Jeff Immelt. Zielone znaczy zielone
Ekologia nie szkodzi przemysłowi, ekologia pozwala mu zarobić – głosi prezes General Electric, największej przemysłowej firmy świata.
Jeff Immelt, nawrócony przemysłowiec, pokochał przyrodę
Ed Schipul/Flickr CC by SA

Jeff Immelt, nawrócony przemysłowiec, pokochał przyrodę

Kończący się powoli kryzys gospodarczy, największy od czasów Wielkiej Depresji okresu przedwojennego, pod wieloma względami różni się od poprzednika. Przed laty menedżerowie, zwłaszcza sektora bankowego, nie mogąc znieść ciężaru upadku swoich firm często decydowali się odebrać sobie życie.

Dziś wybrali przyjemniejszą formę łagodzenia bólu porażki – dzielą się milionowymi premiami, wszak ich firmy, po wsparciu publicznymi pieniędzmi, wykazały zysk. Formalnie premia należała się także Jeffowi Immeltowi, prezesowi General Electric, największego konglomeratu przemysłowo-biznesowego na świecie. 12 mln dol. piechotą nie chodzi, jednak Immelt zrezygnował z pieniędzy, co z zaciekawieniem odnotowały media. Nieżyczliwi zaś komentatorzy zaczęli umniejszać moralny wymiar tej decyzji, uznając, że pensja w wysokości 3,3 mln dol. rocznie plus 2 mln dol. w akcjach to wystarczająco dużo jak dla prezesa firmy, która podczas kryzysu straciła ponad połowę swojej giełdowej wartości.

Zielone znaczy zielone (dolary)

Immelt, związany z GE od lat 80. XX w., funkcję prezesa objął 7 września 2001 r., przejmując ster po legendarnym Jacku Welchu (uważanym za najsłynniejszego menedżera na świecie). Cztery dni później, po ataku terrorystycznym na Nowy Jork i Waszyngton, gospodarka zaczęła osuwać się w recesję, a nowy boss GE zmierzyć się musiał nie tylko z trudnościami ekonomicznymi, lecz także cieniem wielkiego poprzednika („Co by w takiej sytuacji zrobił Wielki Jack?”).

Nowy prezes  musiał się też uporać z jeszcze jednym wymiarem dziedzictwa GE – odium ciążącym na najstarszym amerykańskim konglomeracie przemysłowym, który czyniąc z ekspansji naczelną zasadę nie zawsze zwracał uwagę na ekologiczny wymiar swojej działalności. Immelt zdecydował się z problemu uczynić cnotę, a jego drogę  do ekologicznego Damaszku dokumentuje wielki guru praktyki zarządzania Peters Senge w książce „The Necessary Revolution” (Konieczna rewolucja): „Jako menedżer byłem wychowany w pełnej podejrzliwości wobec organizacji pozarządowych i ruchów ekologicznych. Potem zrozumiałem, że nie chodzi jednak o szukanie kompromisu, lecz o rozwojową szansę. Jeśli dokonać właściwych inwestycji w odnawialne źródła energii, efektywność, odsalanie wody, wówczas można w tym samym czasie zarabiać i rozwiązywać problemy społeczne” – mówi Immelt.

Nowe przekonanie skondensował w poręcznej maksymie: Green means greens, czyli zielone znaczy zielone (dolary). Korporacja zaczęła realizować strategię ecoimagination, polegającą na rozwoju linii produktów (od urządzeń gospodarstwa domowego po lokomotywy spalinowe) bardzo przyjaznych środowisku. Jednocześnie Immelt stał się orędownikiem zielonej rewolucji w całych Stanach Zjednoczonych, czego wyrazem jest zaangażowanie w US CAP (United States Climate Action Partnership). Inicjatywa ta skupia wiele korporacji (obok GE takie potęgi jak Alstom, Siemens, ConocoPhillips, Honeywell, Caterpillar), a jej celem jest naciskanie na polityków, by jak najszybciej zaczęli stanowić prawo sprzyjające ochronie klimatu i redukcji emisji gazów cieplarnianych.

Doradca Obamy

Wilki w owczych skórach? Raczej pragmatycy. Immelt tłumaczył to w wywiadzie dla „Polityki” (31/08): „Potrzebujemy rozwiązań łączących mechanizmy rynkowe z zachętami ekonomicznymi ze strony rządów, koniecznymi, aby przyspieszyć rozwój nowych technologii”. Czy jednak podobnie myślałby Jack Welch, pytają konserwatyści i wystawiają obecnemu prezesowi słabe noty, niektórzy wręcz zaliczają go do grona najgorszych prezesów czasu kryzysu. Inną opinię o Immelcie ma Barack Obama, który wciągnął szefa GE do zespołu swoich doradców ekonomicznych.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną