Nowy konik mafii: pręty stalowe

Przekręty na prętach
Ma co najmniej 12 m długości, żebrowane boki i jest niezbędny w budownictwie. Ale od kiedy los związał go z mafią, pręt żebrowany wiedzie polskie huty ku przepaści.
Wszystkie trzy huty produkujące w Polsce pręty zbrojeniowe należą do zagranicznego kapitału.
Franciszek Mazur/Agencja Gazeta

Wszystkie trzy huty produkujące w Polsce pręty zbrojeniowe należą do zagranicznego kapitału.

Powstała tajna grupa złożona z pracowników Urzędów Kontroli Skarbowej, CBŚ i ABW, która rozpracowuje mafię prętową.
Włodzimierz Wasyluk/Reporter

Powstała tajna grupa złożona z pracowników Urzędów Kontroli Skarbowej, CBŚ i ABW, która rozpracowuje mafię prętową.

Dotychczas jedynie Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego pochwaliła się sukcesami w walce z nielegalnym obrotem wyrobami stalowymi.
Włodzimierz Wasyluk/Reporter

Dotychczas jedynie Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego pochwaliła się sukcesami w walce z nielegalnym obrotem wyrobami stalowymi.

Dwuteownik, kątownik, ceownik, walcówka żebrowana, pręty kwadratowe, pręty płaskie. Rodzina produktów hutniczych jest wielodzietna. Ale ostatnio wszyscy mówią tylko o jednym dziecku – pręcie żebrowanym. Prezydent Ostrowca chciałby, żeby ktoś wreszcie zrobił porządek z tym prętem. Prezes Huty Ostrowiec mówi, że z przerażeniem obserwuje zachowanie pręta żebrowanego. Szef sejmowej komisji finansów publicznych sprawie pręta żebrowanego poświęcił interpelację poselską numer 11561. Centralne Biuro Śledcze i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego w pręcie siedzą już od ponad roku. Ale ciągle nie są gotowi, żeby wyprostować sprawę.

O sytuacji pręta żebrowanego powiadomiono już Komisję Europejską. A jeden z najbogatszych ludzi świata od kilku miesięcy próbuje się spotkać w tej sprawie z premierem Donaldem Tuskiem. Podatnika harce wokół pręta żebrowanego mogły kosztować nawet ponad 500 mln zł. Niestety, bez szybkich zmian w prawie podatkowym pręt ma wielkie szanse na pogrzebanie branży hutniczej w Polsce.

Branże połączone

Na 2011 r. branża okołobudowlana czekała w napięciu. Z symulacji wychodziło, że właśnie wtedy przetną się wszystkie krzywe wzrastające. Mówiąc po ludzku, nastąpi inwestycyjny wysyp. A jak budują, to znaczy, że muszą kupić materiały budowlane. Cementownie po raz pierwszy od czasów wczesnego Gierka jechały na pełnej mocy. Huty też dawały z siebie wszystko. O ile jednak cementownie sprzedały rekordowe 18 mln ton cementu (czyli 20 proc. więcej), to już zyski hut w niektórych segmentach były o 12 proc. niższe. – My robimy cement. Oni pręty do jego uzbrojenia. Sprzedaż w naszych branżach jest połączona. Skoro u nich siadło, to znaczy, że pojawił się jakiś czynnik dodatkowy – mówi jeden z producentów cementu. Hutnicy czynnik dodatkowy zaczęli zauważać już pod koniec 2010 r. Na rynku pojawiało się coraz więcej towaru po niespotykanie niskiej cenie. – Pręt żebrowany to produkt o dużej wrażliwości cenowej i niskiej marży. Przy cenie około 500 euro za tonę cała marża nie przekracza 15 euro. A na rynku pojawiły się oferty za 485 euro, a nawet niższe. Jeśli ktoś kradnie 23 proc. VAT od ceny netto 500 euro, to zarabia 115 euro – tłumaczy wiceprezes Dariusz Marchewka z Arcelor Mittal Warszawa. – I ma z czego kompensować sztucznie zaniżoną cenę sprzedaży i jeszcze doskonały zarobek. Żaden uczciwy producent nie wytrzyma takiej konkurencji. Hutnicy szybko domyślili się, że ktoś ich wali po kieszeni. Ku przerażeniu stwierdzili, że po tej kieszeni dostają prętem żebrowanym, który sami produkują.

Bez względu na to, gdzie pręt zostanie wyprodukowany, przeważnie wygląda tak samo, bo jest objęty standardem. To właśnie jego masowość i brak cech jednostkowych przyciągnęły uwagę oszustów. Strasznie trudno śledzić obrót takim towarem. Tym bardziej że docelowo i tak kończy jako element zbrojeniowy i trudno oczekiwać, że ktoś będzie burzył mosty, żeby dochodzić, ile go tam jest, skąd się wziął i czy aby znalazł się tam legalnie. I mafia dobrze o tym wie. Mechanizm oszustwa ma kilka wariantów. Od banalnie prostego, aż po taki, w którym w gąszczu faktur ukrywa się ich kilka, a oszuści zarabiają na tym miliony.

Ten najprostszy opiera się na liberalnych unijnych przepisach podatkowych i wolnej reakcji krajowych organów fiskalnych. Wystarczy, że pręty kupimy w jakimś innym kraju unijnym i zadeklarujemy, że przewieziemy je do Polski. Kupujemy wówczas produkt z zerową stawką VAT. Nie oznacza to, że jesteśmy zwolnieni z VAT. Jesteśmy zobowiązani go zapłacić, ale dopiero w kraju unijnym, do którego towar ma trafić. Jeśli jednak towar przepuścimy przez łańcuszek firm, a w tym łańcuszku jedna będzie nieuczciwa, to może się okazać, że na każdym euro możemy zarobić 23 eurocenty. Mechanizm jest stary, jak unijne przepisy o VAT. Jednak od początku lat 90. państwa starej Unii nauczyły się lepiej radzić sobie z nadzorem nad tego typu przekrętami. Polacy ciągle się uczą. I na samym pręcie płacą za to wysoką cenę. Według Polskiej Unii Dystrybutorów Stali, która zrzesza pośredników w handlu stalą zbrojeniową, tylko w 2011 r. straty Skarbu Państwa z tytułu niezapłaconego albo wyłudzonego VAT kosztowały państwo 400 mln zł.

Politycy sprawę traktują z nadzwyczajnym spokojem. – Próbowaliśmy alarmować wszelkimi możliwymi kanałami. Prosiliśmy o nagłośnienie problemu lokalnych posłów, składaliśmy zawiadomienia organom ścigania, wysyłaliśmy pisma, do kogo się dało – mówi jeden z ludzi z branży. Właściwie bez efektu. Producenci zrzeszeni w branżowej Hutniczej Izbie Przemysłowo-Handlowej postanowili wziąć sprawy we własne ręce. Wynajęli prywatne firmy detektywistyczne, zaprzęgli do pracy wywiadownie gospodarcze i firmy audytorskie. Za własne pieniądze robili to, z czym państwo po prostu sobie nie radziło.

Przestępcy, którzy oszukują na podatku VAT, świetnie wiedzą, że pomiędzy uprawnieniami służb jest luka kompetencyjna i opór przed wspólnym działaniem. Do tropienia największych przekrętów gospodarczych powołane zostało Centralne Biuro Śledcze. Ale CBŚ nie ma dostępu do tajemnicy skarbowej. Bez współpracy z Urzędami Kontroli Skarbowej nie da się wyłapywać nieuczciwych pośredników. Tym bardziej że większość tych firm żyje na rynku zaledwie trzy miesiące. Po tym okresie firmy mają obowiązek zapłacić zaległy VAT. I wtedy właśnie znikają. Zostają po nich tylko nazwy i właściciele, którzy w dniu zatrzymania dowiadują się, że byli prezesami firm, które obracały milionami. – Większość firm zakładana jest na słupy. Alkoholików, bezdomnych, drobnych narkomanów albo obywateli obcych państw, którzy za niewielkie pieniądze godzą się na wykorzystywanie swoich danych osobowych – mówi proszący o anonimowość inspektor policji.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną