Będzie kryzys? Rozmowa z J.K. Bieleckim

Zapaści nie będzie
O tym, co widać z mostka kapitańskiego, jaka będzie Polska po 2020 r. oraz o polskim samozadowoleniu i braku pasji - mówi Jan Krzysztof Bielecki.
„Wydaje mi się, że naszym największym problemem nie jest najgłębszy od 70 lat kryzys światowy, ale jest nim samozadowolenie”.
Paweł Kozioł/Reporter

„Wydaje mi się, że naszym największym problemem nie jest najgłębszy od 70 lat kryzys światowy, ale jest nim samozadowolenie”.

„Jestem optymistą, gdy patrzę na średnioterminową prognozę dla Polski, do 2020 r.”
Grzegorz Rogiński/Forum

„Jestem optymistą, gdy patrzę na średnioterminową prognozę dla Polski, do 2020 r.”

Janina Paradowska: – Będzie trudno, jest źle, będzie jeszcze gorzej – słychać ze wszystkich stron, także z rządu. Strach zwykle napędza sytuacje kryzysowe, czy nie za bardzo jesteśmy już nastraszeni?
Jan Krzysztof Bielecki: – Co do zasady, rząd nie powinien straszyć obywateli, powinien kreować oczekiwania pozytywne, ale też nie może udawać, że nic się nie dzieje, że zagrożeń nie ma. Moim zdaniem tej linii równowagi nie przekroczono. Natomiast w ostatnich dniach nastąpiło bardzo wiele wydarzeń, które w moim głębokim przekonaniu przekreślają myślenie nazbyt pesymistyczne. Widać dużą determinację w utrzymaniu funkcjonalności Unii Europejskiej i podejmowane są działania, nawet niekonwencjonalne, żeby zapewnić trwanie strefy euro. Jeżeli dodamy do tego działania rządu USA i ich banku centralnego, nastawione na podtrzymanie koniunktury gospodarczej, a jednocześnie widzimy próby stymulowania gospodarki w Chinach i Japonii, to wszystko sprowadza nas do konkluzji, że otoczenie Polski nie powinno popaść w przyszłym roku w recesję, nawet jeżeli następne dwa kwartały w Polsce mogą być gorsze niż ostatni.

Scenariusza recesji nie ma?
Nie ma. Jeżeli Niemcy rozwijają się w tempie plus jeden – a tak mówią najnowsze prognozy – to Polska rozwija się w tempie 2 proc. rocznie, może trochę więcej.

Polska rozwijając się w tempie „plus dwa” to nadal kraj w wielkich kłopotach.
To jednak spowoduje, że 2014 r. będzie lepszy niż 2013. Tak więc w krótszej perspektywie widoki nie są może najlepsze, ale nie są dramatyczne.

Wzrost bezrobocia do ponad 13 proc. to nie jest dramat?
Jaki będzie naprawdę, nie wiemy, zresztą my bezrobocie liczymy w sposób specyficzny. Według Eurostatu w Polsce sięga ono obecnie 10 proc. i jest poniżej średniej europejskiej. Różnica wynika między innymi z tego, że liczymy tych, którzy się rejestrują, a nie tych, którzy realnie szukają pracy. Ja w ogóle jestem optymistą, gdy patrzę na średnioterminową prognozę dla Polski, do 2020 r., czyli do końca następnej europejskiej perspektywy finansowej. Wyśmiewana gwarancja 300 mld zł zostanie zrealizowana, Polska na pewno ten zastrzyk dostanie, być może nawet w kwocie nieco wyższej. Nawet jeśli budżet europejski zostanie ograniczony. Mając obecnie niezłą demografię, europejskie zasilanie, dobrą koniunkturę dla Polski w świecie, gdzie jesteśmy traktowani jako atrakcyjne miejsce inwestycyjne – nie musimy przewidywać żadnej zapaści, katastrofy.

To jest taka sielankowa wersja polityki, zasadniczo rozmijająca się z opisem potocznym i odczuciami ludzi.
Opisuję obraz makro, który właśnie taki jest. Na niego nakładają się oczywiście setki problemów strukturalnych i jeszcze więcej incydentalnych, które traktowane jednostkowo mogą tworzyć wrażenie wielkiego niepowodzenia. Ale to jest zła perspektywa. Jeżeli patrzy się z mostka kapitańskiego, sytuacja jest dla nas korzystna.

Jakie są więc te najważniejsze problemy strukturalne?
Jednym z podstawowych jest oczywiście konkurencyjność i ona „rozpisuje się” na niezbędne zmiany na rynku pracy, na jakość naszej edukacji na każdym poziomie, ilość innowacji czy patentów, uczenie się współdziałania już w szkole... Pod określeniem „konkurencyjność” można zmieścić w gruncie rzeczy wszystkie główne elementy, które są ciągle naszymi słabościami.

Z wieloma rząd i także poprzednie rządy zmagały się od lat i jakoś słabo to wychodziło, od edukacji poczynając.
Co udaje się w edukacji, widać po wielu latach. Na pewno najgorsze jest skakanie od jednego rozwiązania do drugiego. Są ponadto wyzwania, z którymi zmaga się cały świat zachodni, jak choćby rosnąca rozpiętość jakościowa między szkołami. Cały świat zachodni zmaga się też z problemem jakości opieki zdrowotnej. Przykład Stanów Zjednoczonych dowodzi, że można wydawać 20 proc. dochodu narodowego i w dalszym ciągu mieć 40 mln ludzi nieubezpieczonych. U nas też faktyczne podwojenie w ostatnich latach nakładów na opiekę zdrowotną nie przełożyło się na zwiększenie zadowolenia pacjentów. W Radzie Gospodarczej przez wiele miesięcy dyskutowaliśmy o systemie opieki zdrowotnej i widać, że nie ma żadnego uniwersalnego modelu czy najlepszej praktyki zachodniej, którą można byłoby przenieść do Polski.

To jest właśnie przykład, gdzie zataczamy się od ściany do ściany. Robimy kolejną reorganizację i przy okazji bałagan, bo nie ma odwagi wprowadzenia częściowej, choćby symbolicznej odpłatności czy dodatkowych ubezpieczeń.
Jeżeli chcemy rzeczywistej konkurencyjności, a ja jestem jej zwolennikiem – nawet początkowo sztucznie stymulowanej poprzez stworzenie drugiego funduszu czy podział NFZ – to warunkiem podstawowym jest wprowadzenie profesjonalnych ubezpieczeń zdrowotnych. Oczywiście początkowo może to być system dodatkowy, uzupełniający, ale na razie nie mamy nawet definicji ubezpieczenia zdrowotnego. Ubezpieczyciele działający na polskim rynku zajmują się głównie ubezpieczeniami najprostszymi, typu majątkowe, na życie itp. Nie wymagają one wielkiej wiedzy, takiej z nowoczesnego kosmodromu, a nie z Bajkonuru.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną