Bronię Muzeum Ewolucji. Jego problemem jest brak finansowania
Niedofinansowanie Muzeum Ewolucji wyziera niemal z każdego kąta. Ale to, co udało się tam pokazać przy tak mikroskopijnych nakładach, powinno raczej budzić podziw, nie krytykę.
Rekonstrukcja samicy australopiteka „Lucy” wykonana przez Martę Szubert.
Joanna Borowska/Forum

Rekonstrukcja samicy australopiteka „Lucy” wykonana przez Martę Szubert.

Już dawno żaden tekst o nauce nie sprawił mi takiej przykrości jak artykuł Alicji Karasińskiej „Jak warszawskie Muzeum Ewolucji zniechęca do teorii Darwina”. Jestem stałym bywalcem tego muzeum, moje dzieci same mnie tam ciągną i bynajmniej nie wychodzą „znudzone i skołowane”. Wiele z tamtejszych eksponatów opisałem zresztą (przepraszam za autopromocję) w książce „Z tatą na dinozaury”. Ponadto – wbrew temu, co sugeruje autorka – muzeum nie aspiruje i nigdy nie aspirowało do pokazania całej teorii ewolucji. Przynależy do Instytutu Paleobiologii PAN i zgodnie z tym prezentuje przede wszystkim skamieniałości. Warto było to sprawdzić przed wizytą w muzeum i nie oczekiwać czegoś, czym Muzeum Ewolucji się nie zajmuje.

Muzeum Ewolucji jest niedofinansowane

Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że mogłoby ono być znacznie atrakcyjniejsze. Niedofinansowanie wyziera niemal z każdego kąta. Ale to, co udało się tam pokazać przy tak mikroskopijnych nakładach, powinno raczej budzić podziw, nie krytykę. Tak, marzy mi się wielkie Narodowe Muzeum Historii Naturalnej czy Narodowe Muzeum Przyrodnicze, takie jak ma niemal każdy europejski kraj, pełne skamieniałości, okazów zwierząt, roślin, skał i minerałów, kolorowych plansz i multimediów. Takie, w którym można spędzać długie godziny, ucząc się ewolucjonizmu, ekologii czy biogeografii.

Tyle że rządzący naszym krajem nigdy nie kwapili się, by coś podobnego ufundować. A pierwsze plany powstawały już w XIX wieku, pod zaborami. Już wtedy okazy zbierano na całym świecie. Część potem zniszczyli zaborcy, część zaginęła bądź spłonęła podczas dwóch wojen światowych. A i tak pozostało 6 milionów okazów, które dziś są pod opieką Muzeum i Instytutu Zoologii PAN. Tyle że gnieżdżą się one w magazynie koło Warszawy i żadnego nie można zobaczyć na wystawie.

Polskie władze wolą muzea historyczne od naukowych

Muzeum i Instytut Zoologii PAN, wbrew nazwie, nie posiada bowiem sal ekspozycyjnych. Ani II RP, ani PRL, ani III (czy IV) RP nie były w stanie stworzyć odpowiedniego miejsca dla nich. Obecny dyrektor Instytutu Paleobiologii PAN, prof. Jerzy Dzik, od lat walczy o budowę Narodowego Muzeum Przyrodniczego. Apeluje o połączenie zbiorów Instytutu Paleobiologii PAN, Muzeum i Instytutu Zoologii PAN i paru innych instytucji naukowych. Sam pisałem o tych zbiorach i o planach budowy Narodowego Muzeum Przyrodniczego parokrotnie – w „Gazecie Wyborczej”, w polskiej edycji „National Geographic”, w magazynie „Kaleidoscope”. I co? Ano nic.

Jakoś większą sympatią wszystkich rządów cieszą się kolejne muzea historyczne – z pełnym dla nich szacunkiem i podziwem. Gdybyż jednak Muzeum Ewolucji dostało chociaż część takich funduszy, z pewnością mielibyśmy perełkę! Autorka, zamiast krytykować tę namiastkę Narodowego Muzeum Historii Naturalnej, jaką mamy, lepiej by zrobiła, wspierając swym piórem budowę tej wielkiej instytucji. Tam z pewnością znalazłoby się wszystko, czego jej zabrakło w Muzeum Ewolucji.

Autor, z wykształcenia paleontolog, jest dziennikarzem naukowym i autorem książek popularnonaukowych dla dzieci i młodzieży, w tym wydanej w zeszłym roku „Z tatą na dinozaury”, gdzie opisał m.in. okazy znajdujące się na wystawie w Muzeum Ewolucji w Warszawie.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj