są szkodliwe dla serca. – To wiedza sprzed wielu lat, ponieważ środki nowej generacji nie są kardiotoksyczne – przekonuje Joanna Chatizow, prezes Stowarzyszenia Aktywni Przeciw Depresji. Dr Wasilewski, który jest konsultantem Stowarzyszenia, potwierdza: – Ileż to razy dzwoniłem do lekarzy moich pacjentów z sugestią, by do podawanych leków nasercowych dołączyć środek przeciwdepresyjny. I słyszałem: przecież ten człowiek przeżył zawał, więc ma prawo się źle czuć, wasze leki mogą mu zaszkodzić.

Brak empatii? – Raczej przeświadczenie, że serce ważniejsze od psychiki – uważa Joanna Chatizow. – Jeśli kardiolodzy wyciągają chorych z najpoważniejszych opresji, umykają im inne dolegliwości. Ale od tego są psychiatrzy, aby pomóc je rozpoznać i usunąć.

Depresje zawałowców

W związku z przypadającym 23 lutego Ogólnopolskim Dniem Walki z Depresją Stowarzyszenie obrało sobie w tym roku za cel zbliżenie do siebie obu tych dyscyplin. Przy okazji chodzi też o edukację pacjentów, aby nie lekceważyli powiązań złego nastroju z chorobami serca. – Depresja będzie pogarszać wyniki leczenia, a czasem grozi kolejnym zawałem – ostrzega Dariusz Wasilewski.

W klinice prowadzonej przez prof. Dłużniewskiego na warszawskim Bródnie pacjenci od dwóch lat zapraszani są wraz z rodzinami na pogadanki mające rozwiać ich wątpliwości związane z przebiegiem kuracji w pierwszym okresie po zawale serca. – Wtedy jest czas, by nakłonić ich do zmiany stylu życia, przekonać, by nie odstawiali leków na własną rękę – opowiada profesor. Według niego takie wykłady same w sobie mają moc terapeutyczną. – Edukacja to chyba najlepsza szczepionka przeciw depresji u tych chorych.

Nie zawsze skuteczna. Bo gdy u pacjenta rzeczywiście pojawi się takie zaburzenie, należy zastosować specjalistyczne leki lub psychoterapię – uprzedza dr Wasilewski. Depresje u zawałowców zazwyczaj nie mają typowych objawów i przebiegają często pod maską hipochondrii, bezsenności, niepokoju, a nawet dodatkowych dolegliwości bólowych. Jeśli ktoś wypatruje smutku i apatii, może depresji w ogóle nie zauważyć i uznać, że uratowany chory nie wymaga spotkania z psychologiem czy psychiatrą.

Zresztą niechęć kardiologów do kierowania pacjentów na tego typu konsultacje wynika również z tego, że na oddziały chorób wewnętrznych na ogół ci specjaliści w ogóle nie zaglądają. A terminy w publicznych poradniach zdrowia psychicznego są tak odległe, że wysyłanie tam chorych bezpośrednio po wypisaniu ze szpitala kardiologicznego mija się z celem. Wizyty w gabinetach prywatnych to wciąż opcja dla bogatszej klienteli.

Akurat w stołecznym Szpitalu Bródnowskim oddział kardiologii niemal sąsiaduje z psychiatrią, więc to dla wszystkich duża wygoda mieć kompetentnych konsultantów pod bokiem. Ale też rzadkość, bo w większości miast nie opłaca się otwierać i utrzymywać oddziałów psychiatrycznych przy szpitalach ogólnych, gdzie byłby sens zbliżenia psychiatrii do innych specjalności, by nie straszyła swoją nazwą i była traktowana jak każda inna dziedzina medycyny. Może to zabrzmi dziwacznie, lecz przy wciąż złym nastawieniu większości społeczeństwa do psychiatrii wysłanie na pilną konsultację psychiatryczną pacjenta z depresją po zawale serca jeszcze bardziej może pogorszyć jego stan. Nie dość, że serce ma zniszczone i chore, to teraz coś nie tak z głową? Każą brać psychotropy?

Uratowany, ale czy zdrowy?

Tylko edukacja może zmienić ten stan rzeczy. W ostatnich latach i tak już oddemonizowano w psychiatrii sporo, ale – jak widać – wciąż są jeszcze obszary pełne mitów i stereotypów, z których trudno się wyswobodzić. Problemu nie rozwiążemy, zamiatając go pod dywan, gdyż pacjentów wymagających pomocy będzie przybywać. Na choroby serca umiera się dziś rzadziej niż jeszcze kilkanaście lat temu – to efekt coraz lepszego leczenia. Ale ten sukces ma swoje drugie dno: problemy kardiologiczne stają się przewlekłe, a każde tego typu schorzenie wymaga długofalowej opieki i kuracji, co nie pozostaje bez wpływu na psychikę pacjenta. Nowoczesna medycyna, ratując chorego przed śmiercią, nie może udawać, że będzie w pełni zdrowy do końca życia. Dlatego, lecząc serca, warto też zadbać o psyche.

Polityka 8.2016 (3047) z dnia 16.02.2016; Nauka; s. 78
Oryginalny tytuł tekstu: "Przez głowę do serca"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Rynek

Niespotykanie niewidoczny człowiek. Minister Kościński

Tadeusz Kościński przyjął tekę ministra finansów, ale się nie cieszy. Nominacji nie zawdzięcza swoim kompetencjom, ale temu, że już w 2015 r. znalazł się w drużynie Morawieckiego. Teraz musi znaleźć pieniądze na wydatki projektowane na Nowogrodzkiej.

Joanna Solska
26.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną